Friday, 31 May 2013

Fabularne dziury (czyli co mi brak)

 
















     Dni dosyć ciężkie, jakoś nie chcą się zsynchronizować z coraz częstszym słońcem. Mam wrażenie, jakby mnie było tylko jedna trzecia, a reszta gdzieś schowała się na lepsze czasy. Nie lubię tego uczucia. Szaro, pusto, rzeczywistość wydaje się nierzeczywista, nijaka, płytka. Brak wrażenie głębszego sensu. Nie na poziomie intelektualnym (piszę to na wypadek, jeśli ktoś chciałby mi ględzić, że sens jest w miłości, wyzwaniach, Bogu, itp;), z tym nie ma problemu, ale głębiej, na poziomie serca.

     Dziś zrąbałem sporo drwa, głównie buka. Buk fajnie się rąbie - nie ma sęków, rozłupuje się doskonale na równe, ciężkie kawałki, a do tego pali się mocno, powoli, nawet kiedy drewno jest mokre. Nie to, co świerk. Ułożyłem pod ścianą sporą warstwę, ale puściła siatka i wszystko się zawaliło. Musiałem naprawić płot, podparłem deską i ułożyłem od nowa. To mnie wyciszyło zamiast wkurzyć. W trakcie fizycznej roboty lubię zajmować czymś umysł. Uczę się np. piosenek na ukulele. To znaczy uczę się tekstu oczywiście, ciężko byłoby machać siekierą i trzymać ukulele. Ostatnio wkuwałem "Вальс пустоты" Zulyi Kamalovej, pod spodem wrzucam linka do oryginalnej wersji, dziś natomiast był Gogol Bordello: "Through The Roof N Underground". Czasami ludzie czepiają się, że nie gram popularnych kawałków, żeby razem pośpiewać. Przyznam, że irytuje mnie to trochę. Uczę się kawałków, które coś dla mnie znaczą, rezonują w moich głębszych warstwach. No ale to nie jest tak, że mam ten problem często, nie mam zbyt wielu okazji pograć dla innych. A czasami ludzie doceniają, że jest jakaś inna muzyka i udaje się z nimi połączyć.

     Zmusiłem się wczoraj i dziś, żeby kontynuować pisanie trzynastego rozdziału "Najstarszych". Miałem z tym problem, bo za cholerę nie chciało mi się pisać tego fragmentu. Uważałem go za średnio potrzebny, mało interesujący, a nawet nudny. Dziś rano pomyślałem, że po prostu wywalę go. No ale wtedy w powieści pojawiłaby się dziura - nie dziura w fabule, bo jak powiedziałem, rozdział ten nie był tak naprawdę potrzebny, ale inna dziura - ten rozdział jest poświęcony dwóm ważnym postaciom, które troszkę zeszły na pobocze. W końcu zacisnąłem zęby i zacząłem żmudne gryzmolenie. I wtedy wpadł mi do głowy pomysł, jak wprowadzić inne postacie, które kiedyś zostawiłem w pustce. Z tego przyszedł kolejny pomysł, z tego następny i nagle okazało się, że rozdział ten interesujący, czadowy i nieodzowny dla kompozycji całości. I tak z niczego powstało coś. To mi dało miły moment satysfakcji. Kiedy jest ich tak niewiele, to łatwiej docenić.

     Ciągle zastanawiam się, jak zacząć zarabiać na życie. Myślę, że ta ekonomiczna enigma jest głównym powodem mojej apatii, lęków i braku motywacji. Pomyślałem, że może naskrobałbym kilka artykułów i rozesłał po czasopismach. Mam na myśli głównie czasopisma historyczne. Mój konik to wojna domowa w Hiszpanii z 1936, rozwój imperializmu USA na przełomie ostatnich 500 lat, jak również ludy indiańskie na terenie Ameryki Północnej. Myślę, że mógłbym napisać kilka artykułów w tych "areach". Największym problemem jest ta wewnętrzna apatia, ale myślę, że dam radę się zmusić do pracy. Potrzebuję tylko ("tylko"- ha ha) trochę samodyscypliny.

     Brakuje mi bardzo ważnego elementu w życiu - kontaktu z osobami, które nadają na podobnych jak ja falach. To też jest powodem tych moich stanów "nieżycia". Większość czasu mam wrażenie, że wszystko, o czym myślę, co bym chciał powiedzieć, kisi się w środku, bo nie mam z kim się podzielić. Nie mam na myśli tylko jednostronnego wygadania się, ale wymiany. Powiedzieć, ale też posłuchać, co gra komuś innemu w duszy i w ten sposób się dożywić. Nic mnie tak nie męczy, jak rozmowy z osobami, które operują na zupełnie obcych i nie interesujących mnie płaszczyznach. Zarówno emocjonalnie jak i intelektualnie. I nie jest łatwo mi dogodzić:) Czasami ktoś ma tą soczystość emocjonalną, ale brakuje mu przestrzeni intelektualnej, oczytania, doświadczenia życiowego, i wtedy miło obiecujący kontakt utyka gdzieś w przestrzeni. Z kolei czasami trafi się na kogoś, kto przeczytał te wszystkie książki, operuje na abstrakcyjnych rejestrach, ma rozwiniętą świadomość polityczną, społeczną, filozoficzną. Ale nie ma rozwiniętego serca - wszystko dla niego jest ćwiczeniem intelektualnym. To już wolę tą głębię serca, bez obycia. No ale większość ludzi nie ma ani tego ani tego. Piszę to bez arogancji (mam nadzieję), nie mam nikomu nic za złe, nie krytykuję zwykłych, codziennych ludzi, wszyscy są tam, gdzie są, większość idzie jednak powoli do przodu. Po prostu brakuje mi.
     No dobra, spadam coś zjeść i wracam do czytania ("Amerykańscy bogowie" Gaimana po raz enty).

     PS. Nie zapomnijcie posłuchać tej dziewczyny poniżej, Zulyi. Naprawdę cudna. Pochodzimy z jednej planety.

     PPS. Też jestem zwykłym codziennym człowiekiem. Tylko moja rodzinna ulica znajduje się na Księżycu, a za sąsiada mam Il de Fonsa, Poncjusza Piłata oraz Sandmana. Kiedyś, przechadzając się w świetle Ziemi, pomyślałem jak by to było na Błękitnej Planecie, no i wylądowałem tutaj. Nie podoba mi się póki co, ale na Księżycu nie istnieją eksmisje, więc jeszcze trochę mogę tutaj się poszwendać, moja księżycowa chatka zaczeka.

6 comments:

  1. Lżej mi, jak się tak wygadam. Wyobrażam sobie, że słowa te trafiają gdzieś, gdzie ktoś wie o co chodzi i to zmniejsza skalę natężenia samotności. Potrzeba mi ludzi, a siedzę na wiosce:)

    ReplyDelete
  2. Potrzebujesz ludzi, a jednocześnie instalujesz gęste sita? :))) Mało kto ma szansę przedostać się przez te drobne otwory (tak myślę). Ba!.....nie tylko przedostać się, ale znaleźć się tu u Ciebie i na dodatek zaspokoić Twoje oczekiwania ;))) No Marcinie! :)
    Ja wyznaję trochę inną zasadę, jestem otwarta na wszystkich, zwłaszcza na ludzi z zupełnie innych środowisk, o odmiennych zainteresowaniach. Bo to od nich mogę sie dowiedzieć czegoś nowego, a nie tylko mielić to co i tak już znam.

    ReplyDelete
  3. Też jestem otwarty na wszystkich i nie chodzi o mielenie tego, co już znam. Bardziej miałem na myśli pewną wrażliwość i sposób postrzegania rzeczywistości.
    Anyway:)

    ReplyDelete
  4. Cudnie napisane ostatnie słowa w PPS.
    W pierwszej kolejności jesteśmy przewodem pokarmowym - jak bardzo to dziwnie brzmi. Możemy w ostateczności żyć bez muzyki, polityki, tv, nawet przyjaciół - najsampierw trzeba zdobyć paliwo/jedzenie/jakąś pracę/ do przeżycia czego ci życzę bo sam jestem w podobnej sytuacji.
    Gdyby nie moja cudna żona szperałbym pewnie teraz po śmietnikach. pozdrawiam i trzymam za ciebie kciuki

    ReplyDelete
  5. Dzięki. No właśnie - ciężko być artystą i mieć głowę w chmurach, gdy nie ma na chleb. Powodzenia w twoich zmaganiach.

    ReplyDelete
  6. ujrzałam przed sobą obraz zbliżony do tego, co się ukształtował we mnie, tyle, że ja się już pogodziłam z samotnością. Spotkałam tylu ludzi, a przecież to żadna fanaberia, jedynie pragnienie dzielenia się i czerpania - tak jak napisałeś. Kiedyś wydawało mi się, że jest nić porozumienia z ludźmi przed którymi się otwierałam, nagle okazywało się, że dalej nic nie ma. Pogodziłam się z tym uczuciem. Pozdrawiam

    ReplyDelete