Wednesday, 14 January 2026

One step at a time

Mrozy zelżały, ale za to leje:)

Wróciłem właśnie z pracowni. Drukowałem materiały na serię "10 kolaży o miłości i rewolucji", tak że przy następnych odwiedzinach w pracowni, będę mógł już zacząć właściwy proces twórczy.

Wczoraj wpadła A. Posiedzieliśmy przy vino verde, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, a o 23 wzięła ubera do siebie. Rano leciutki kac, ale nic drastycznego. Jutro jadę zrobić do niej pranie. 

A co dzisiaj? Jeszcze wczesna godzina. Chyba pójdę na dłuższy spacer, może nie będzie lało cały czas, a mam ochotę połazić z muzyką na uszach. 

Nastrój? I'm OK. Szału nie ma, ale też nie męczą mnie egzystencjalne rozkminy za bardzo. Staram się podchodzić do życia "one step at a time". Najlepiej. Ostatnie kilka dni zacząłem za bardzo się przejmować podjętymi zobowiązaniami, a szczególnie audycją (o czym mam gadać? Czy się nie zbłaźnię? Czy nie będę nudny?), a to bez sensu. Na bieżąco najlepiej podchodzić do rzeczy. 

Kasą się martwię trochę. Nie zapowiadają się większe wpływy, a przydałoby się dolać diesla do Włóczęgi, plus jedzenie, herbata w Kali, liquid do e-peta. No nie ma tych potrzeb za dużo, ale też prawie nic nie wpływa do kasy. Dzisiaj wystawiłem jednego Rebel Boxa na licytację na opłatę studiów dla studentów z Gazy, ale jutro albo pojutrze zrobię jakiś post sprzedażowy dla siebie. 

To tyle na dzisiaj. 

Over. 



 

No comments:

Post a Comment