Sunday, 27 January 2019
ot tak
Dziś zszedłem z gór wcześnie. Już w południe byłem w domu. Poczułem ogromne zmęczenie ludźmi, gwarem, rozmowami. Kiedy na granicy rozstałem się z Marcinem, którego czekała jeszcze droga do Warszawy, i wsiadłem w samochód, to poczułem, że chcę jechać przed siebie, daleko, wyciszyć się jazdą. Ale stwierdziłem, że najpierw zajadę do domu. Umyć się, przeprać, odpocząć choć na chwilkę. Ale w tym cieple zrobiło mi się leniwie i zmęczenie po tygodniu pracy dopadło mnie jeszcze intensywniej. Siedzę przy kominku, piję herbatę i słucham którejś z moich playlist na youtubie.
Wezmę kąpiel i się zastanowię. Chyba wybiorę się na tę popołudniową przejażdżkę. Oczyścić głowę z brzęczących wspomnień śmiechu, stukania garnków, skwierczenia tłuszczu, akordów gitarowych.
Friday, 25 January 2019
Szczerości trochę
Jeszcze trochę mam ochotę popisać. Skończyłem Wojnę i pokój. Mam po tej książce jakąś tkliwość w sercu oraz pokorę. Myśli i obserwacje Tołstoja, opis bohaterów, idee... Czuję się mały w porównaniu z duszą Tołstoja. Ale jednocześnie wiem, że te moje małe z szerszej perspektywy przeżycia są takie, że on też by coś napisał o tym, ująłby to, jakoś tak mądrze i głęboko.
Jeszcze wcześnie, ale już leżę w łóżku. Marcin B. gra na świetlicy, Mateo mu akompanjuje na basie, turyści śpiewają, miła atmosfera. Posiedziałem, dopóki czułem, że jestem tego częścią, ale szybko poczułem, że chcę być sam ze swoimi myślami. Jest wiele rzeczy, które chciałbym napisać. Ale czasami nie chcę, żeby wszyscy wiedzieli, co myślę. Przyznaję się. Wydzielam tutaj siebie. Nie jestem zupelnie otwarty. Na przykład nie piszę o swoich małostkach, albo co lubię w łóżku. Nie piszę o momentach desperacji i miłości, ani o niechęci i rozczarowaniu. Tzn. czasami o tym piszę, ale tylko trochę. Bo nie potrafię w taki postmodernistyczny, odwiązany sposób pisać, na chłodno. A wstydzę się pisać w rosyjskim, Dostojewskim klimacie.
Znajoma zaprosila mnie do siebie do Wenecji. Chyba pojadę. 1000 km to nie jest za dużo. Zobaczę kawałek karmawalu, zjem włoskiej pizzy, napiję się wina, czerwonego, wytrawnego i wrócę do mojej małej, zasypanej śniegiem wioski.
Jeszcze wcześnie, ale już leżę w łóżku. Marcin B. gra na świetlicy, Mateo mu akompanjuje na basie, turyści śpiewają, miła atmosfera. Posiedziałem, dopóki czułem, że jestem tego częścią, ale szybko poczułem, że chcę być sam ze swoimi myślami. Jest wiele rzeczy, które chciałbym napisać. Ale czasami nie chcę, żeby wszyscy wiedzieli, co myślę. Przyznaję się. Wydzielam tutaj siebie. Nie jestem zupelnie otwarty. Na przykład nie piszę o swoich małostkach, albo co lubię w łóżku. Nie piszę o momentach desperacji i miłości, ani o niechęci i rozczarowaniu. Tzn. czasami o tym piszę, ale tylko trochę. Bo nie potrafię w taki postmodernistyczny, odwiązany sposób pisać, na chłodno. A wstydzę się pisać w rosyjskim, Dostojewskim klimacie.
Znajoma zaprosila mnie do siebie do Wenecji. Chyba pojadę. 1000 km to nie jest za dużo. Zobaczę kawałek karmawalu, zjem włoskiej pizzy, napiję się wina, czerwonego, wytrawnego i wrócę do mojej małej, zasypanej śniegiem wioski.
Mgnienie
Taka myśl na piątek wieczór. Schronisko, gitary, kominek. Urwałem się z towarzystwa, żeby zapisać myśl.
Miłość. Która się kończy. Wydaje ci się, że umrzesz, kiedy ta osoba zniknie z twojego życia. Tysiące minut. Rozmów, spojrzeń, spacerów, seksu, kłótni, godzenia się. Wydaje się, że po tym wszystkim świat się skończy, jeśli to zniknie.
Ale to jest trochę inaczej. Kiedy zakochujesz się, to tworzysz pewna opowieść. Twoje marzenia, pragnienia i lęki, układają się w pewna historię. Ta druga osoba ma tak samo. Jej wymarzony chłopiec zjawił się nagle znikąd i wszystko będzie już dobrze. Tajemnica powodzenia tej wspólnej historii leży w tym, żeby te dwie historie się połączyły w jedną. Opowiadamy swoją baśń w tej samej tonacji, a kiedy coś nie pasuje, jesteśmy w stanie doszlifować szczegóły. Ale może tak być, że okaże się, że nasze historie są coraz bardzo różne. Smutno się wtedy robi. Bo każdemu z nas się wydaje, że to drugie zepsuło, zdradziło, odeszło na inną ścieżkę.
I to przeczucie, że człowiek umrze, jeśli nie będzie z tym drugim człowiekiem, jest silne, obezwladniajace, ale wtedy, powoli, odzywa się rozsądek, rozum. I nie czujesz już żalu, złości, zazdrości. Tylko smutek. Że ta opowieść się skończyła. Ale równocześnie wiesz, że nic się nigdy nie kończy. I po tym rozdziale, nastąpi inny. I bardzo możliwe, że będzie jeszcze ciekawszy i piękniejszy niż ten. Dla ciebie i niej.
A za sto lat, już nawet tego żalu nie będzie. Wypijecie lampkę wina w paryskiej Café, czerwone krople popłyną po zmarszczkach i zaśmiejecie się z tego wszystkiego. A dla gwiazd to będzie tylko mgnienie.
Miłość. Która się kończy. Wydaje ci się, że umrzesz, kiedy ta osoba zniknie z twojego życia. Tysiące minut. Rozmów, spojrzeń, spacerów, seksu, kłótni, godzenia się. Wydaje się, że po tym wszystkim świat się skończy, jeśli to zniknie.
Ale to jest trochę inaczej. Kiedy zakochujesz się, to tworzysz pewna opowieść. Twoje marzenia, pragnienia i lęki, układają się w pewna historię. Ta druga osoba ma tak samo. Jej wymarzony chłopiec zjawił się nagle znikąd i wszystko będzie już dobrze. Tajemnica powodzenia tej wspólnej historii leży w tym, żeby te dwie historie się połączyły w jedną. Opowiadamy swoją baśń w tej samej tonacji, a kiedy coś nie pasuje, jesteśmy w stanie doszlifować szczegóły. Ale może tak być, że okaże się, że nasze historie są coraz bardzo różne. Smutno się wtedy robi. Bo każdemu z nas się wydaje, że to drugie zepsuło, zdradziło, odeszło na inną ścieżkę.
I to przeczucie, że człowiek umrze, jeśli nie będzie z tym drugim człowiekiem, jest silne, obezwladniajace, ale wtedy, powoli, odzywa się rozsądek, rozum. I nie czujesz już żalu, złości, zazdrości. Tylko smutek. Że ta opowieść się skończyła. Ale równocześnie wiesz, że nic się nigdy nie kończy. I po tym rozdziale, nastąpi inny. I bardzo możliwe, że będzie jeszcze ciekawszy i piękniejszy niż ten. Dla ciebie i niej.
A za sto lat, już nawet tego żalu nie będzie. Wypijecie lampkę wina w paryskiej Café, czerwone krople popłyną po zmarszczkach i zaśmiejecie się z tego wszystkiego. A dla gwiazd to będzie tylko mgnienie.
Friday, 18 January 2019
Różowe pantofelki
Różowe pantofelki
Zaprosiłem cię do podnóża
ciemnego, groźnego, jak zielona pierzyna lasu.
Chciałem pokazać ci ścieżki ze snów.
Te piękne, zachwycające,
ale nawet te obce i dziwne.
Byłabyś ty i ja,
i niczego byśmy się nie bali.
Gdyby na przykład spadło słońce,
to w oceanie nicości,
siedzielibyśmy sobie na tratwie,
jak u Pana Boga za piecem,
a nasza miłość stworzyłaby nowy świat.
Nie zdążyłem opowiedzieć do końca,
a ona zachichotała lekko,
jak srebrzysta garść leśnych dzwoneczków,
i jeszcze lżej podbiegła
do lśniącego,
z pustki utkanego dziwu.
„Zaczekaj” zawołałem.
Bo przecież plany był taki,
że razem będziemy patrzeć na dziwy.
Zatrzymała się z niechęcią
i niecierpliwie przebierała stópkami
w różowych pantofelkach.
Chciałem w twoich ustach
zaśpiewać piosenkę,
na którą czekałaś całe dziewięć żyć.
Zapadłyby się wtedy miasta,
skruszyły rdzą atomowe elektrownie,
a samochodowa blacha porosłaby mchem.
Czas zacząłby się na nowo.
Zacząłem śpiewać.
Klasnęła delikatnymi dłońmi
i podskoczyła na jednej nodze.
Przy drugiej zwrotce dyskretnie ziewnęła.
Powiedziała: „Naprawdę ładne. To dla mnie?”
Pobiegła znowu
do kolejnego lśniącego, z pustki utkanego dziwu.
Policzki pałały jej jak czerwony bursztyn.
Zacząłem coś wołać,
ale nie słyszała.
Thursday, 17 January 2019
Drobiazgi
Pojechałem do Bielska. Odwiedziłem mój sklep z papierosami elektronicznymi i kupiłem zapasową grzałkę. Później zakopałem się w księgarni na godzinę. Postanowiłem, że kupię sobie książkę za ostatnią kasę. Zdecydowałem się na tomik poezji Haliny Poświatowskiej. Ale i tak mnie serce zabolało, bo okazało się, że wyszło trzytomowe wydanie dzieł zebranych Jeremiego Przybory. Wszystkie piosenki, wiersze, listy z podróży i inne rzeczy. No ale nie było mnie stać na wydanie prawie trzystu złotych. To będzie mój następny zakup, kiedy wpadnie trochę gotówki.
Wracałem już po ciemku, słuchając Trójki i ciesząc się ciepłym schronieniem złotej od świateł autostrady.
Teraz już w domu. Słucham Adama Struga przy kominku (amana mana mana ma:). Ciągle mi smutno. Przydałoby się niedługo rozebrać choinkę. Może jutro się zmobilizuję.
Odczuwam dziś mocno samotność. Zrobiłem cały półmisek suszonych pomidorów z czosnkiem, oliwkami i ziołami. Wyszły przepyszne. Chcesz spróbować, dziewczyno? Posmaruję ci do tego chleba masłem i ukroję kawałeczek sera z dziurami. Tak smakuje najlepiej. Do tego gorąca herbata, albo lampka reńskiego wina, co wolisz. W telewizji puszczają Gordona Ramseya, obejrzymy tego sympatycznego gbura. Mówisz, że jemu też by smakowały moje suszone pomidory na lekko czerstwym chlebie? Ja też tak myślę. Pojedziemy jutro na Słowację? Pooglądamy z oddali Tatry, a później zjemy coś w karczmie, wydamy moje zaoszczędzone euro, co ty na to? Że nic z tego? Bo nie istniejesz? To nic, głuptasie. Takie drobiazgi nigdy mi nie przeszkadzały.
Wracałem już po ciemku, słuchając Trójki i ciesząc się ciepłym schronieniem złotej od świateł autostrady.
Teraz już w domu. Słucham Adama Struga przy kominku (amana mana mana ma:). Ciągle mi smutno. Przydałoby się niedługo rozebrać choinkę. Może jutro się zmobilizuję.
Odczuwam dziś mocno samotność. Zrobiłem cały półmisek suszonych pomidorów z czosnkiem, oliwkami i ziołami. Wyszły przepyszne. Chcesz spróbować, dziewczyno? Posmaruję ci do tego chleba masłem i ukroję kawałeczek sera z dziurami. Tak smakuje najlepiej. Do tego gorąca herbata, albo lampka reńskiego wina, co wolisz. W telewizji puszczają Gordona Ramseya, obejrzymy tego sympatycznego gbura. Mówisz, że jemu też by smakowały moje suszone pomidory na lekko czerstwym chlebie? Ja też tak myślę. Pojedziemy jutro na Słowację? Pooglądamy z oddali Tatry, a później zjemy coś w karczmie, wydamy moje zaoszczędzone euro, co ty na to? Że nic z tego? Bo nie istniejesz? To nic, głuptasie. Takie drobiazgi nigdy mi nie przeszkadzały.
Hopefully
Mam kilka dni wolnego. Pełny bak w Xsarze, kilka groszy i nastrój na wycieczkę. Na drogach trochę zelżało, nie muszę się tak stresować.
Jest mi trochę smutno. Przyzwyczaiłem się do weekendów z dziewczyną. Radości codzienności: wspólne ugotowanie sobie czegoś, spacer, rozmowa, oglądanie głupotki w telewizji, krótka wycieczka w jakieś ukryte miejsce w górach, paskudny obiad w drewnianej karczmie, rozmowy o niczym, czułość. Takie zwykłe rzeczy sprawiają mi radość, dają poczucie sensu i spokoju. Brak tych drobiazgów obudził we mnie smutek. Siądę więc w samochód, włączę mój podróżny miks i powłóczę się bez celu.
Chcemy z chłopakami znów zacząć razem grać. Mam trochę nowego repertuaru, a i stare kawałki też trzeba przećwiczyć, może trochę wzbogacić muzycznie. Maro kupił nowego cajona, jest zainspirowany, Mateo też ma ochotę na granie. Przydałby nam się gitarzysta z okolic. Marcin jest świetny i miło się z nim gra, ale dojazdy z Warszawy są nierealne na dłuższą metę. Coś się wyklaruje.
Chciałbym w weekend zrobić coś innego. Nie chce mi się siedzieć w domu. Nie wiem jeszcze co. Może kolejną wycieczkę?
No dobra, ubieram się i jadę łapać subtelne nastroje i głębokie (hopefully) myśli.
Gwiazdy im śpiewały - Księżycowy Terrorysta
Gwiazdy im śpiewały
Przyniosła mu
wiśni,
on jej narwał
kwiatów,
wiśnie jak krwi
krople,
kwiaty jak złe
fatum.
Chodźże mój
Stasienku,
księżyc zaraz
wzejdzie,
mało mamy czasu,
rano cię nie
będzie.
Ściągnął jej
sukienkę,
rozłożył na
trawie,
księżyc patrzył
smutno,
było im wspaniale.
„Nie bój się
Stasienku,
nie patrz z takim
lękiem,
Bóg cię uratuje,
a ja czekać będę.”
Wojna, wojna,
wojna,
jaka to głupota,
brat do brata
strzela,
czołgają się w
błotach,
a nad nimi
świnie,
w pozłacanych
szatach,
pieniądze i chwała,
a dla chłopców
piach.
Drugi raz już
wolniej
kochał się z
dziewczyną,
gwiazdy im
śpiewały,
do umarłych hymn,
jej biodra
szerokie,
mokre, ciasne
łono,
w niej by chciał
utonąć,
ale musi iść.
Wojna, wojna,
wojna,
jaka to głupota,
dla ambicji
garstki,
płynie rzeka
krwi.
„Stasienku kochany,
w lesie wyje
wilk,
przytul mnie
najmocniej,
Nie chcę już stąd
iść.”
Księżyc na minutę
zdrzemnął się nad
nimi,
kiedy znów
popatrzył,
bardzo się
zadziwił.
No bo chłopiec i
dziewczyna
na niebie
tańczyli,
a ich ciała piękne
dwa,
z rzeką popłynęły.
Wednesday, 16 January 2019
Bez prądu. Przysypany. Wojna i pokój.
Plusy awarii elektryki w domu:
- Czytanie: w ciągu wieczoru przeczytałem prawie cały drugi tom Wojny i pokoju Tołstoja (pierwszy przeczytałem w schronisku – wreszcie udało mi się przebrnąć przez kilka pierwszych rozdziałów, które od lat były dla mnie zaporą nie do przejścia). Czytałem w wannie przy świeczce, a później w łóżku z czołówką.
- Odpoczynek od mediów społecznościowych: to była ogromna ulga. Najpierw jeszcze zerkałem na komórkę, ale kiedy wyczerpała mi się bateria, byłem już zupełnie wolny.
- Spokój i zwolnienie czasu, możliwość skupienia się na jednej rzeczy.
Tydzień pracy w schronisku dłużył mi się niemiłosiernie. Zaczęło chwytać mnie choróbsko, czułem się słaby i rozdrażniony. Podobało mi się, że zasypał nas śnieg. Kilkumetrowe zaspy i szarawa biel, nie było widać, gdzie kończy się śnieg, a zaczyna mgła. To było przyjemne. Schodzenie w dolinę trochę mniej. Kilka razy wpadłem w zaspę po pachy. Cały szlak zawalony połamanymi świerkami. Trasę, którą normalnie pokonuję w 40 minut, tym razem przeszedłem (przeczołgałem) w 2 godziny.
M. Mam trochę smutnych refleksji na ten temat. Nie udało się nam zbudować nic trwałego. Moim zdaniem największym problemem był brak komunikacji z jej strony. M. z jakiegoś powodu odmawiała komunikowania problemów. Zamiast tego wyłączała się, okazując mi przy tym niezadowolenie i opryskliwość. Kiedy ja próbowałem nawiązać kontakt, wyjaśnić nieporozumienie, ona wycofywała się jeszcze bardziej i traktowała mnie jeszcze gorzej. I tak to trwało regularnie przez półtora roku. Przyciąganie, odpychanie, przyciąganie, odpychanie. Do tego inne rzeczy, ale nie chcę tego rozwijać.
Pozostawiło to we mnie pewną pustkę. Przywiązuję się bardzo do partnerki. M. potrafiła być wyjątkowo urocza, interesująca, miła. Próbowałem przez długi czas sprawić, żeby to działało, dałem z siebie wszystko. Przez chwilę myślałem, że może to jest to, że znalazłem przystań. Teraz, kiedy w końcu się rozsypało, czuję dziwną mieszankę ulgi i próżni. No ale życie się nie zatrzymuje. Jestem nastawiony optymistycznie. Wiem już, że tam gdzie kończy się jedna rzecz, tam powstaje miejsce na rozpoczęcie nowego etapu. W gruncie rzeczy czuję się lekko podekscytowany tym wszystkim: zmianami, nowymi horyzontami, nieokreślonością przyszłości.
Jeszcze nie ma 9 rano. Zadzwoniłem po elektryka. Choć fajnie było spędzić wieczór bez prądu, to co ma zrobić moja lodówka, albo pralka, w której kiśnie niedokończone pranie? Wyłożyłem stopy przed kominkiem. Trochę mnie parzy, ale nie chce mi się przestać. Myślę o lekkim śniadanku, do którego otworzę książkę i poznam dalsze losy księcia Andrzeja (czy ożeni się z Nataszą i będą szczęśliwi? Przeczuwam, że nie), Pierra, Rostowskiego. Klasyka mnie uspokaja.
Słyszę, że na plac zajeżdża jakiś samochód. To pewnie elektryk.
Sunday, 6 January 2019
Saturday, 5 January 2019
Tam na rzece
Twórczy dzień. 2019 zaczyna się dobrze. Spokojnie, świeżo, refleksyjnie. Pożegnanie z M. (kolejne z kolejnych, wiem, ale tym razem to już na poważnie). Spędziliśmy wspólnie święta i Nowy Rok, przez chwilę miałem nadzieję, ale później wszystko padło. I wiem, że już nie chcę. To fajna dziewczyna. Piękna, potrafi być miła, urocza, słodka, potrafi sprawić, ze w domu jest domowo. Ale nie pasujemy do siebie. Rzeczy, które są dla mnie naturalne i ważne irytowały ją. Moja spontaniczność, czasami rubaszna wulgarność, duchowość, błądzenie w chmurach. Potrzebowała czegoś innego. Ja zresztą też. Nie mam wobec niej złych uczuć. Lubię ją. Mam nadzieję, że się jej ułoży w życiu, że znajdzie swoją harmonię.
Dobrze mi zrobił dzień w samotności. Słuchając Adama Struga i Raz Dwa Trzy nabrałem twórczej weny, zacząłem nowy obrazek. Ciężko było mi zacząć, ale szybko wskoczyłem na falę i znów poczułem magię i wewnętrzną przestrzeń. Lubię to uczucie, kiedy z codzienności i trywialności powoli wynurza się pulsujące życie i wolność. Na obrazku mężczyzna tonie/śpi/frunie, w każdym razie jest neutralnie szczęśliwy. Na łodzi dziewczyna rzuca sieć. Może chce go uratować. A może po prostu łowi ryby. Może przypadkiem go wyłowi, a może rozminą się i nawet siebie nie zauważą. On w swoim słodkim śnie, w podwodnym mieście, a ona w swoim skupieniu w mieście naziemnym. Cokolwiek się nie stanie, rzeczy będą takie jakie mają być, harmonia wszechświata obejmuje w sobie wszystkie scenariusze, kwantowa nieokreśloność nigdy nie zostanie zakłócona. Enjoy the ride.
W kominku strzela ogień. Śnieg sypie i sypie, na podwórku już ponad metr. Z garażu na pewno bym się nie wydostał, ale to nie ma znaczenia, bo nigdzie się nie wybieram. Przy piecu drewna na dwa dni. Choinka dyskretnie błyszczy w kąciku. Po kąpieli pachnę lotosowym balsamem. Nikt niczego ode mnie nie chce, ani ja nie chcę niczego od nikogo. Rozkoszność.
Subscribe to:
Posts (Atom)






