Friday, 23 January 2026

Przy kartach

Jutro pierwszy raz mam audycję na żywo (wcześniejsze dwie nagrałem przed wyemitowaniem). 

Ogarniałem dzisiaj naukę technicznej strony tego przedsięwzięcia: jak wszystko podłączyć, jak puszczać muzykę, obsługiwać interfejs. 

Mam trochę stres - jak to wyjdzie, czy się nie zatnę, czy nie powiem coś głupiego, albo czy nie wymsknie mi się jakoś oversharing, którego nie chcę. No ale nie jest to jakiś straszny stres. Bardziej to się cieszę.

Temat przewodni to Bałkany. Będzie dużo rumuńskiej muzyki i moje opowieści z wypraw. 

Kończę też nowego zina. Na tytuł wybrałem "Miłość w porąbanych czasach". Zrobiłem dziś trochę rysunków, wybrałem też coś ze starych. Jeszcze jeden tekst chcę przetłumaczyć. Nie jestem fanem AI, ale fuck, jak łatwiejsze jest teraz życie dla tłumacza. Coś co kiedyś zajęłoby mi dwa dni, teraz mogę ogarnąć w godzinę. 

A. wczoraj przy winie powiedziała mi taki komplement:

"Ty jesteś jakby... Czekaj... Jakby... wiesz, że Bóg nas wszystkich stworzył, ale ty jesteś wynikiem kazirodztwa bożego"

Xddd

Aha, sprzedałem dwa kolaże! 222 zł wpadło:) I na aukcji poszedł jeden Rebel Box za 127 na studentów z Gazy. 

Tuesday, 20 January 2026

Sedmikrásky, Rojava, zmartwienia

Czekam na A. W planie winko, gra w kości i stary czeski film, Sedmikrásky.

Dzisiaj zrobiłem wszystkie 10 kolaży do zina. Ale fajnie wyszły!:)

Mam pomysł, żeby później wystawić je nie na sprzedaż, ale jako "cegiełki" z minimalną ceną na wsparcie moich projektów. Jutro to obmyślę i pewnie zrobię.

Wpadła Ula. Kupiła dwa ziny, zjedliśmy jakieś słodkie pychotki, które przyniosła z piekarni na Nadodrzu, pogadaliśmy. Chciałbym z nią zrobić wspólną audycję. Jest chętna, sama też ma doświadczenie z radiem.

Martwi mnie sytuacja w Rojavie. Dżihadyści wyrzynają Kurdów, jest wielka mobilizacja. Nie wiem, jak sobie poradzą, atakowani ze wszystkich stron.
 

Monday, 19 January 2026

Długie styczniowe dni

Rano terapia. Po godzince z panią Kasia, jest mi jak zwykle lepiej. Mam takie odczucie, że wszystkie problemy urastają w mojej głowie do monumentalnych rozmiarów, a w czasie terapii rzeczy zaczynają wyglądać bardziej realnie.

Rano zrobiłem dodruki zinów. Bartek z Krakowa zamówił 20 sztuk i wysłał mi pieniądze na druk 40. Chce je sprzedawać na koncertach. W tę sobotę będzie próba, jak mu to pójdzie. 

Później wycinałem rzeczy na "10 kolaży o miłości i rewolucji".

Zwinąłem się z pracowni koło 15. O 18 będzie tam wykład o więziennictwie, na którym będą osoby, których nie chcę spotkać, więc postanowiłem resztę wieczoru spędzić we Włóczędze, żeby się na nikogo nie nadziać. Choć pewnie i tak bym nie wychodził, nie mam ostatnio za dużo energii na społeczne interakcje.

Wczoraj dostałem line up na Paczanga Fest w czerwcu. Będę na scenie w towarzystwie między innymi Końca Świata, Analogs, Schizmy, Całej Góry Barwinków. Całkiem nieźle. 

Nastrój? Chyba czuć z tego wpisu. 



 

Sunday, 18 January 2026

Przygody, miłości, sztuka i nędza

 

Rano pojechałem po A. do jej rodziców. Zawiozłem ją do domu, dałem spóźniony upominek gwiazdkowy (ale się ucieszyła!), wziąłem pranie (zapomniałem wszystkich skarpetek, bo wisiały w łazience na kaloryferze) i wróciłem do siebie.

Później pracowałem nad tekstami do nowego zina. Póki co tak wygląda spis treści:

- Gra w trzy rzeczy (listy wymyślone)
- Dlaczego jesteśmy anarchistami?
- Sen o utopii
- Przyjaciel Durrutiego
- 9 miejsc, w których płakałem w zeszłym roku
- Jak dorosnąć, ale się nie zestarzeć (10 rzeczy, których nauczyłem się po czterdziestce.)
- Anarchizm i miłość (przekład z ang)

Jest jeszcze możliwość, że Ether dośle tekst o niepełnosprawności u piesków, a Mela opowieść o tym, jak została aktywistką. Poza tym Renka obiecała zrobić trochę ilustracji, a Ula już wysłała kilka szkiców.

Tak że będzie to całkiem różnorodny, ciekawy zin. Będą w nim jeszcze kolaże. Dziś zrobiłem kilka cyfrowych, a jutro mam dostęp do pracowni, więc popracuję analogowo nad serią "10 kolaży o miłości i rewolucji". Będę je mógł później sprzedać, więc będzie jakiś wpływ gotówki. Dziś sprzedałem dwa ziny, wpadło 40 złotych. Mój majątek na dziś to 108 zeta:) Heh, zawsze zmagalem się z gotówką i tak już raczej zostanie. Well, trudno:)

Właśnie, A. dzisiaj dała mi całą reklamówkę jakichś puszek, warzyw, owoców, orzechów. Jakie to miłe z jej strony. Uwielbiam, kiedy ludzie robią takie zwykłe gesty. Przywraca mi to wiarę w dobroć i bezinteresowność, nadszarpnietą po ostatnim pojebanym roku.

Jaki nastrój? Hmm... Wczoraj czytałem wieczorem wpisy z bloga sprzed kilkunastu lat. Kiedy rozstałem się z Tanią, mieszkałem w Londynie, pracowałem z dzieciakami. Wyciszyła mnie ta lektura. Pozwoliła nabrać dystansu. Rzeczy przemijają...

... O, właśnie wpadła wiadomość od klienta, że chciałby kilka wydruków moich obrazów. Jeśli zaakceptuje cenę, to będę miał na spokojne życie przez najbliższy tydzień. Ale byłoby miło!

Piszę o tych wszystkich rzeczach, przygodach, miłościach, sztuce i nędzy, i kiedy to później czytam, to czuję dumę i ekscytację. Pamiętam, kiedy jako dzieciak czytałem książki przygodowe, podróżnicze, klasyki, jakiegoś Dostojewskiego czy innego Dickensa i myślałem sobie, jakie mieli ciekawe życia. I ja też to teraz mam. Dokładnie tak samo. Leżę w moim domu na kółkach, czasami nie mam na jedzenie i fajki, tworzę coś, maluję, czasami z mojej sztuki wpadnie jakoś grosz, zaczynam projekty, które mnie napełniają, ale których czasami się boję, łażę po starych ulicach mojego ulubionego miasta, przeżywam miłości, zdrady, romanse, konflikty i przyjaźnie, lęki i radości... Holy fuck... This is exactly what I wanted for myself... Every fucking bit of it. Mógłbym tak żyć jeszcze 100 lat.
Nie jest to różowe, ale barwne. Płacę czasami cenę za to wszystko. Samotność, smutek, lęk. A czasami tarzam się w wolności, biorę się za wyzwania, czuję triumf i dumę, kiedy coś się uda, czasami zbliżę się z kimś i też mnie to napełnia. Wydaje mi się, że coraz bardziej wiem, kim jestem. Choć nie jestem pewny, czy odkrywam siebie, czy też siebie tworzę i kreuję. Maybe both? A może nie ma między tym różnicy? A może być też tak, że romantyzuję swój wewnętrzny i zewnętrzny chaos. No ale czy nie jest trochę tak, że to jak postrzegamy swoje życie zawsze jest subiektywne? Więc dlaczego nie romantyzować tej naszej egzystencji? 

Jutro terapia. Chcę porozmawiać z panią Kasią o możliwości, że mam BPD (Borderline Personality Disorder). Dużo cech się zgadza. Po co mi ta diagnoza? Może żeby nabrać większej jasności, pracować bardziej kierunkowo? Może, żeby znaleźć wyjaśnienie dla mojego życia, relacji, sposobu reagowania? A może pozazdrościłem dzieciakom neuroatypowości:)
Myślę, że takie zrozumienie siebie mogłoby mi pozwolić trochę lepiej funkcjonować w przyszłych relacjach.

OK, klient się odezwał. Nie pasują mu wszystkie rozmiary, więc chyba weźmie tylko jeden. W porządku, to oznacza jakieś 200 złotych do przodu.

Friday, 16 January 2026

MDMA, gastroskopia i parę myśli o społeczności

Wczoraj spędziłem bardzo towarzyski dzień. Rano pojechałem do A. zrobić pranie. Zwykle chodzę do pralni, ale fundusze po sprzedaniu w grudniu obrazu stopniały zupełnie, więc skorzystałem z jej propozycji. Zjadła jeszcze jakiś śmierdzący gulasz z poprzedniego dnia i pojechaliśmy na większe zakupy do Biedry. Miło mi było, że mogłem pomóc. 

Później zawiozłem ją do centrum na terapię i siadłem w Kali, żeby pogadać z Paszą. Po terapii A. dołączyła. Złapał nas lekko imprezowy nastrój. Zamówiliśmy po lampce wina, a Pasza przymknął oko, kiedy dolewaliśmy z butelki kupionej w Żabce. Rozkręciliśmy sie:) Mieliśmy ochotę potańczyć, ale było za wcześnie, kluby otwierały się dopiero o 23.


- To może wrzucimy emkę i poszwendamy się po mieście? - spytałem. 
- Emkę? O 18? - zaśmiała się A. - Dobra:)


Długo nie połaziliśmy, bo nastrój wszedł nam bardziej dośrodkowy niż imprezowy. Schowaliśmy się do mnie do Włóczęgi, puściliśmy muzę i po prostu rozmawialiśmy przytuleni o życiu, traumach, radościach, marzeniach i jeszcze powtarzaliśmy sobie, jacy jesteśmy piękni. MDMA jest zajebiste:) 
Zrobił się bardzo kameralny, ciepły, rozemocjonowany wieczór. Jak ja lubię te dziewczynę:)
Koło północy, kiedy ema zaczęła schodzić, zamówiłem jej ubera i po prostu zasnąłem.


Rano, wiadomo, nie czułem się za dobrze, ale na 9 byłem umówiony z Kasią, żeby potowarzyszyć jej w wizycie na gastroskopię, więc zwlokłem się z łóżka i jakoś doprowadziłem do stanu używalności. Przyjechała po mnie uberem. Pośmiała się z mojego skacowania, opowiedziała, że zaczyna brać leki na zaburzenia lękowe i się cieszy, że odpocznie.


Hmm, najbardziej udaje mi się zaprzyjaźniać z ludźmi, którzy się zmagają z życiem. Czuję się przy nich najbezpieczniej. Wiem, że mnie nie skrzywdzą, że mają podobny poziom empatii jak ja.


Kiedy doszła do siebie po narkozie, zaprosiła mnie do baru mlecznego na placki ziemniaczane. Ciągle naćpana po zabiegu śpiewała głośno na ulicy, aż ludzie się za nami oglądali.


A później zostałem sam u siebie. Dopadł mnie mocny smutek. Ogólnie mam w sobie dużo smutku, ale na drugi dzień po mdma poziom serotoniny jest jeszcze bardziej obniżony, więc walnęło mocno. Ale później coś tam jeszcze pogadaliśmy na messengerze z A. i zrobiło mi się lepiej. Cieszy się dziewczyna bardzo, bo umówiła się na randkę z P., a już od dłuższego czasu mi się zwierzała, że się jej podoba. Trzymam za nią kciuki.

Szczere proste relacje, that's my thing.


Myślę sobie ze smutkiem, że choć poświęciłem się anarchizmowi, aktywizmowi, to moje najbliższe relacje są z ludźmi spoza ruchu. U "nas", choć tyle się mówi o wzniosłych ideałach, braterstwie, siostrzaństwie, solidarności, to w praktyce jest to bardzo chłodne, osądzające środowisko, z małą ilością empatii, dojrzałości, jest dużo konfliktów, kłótni, hierarchii. Jest też sporo mentalności stadnej, zmagań o pozycję, prestiż, zasoby. I dużo lęku. Ludzie boją się osądu, ostracyzmu, plotek. Boli mnie to w chuj. Stąd ten pomysł na Czuły Anarchizm Press, na moje teksty w piosenkach, na tematy mojej audycji. Żeby to jakoś próbować zmieniać. Albo chociaż znaleźć w ten sposób osoby, które czują podobnie jak ja. 

OK, to nie jest takie czarnobiałe. Są tu osoby, które są wspierające, dobre, dla których liczą się ideały i praca dla polepszenia świata. Ale główny rdzeń moim zdaniem jest mocno wykrzywiony przez ambicje i niedojrzałość. 


Myślę z rozczarowaniem, jak od miesięcy próbowałem wyciągnąć rękę do tych ludzi, rozmawiać, wziąć odpowiedzialność za swoje błędy, walczyłem, żeby być postrzegany jako osoba, a nie jakiś symbol patriarchatu, czy innego gówna, ale natknąłem się na bezosobową, zimną ścianę. A kiedy wcześniej miałem najgorszy okres, depresję, próbę samobójczą, rozpacz, to oprócz Irka nikt z nich się do mnie nie zwrócił, nie spróbował pomóc. Jakbym nie miał żadnej wartości dla tej społeczności, jakbym był zupełnie dispensible, replaceable. 

Pozostawiło to wszystko we mnie gorycz. Wielu z tych ludzi szanowałem i lubiłem. A teraz? Po prostu trzymam dystans. Moje ziny trafiają poza Wro, jestem zapraszany na granie koncertów, wykłady. A w tym mieście? Tutaj jestem niewidzialny. Niezręczny, niewygodny typ, z którym nie wiadomo co zrobić. 
Bardzo dziwne uczucie. Trochę jak sen.


No ale co mogę zrobić? Choć ciągle to boli, to postanowiłem skupić się na osobistych, zdrowych relacjach z ludźmi, którzy są mnie ciekawi, są otwarci, szczerzy, z którymi mogę być sobą, a swoją potrzebę aktywizmu realizuję na własną rękę. Wiadomo, fajniej działać w grupie. No ale mam takie karty, jakie dostałem. I czuję coraz bardziej, że nie są takie złe. Uczy mnie to wszystko pokory, wytrzymałości, determinacji i wierności swoim ideałom. Jestem z siebie dumny. Choć czasami się boję, że nie dam sobie rady. I ta izolacja, poczucie odrzucenia przez społeczność, rozczarowanie ludźmi dają czasami w kość. Ale później siądę z taką A. albo pójdę z Kasią na gastroskopię i pojawia się harmonia i radość.
 

Wednesday, 14 January 2026

One step at a time

Mrozy zelżały, ale za to leje:)

Wróciłem właśnie z pracowni. Drukowałem materiały na serię "10 kolaży o miłości i rewolucji", tak że przy następnych odwiedzinach w pracowni, będę mógł już zacząć właściwy proces twórczy.

Wczoraj wpadła A. Posiedzieliśmy przy vino verde, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, a o 23 wzięła ubera do siebie. Rano leciutki kac, ale nic drastycznego. Jutro jadę zrobić do niej pranie. 

A co dzisiaj? Jeszcze wczesna godzina. Chyba pójdę na dłuższy spacer, może nie będzie lało cały czas, a mam ochotę połazić z muzyką na uszach. 

Nastrój? I'm OK. Szału nie ma, ale też nie męczą mnie egzystencjalne rozkminy za bardzo. Staram się podchodzić do życia "one step at a time". Najlepiej. Ostatnie kilka dni zacząłem za bardzo się przejmować podjętymi zobowiązaniami, a szczególnie audycją (o czym mam gadać? Czy się nie zbłaźnię? Czy nie będę nudny?), a to bez sensu. Na bieżąco najlepiej podchodzić do rzeczy. 

Kasą się martwię trochę. Nie zapowiadają się większe wpływy, a przydałoby się dolać diesla do Włóczęgi, plus jedzenie, herbata w Kali, liquid do e-peta. No nie ma tych potrzeb za dużo, ale też prawie nic nie wpływa do kasy. Dzisiaj wystawiłem jednego Rebel Boxa na licytację na opłatę studiów dla studentów z Gazy, ale jutro albo pojutrze zrobię jakiś post sprzedażowy dla siebie. 

To tyle na dzisiaj. 

Over. 



 

Monday, 12 January 2026

Rzeczywistości, transfo, spokój

Puszcza napięcie:)

Jak zwykle trochę mi zajmuje czasu przejście do nowej rzeczywistości. A nie da się ukryć, że to bardzo transformatywny okres. Stare rzeczy już pogrzebałem, nowe bardzo intensywnie wchodzą. I jak mi z tym? Coraz lepiej.

Mam poczucie osiadania w sobie, w swoich wartościach, w bezpieczeństwie, w ludziach. Poodcinałem (wreszcie!) osoby i środowiska, które mi nie służyły. Teraz wydaje się to takie oczywiste. No ale wiadomo - ciężko coś zobaczyć, kiedy się jest za blisko. Ciężko puścić. 

Wczoraj zaprosiły mnie do swojej audycji Hania i Julia. Nadają u Hani w domu. Poczęstowała mnie pysznym makaronem ze smażonym tofu, zapaliliśmy, a później godzinkę gadaliśmy na antenie, przeplatając pogaduchy muzą. Bardzo fajne, normalne dziewczyny.

Później ruszyłem w mróz, trochę autobusem, trochę na nogach. Było mi dobrze, spokojnie. We Włóczędze włączyłem grzejnik, żeby odtajać i oglądałem jakieś pierdołki na Insta.

Aha - dzień wcześniej wpadła na noc A.

Miała jakąś spinę z rodzicami, chciała pogadać, a ja też czułem potrzebę towarzystwa. Lubię tę naszą zabawną przyjaźń:) Cieszy mnie zupełny brak wajbów damsko-męskich. Napiliśmy się wina, oglądaliśmy The Others z Nicole Kidman, ale A. zasnęła, więc wyłączyłem. Jezu, jak ona chrapie! Xd W końcu wrzuciłem pół Xanaxa, żeby w ogóle cokolwiek pospać. Rano, zanim się obudziła, usmażyłem nam sznycli wegańskich i ziemniaków, tak że wyruszyła do domu najedzona.

Teraz siedzę w Kali. Pogadaliśmy z Paszą, Bernard zrobił mi chińską herbatę wędzoną, uwielbiam. Skusiłem się też na kawałek sernika baskijskiego. Miałem dzisiaj się powstrzymać, ale jak zobaczyłem Wiktorię krojącą sobie kawałek, uległem. 

Ether jest we Wro na dwa dni, namawiam ją, żeby wpadła do Kali. No ale ona zmaga się z problemami zdrowotnymi, dużo ją kosztuje bycie w mieście, więc nie wiem, czy się uda spotkać. Szkoda, że mieszka tak daleko (Czechy). No ale często gadamy na Signalu. Lubię jej trzeźwy umysł i konkretną krytykę środowisk anarchistycznych. I nie ma problemu ze skrytykowaniem mnie, kiedy zasłużę, hihi, więc tym bardziej cenię. Nie od każdego jestem w stanie wziąć.

Przetykałem dzisiaj zatkany zlew w Zamencie. 

It's a good day. 
 

Saturday, 10 January 2026

Gadjo Dilo

Obejrzałem właśnie zajebisty film o Romach z 97 roku, Gadjo Dilo. Odżyłem w kontakcie z najprostszymi emocjami. Uświadomiłem sobie mocno, jak ostatnio dostałem w kość, wśród ludzi, którzy mają kija w dupie, są nadęci, nieprawdziwi, osądzający.

Here, I said it:)

Co jeszcze? Miałem dzisiaj premierę swojej audycji w Radio Zamek Nadaje. Bardzo fajnie chwyciło, feedback pozytywny, dużo nowych kontaktów, pomysłów. Ale ciężko mi się było tym cieszyć. Ostatnie kilka tygodni mnie obciążyło. Czuję duże napięcie, stres, brak poczucia bezpieczeństwa.

Jest w środku jakaś dysharmonia. Próbuję ją załagodzić działaniem, projektami, ale dopiero dzisiaj, przy tym cygańskim filmie poczułem ulgę. 


 

Thursday, 8 January 2026

Intensywny czas

Wczoraj miałem trudny dzień. Wydarzyło się sporo wspierających rzeczy, ale za dużo było w tym Z. i uruchomiło mi to lęki. Zadzwonił P. Dostałem wreszcie miejsce w ramówce - będę nadawał w soboty o 14, zaczynam już w ten weekend. Zaraz po mnie audycję będzie miała Z. i jej grupa. Jak mi z tym? Z jednej strony lubię takie plot twisty, życie jest kurewsko ciekawe. Dwie anarchistyczne audycje, jedna po drugiej, prowadzone przez exów, którzy ze sobą nie gadają. Z drugiej strony najchętniej w ogóle nie natykałbym się na tę osobę, nawet online. Dowiedziałem się też, że nie podobało im się, że mamy brać wspólnie udział w tworzeniu studia, więc ostatecznie zdecydowały się nadawać w inny sposób, poza studiem, więc prace nad tworzeniem wrocławskiego oddziału na razie utknęły. 

Gadaliśmy długo z P. o sytuacji. Nie chcę tutaj pisać o szczegółach, ale ogólnie ludzie mają dosyć ich fochów i nagonki na mnie. Później zadzwonił M. towarzysz z Poznania. Zamówił trochę zinów, żeby wystawić w swoim internetowym bookshopie. Zaproponował też dołączenie do redakcji czasopisma, które wydaje, i zapytał czy chciałbym zagrać koncert na ogólnopolskim obozie anarchistycznym w lipcu. Zgodzilem się. Zasugerowałem też, że mogę wziąć jakiś panel wykładowy, może o sprawiedliwości naprawczej, to temat, w którym siedzę ostatnio mocno. Ucieszył się. 

Oprócz nich napisały do mnie jeszcze dwie osoby, związane kiedyś z wrocławskim środowiskiem, żeby spytać, co u mnie, jak się czuję. To było miłe.

Ale jednak za intensywnie. Popołudniu wziąłem pół xanaxa, żeby wyciszyć napięcie, udało się nawet zdrzemnąć.

Później pogadałem z J. i H., dziewczynami które też mają swoją audycję na Zamku. Umówiliśmy się, że odwiedzę je w czasie nadawania, żeby nauczyć się obsługiwana sprzętu. Powiedziałem też, że chciałbym pogadać z nimi prywatnie o mojej sytuacji. Żeby była jasność, skoro mamy współpracować. No a że wyszła teraz ta sytuacja ze studio, to już nie da się uniknąć przegadania tematu. J. odpisała bardzo miło. Że coś tam wie, doszły do niej plotki, mamy w końcu wspólnych znajomych, ale stara się być otwarta, neutralna i z chęcią pogada ze mną o tym wszystkim. 

To jest odświeżające bardzo. Mam na myśli takie zwykłe, ludzkie rozmowy, traktowanie z szacunkiem i otwartością. Rzeczywistość staje się wtedy normalna, do ogarnięcia. Potrzebuję właśnie takiej normalności, zwykłości i po prostu przejrzystości. 

Wieczorem usiadłem nad notatkami i zaplanowałem następnego zina.

Tytuł to Garść drobnych - drobiazgi z głowy aktywisty, i będzie składał się z kilku mniejszych rozdzialików:

- Dlaczego jestem anarchistą - radości, cudowności i kryzysy tożsamości

- 10 miejsc w których płakałem w zeszłym roku

- Sen o utopii

- 10 kolaży o miłości i rewolucji 

- Jak dorosnąć, ale się nie zestarzeć - 10 rzeczy jakie nauczyłem się po 40

***

To tyle ze streszczenia. Za dwie godziny mam terapię, pierwszą po urlopie świątecznym pani Kasi, stęskniłem się:) A później może siądę w Kali z notatnikiem i zacznę coś pisać i rysować do zina.

Jeszcze:

- planszówki i mały trip grzybowy u Natalii i Mayi we wtorek. Bardzo lubię tę dziewczyny, młode, szczere osoby queerowe, z zajebistym poczuciem humoru i ciepłem. 

- wydałem właśnie 200 zł na materiały artystyczne oraz 200 na paliwo, żeby było coś do napędzania webasto. Jestem zupełnie spłukany. Mam na jedzenie może na dwa dni. 

- w nocy było minus 11 stopni. Odczułem to i nad ranem włączyłem ogrzewanie, bo zaczął mi odmarzać nos.

- Jezu, jak dużo się dzieje. Z jednej strony się cieszę, lubię działanie, nowe relacje, projekty, wyzwania. A z drugiej odczuwam zmęczenie i brak. Chciałbym móc to z kimś dzielić, na kimś się oprzeć. Dlaczego muszę być cały czas silny i niezależny? 
 

Sunday, 4 January 2026

Karaoke, radości, projekty

Brace yourself - od jutra zaczynają się mrozy. Mieszkając od kilku lat w vanie, mam zawsze emocje, kiedy przychodzą te trudniejsze dni. Niby ogrzewanie jest dobre, ale jednak jest w tym dreszczyk emocji, kiedy za cienka blachą Włóczęgi zaczynają się temperatury, które mogą cię zabić. Lubię to - dreszczyk przygody, wyzwanie i narracja nomadyczna:)

Wczoraj dzień nie zapowiadał się za ciekawie, ale wieczorem odezwała się Kasia i wyciągnęła mnie na drinka do knajpy. Trochę mi się nie chciało, bo mamy jednak inne cykle życia. Ja byłem na nogach od 4 rano, a ona od 4 popołudniu xd Poszliśmy do Kali. Było mało miejsca, więc bezczelnie dołączyliśmy do stolika Akiny, która miała akurat randkę. No ale postaraliśmy się dać im przestrzeń. Później dołączyła do nas Dorota, na co się ucieszyłem, lubię naszą flirciarską energię. W pewnym momencie Akina i jej date dołączyli do naszych rozmów i całą paczką poszliśmy na karaoke. No a tam zaczęły się szoty, śmiechy, śpiew. Wybrałem dla siebie Vito Bambino - Mustang, zaśpiewaliśmy z Dorotą. Było super wesoło, przyjaźnie. Około drugiej Kasia postanowiła się szwendać dalej, Akina z chłopakiem poszli spać, a my z Doro zamówiliśmy ubery i rozjechaliśmy się grzecznie do łóżek.

Dzisiaj nawet nie miałem za bardzo kaca. Skończyłem zina (o sprawiedliwości naprawczej i cancel culture w środowiskach anarchistycznych). Od razu sprzedałem kilka egzemplarzy. Federacja Anarchistyczna z Krakowa wzięła 5 sztuk, Aga 3 i jeszcze parę osób pojedyncze. Pomysł zinowy okazał się nie tylko super zabawą ale też wzbudził szersze zainteresowanie. Cieszę się jak dzieciak:) Kolejny projekt chwycił 🖤