Saturday, 18 May 2013

Marudzenia

















     Już wieczór. W telewizorze w kuchni jakiś koncert czy recital. Tania wyszywa koszulkę indiańskimi wzorami. Palimy w piecu, żeby nagrzać bojler, wezmę prysznic na wieczór.
     Dzień był w miarę w porządku. Od wczoraj byłem w dobrym nastroju, rano biegałem nad rzeką, to już trzeci dzień joggingu, fajnie poczuć jak serce mocno bije, nawet zakwasy są w pewien sposób przyjemne. Na blogu spotkałem miłą dziewczynę. Zostawiła parę komentarzy u mnie, zajrzałem z ciekawości i spasowała mi swoim klimatem, otwartością i młodością. Przydałoby się na co dzień spotykać takich ludzi, w realu, a nie w sieci. W Krakowie trochę tak zaczynało być.
     No a później nastrój zaczął mi opadać błyskawicznie. Poszedłem do ogródka, ćwiczyłem „Sun Is On My Side” Gogolla Bordello na ukulele, wypaliłem fajkę, wypiłem piwo, dla ukojenia nerwów, ale wcale nie zrobiło mi się lepiej. Rozrzedziłem sałatę na grządkach. Później ciężkie sprawy: X ma kolejny romans, Y jest załamana, a ja nie mam siły się w to mieszać. Nawet gdybym chciał, i tak nie pomogę. Tanię też to zdołowało, szkoda jej Y. No a do tego standardowe zmartwienia nasze: co dalej? Skąd wziąć kasę? Jak spłacić długi? Czy uda nam się pozbierać na tyle, żeby wziąć się za jakąś pracę, czy też mamy rozwiać się w powietrzu, jak duchy, skoro nie ma dla nas miejsca nigdzie? Ależ nudne są już te rzeczy. Przeszedłbym dalej, gdzie czeka na mnie inny set prolemów, te mi się okrutnie już przeżarły.
     Wygrzebałem z dna szafy stare DVD z „Archiwum X”. Wrzucam teraz na laptopa wszystkie odcinki (oczywiście do sezonu siódmego – po odejściu Duchovnego, nie interesuje mnie, co tam się dalej dzieje:) i może wejdę w historie Muldera i Scully, jak kiedyś.
     Cholernie jestem nieszczęśliwy tonight.

* * *

Mówili – jakby co, to pisz wiersze.
Kiedy w duszy zamiast prerii i bizonów
ciasny pokój bez zbędnych ozdób
oraz tlenu dosyć na jeden płytki oddech,
to najlepiej piórem stworzyć sobie świat.
Moi aroganccy, choć ukochani przyjaciele –
to tak nie działa.
Kiedy dusza głęboka tylko na stopę,
poezja nie sięgnie krainy wnętrza Ziemi,
ani nie pofrunie na Księżyc.
Tuż pod podszewką rzeczywistości
będzie wsłuchiwała się w kroki
i nieśmiało marzyła o nieograniczoności.

8 comments:

  1. No i jak Ci tu pomóc :( zupełnie nie wiem
    A wiersze....znałam kiedyś poetę, który twierdził, że żeby pisać trzeba cierpieć. Wiec rzucał mnie....pisał wiersze....po czym wracał, przepraszał i prosił o wybaczenie.
    Hmmmm...to ta jego poezja....to chyba w połowie moja zasługa ;)
    co?

    ReplyDelete
  2. Mi się nie da pomóc;)
    Taki dzień po prostu.
    Rozumiem z twojego bloga, że ten chłopak to przeszłość. To chyba dobrze, nie brzmi za dobrze, to, jak cię traktował.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak to przeszłość. Było różnie....ale nie żałuję niczego. Każde zdarzenie dobre, czy złe w jakiś sposób mnie kształtuje. Nauczyłam się zapominać złe rzeczy, pamiętając jednak o tym, czego mnie nauczyły. Dużo gorzej byłoby gdyby w moim życiu była pustka....nie znoszę pustki.

      Delete
    2. Pustka boli. Smutek nawet lubię, nie narzekam, ale tak jak dzisiaj, to jest po prostu czarna dziura, eh...
      Dobra, lepiej pójdę spać:)
      Dobranoc, pani Julio.

      Delete
    3. Dobranoc Marcinie :)
      Jutro będzie lepiej....zobaczysz
      Rano zawsze świat wygląda lepiej
      a wieczorem wszystkie smutki wyłażą z kątów...pogoń je na swoje miejsce :)

      Delete
  3. Ja tam trzymam kciuki za Ciebie. Nie znam cię ale mocno ci kibicuje. Może w Tobie odnajdują coś? Zadaję sobie pytanie ale nie szukam odpowiedzi. pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki. Zobaczymy, jak potoczy się dalej to życie. Sam jestem ciekawy:)

      Delete
    2. I ja trzymam :) Masz tyle talentów, że niemożliwe jest wręcz, żeby to miało sie zmarnować, pozostać niezauważone.

      Delete