Tuesday, 7 May 2013

Wtorek

























07.05.2013

     Dzień nawet spoko. Rano kontynuacja nerwicy, lęków, ale w pewnym momencie dnia, razem z Tanią doszliśmy do wniosku, że jest różnica pomiędzy wrażliwością a przewrażliwością i powinniśmy wprowadzić nowe motto do naszego życia. Brzmi ono w kilku wersjach: pierdoli mnie to, mam wyjebane - bardziej współcześnie, jebie mnie to. Trochę drastycznie, wiem, ale tak naprawdę było to bardzo pozytywne i okraszone dużą dawką śmiechu. Chodzi o to, że po prostu martwimy się za dużo – sobą, sytuacją, a szczególnie innymi ludźmi. Musimy postarać się wyluzować. Zbudować choć małą osłonę przed światem. Nie można żyć normalnie, z systemem nerwowym całkiem na wierzchu.
     Byliśmy na poczcie, wysłałem na konkurs swój zbiór opowiadań z własnymi ilustracjami. Fajnie byłoby wreszcie gdzieś, coś wygrać. Nie chodzi nawet o te trzy tysiaki, ale o podbudowanie nieistniejącej prawie samooceny. Potrzebuję jakiegoś impulsu do tworzenia, bo zbyt często czuję, że to co robię jest bezwartościowe, podobnie zresztą jak ja sam.
     Zostawiliśmy też u mechanika rowerowego rower Tani. po drodze wpadliśmy na pomysł wycieczki rowerowej – odwiedzić Tomasa na Słowacji, jakieś 170 km. Wzięłoby się plecak, śpiwory i w trzy dni dojechalibyśmy. Przydałoby nam się takie wyrwanie od codzienny spraw i stawienie czoła wyzwaniu. Ja jestem za tym, żeby od razu jechać, ale Tania ma trochę cykora, muszę ją jeszcze urobić.
     W Rajczy spotkaliśmy Rolanda, który dziś dojechał swoim kamperem ze Szwajacarii. Stary hippis, będzie miał ponad pięćdziesiąt lat, od lat przyjaciel rodziny. My w sumie poznaliśmy się rok temu, po powrocie z Kopenhagi. Fajny gościu. Wróciliśmy na wioskę razem z nim, zostaje u nas kilka dni.
     Tania włączyła reggae, Skints, i naszła mnie ochota na jakieś nowe reggae, idę zaraz poszperać na chomiku.
     Napaliłem w kominku, zapaliłem kadzidełko (świeża dostawa z Indii, najwyższa jakość), wcześniej wziąłem prysznic, porąbałem trochę drwa, obejrzałem grządki, na których wychodzi już rzodkiewka i sałata, podyskutowałem na forum internetowym, pograłem na ukulele, obejrzeliśmy z Tanią pół odcinka Sherlocka (seriale z BBC najlepsze), zjedliśmy jeden obiad (kotlety sojowe, ziemniaki z masłem i mizeria), a później drugi z Rolandem (tortelloni ze szpinakiem i ricottą, w śmietanie z warzywami), z odrobiną białego, szwajcarskiego wina, a na deser szwajcarskie czekoladki (nie jestem fanem, za mdłe).
     Już niedługo koniec dnia.
     A Tania tańczy sobie wieczornie do Balkan Beat Box.

4 comments:

  1. Coś w tym jest. Przydałby się raz na 25 lat jakiś "gest świata", który uwierzytelnił by nas jako...no właśnie. Zawsze jak idę po sznureczku do kłębka to na końcu znajduję pieniądze i sławę, takie dwa motorki napędowe.
    Głupio mi w tym momencie, bo nie pamiętam czy to robiłeś, więc sugeruje abyś zakupił 50 dużych kopert i powysyłał te swoje opowiadania do wydawnictw. ale to chyba za proste aby ci do osobistego łba nie wpadło. pozdro

    ReplyDelete
  2. Hej
    Wpadło, wpadło:) Część z nich opublikowali mi w czasopismach literackich, nawet zarobiłem parę groszy. W sumie najbardziej liczyłem na moją powieść, którą prawie skończyłem (tzn. pierwszy draft), ale w życiu mi się wtedy popieprzyło i trafiła do szuflady. Proces odkurzania trwa;)

    ReplyDelete
  3. No to pisz, pisz, jestem bardzo ciekaw tej powieści, był jakiś fragment na stronie?

    ReplyDelete
  4. Było tu trochę zapisków rozgrzewających w trakcie pisania: http://garsc-drobnych.blogspot.com/2012/05/zapiski-przed-najstarszymi.html , ale smaych fragmentów nie wrzucałem. Wiesz, to dopiero pierwszy szkic, trzeba to jeszcze poszlifować.

    ReplyDelete