Wednesday, 1 May 2013

Nowy strumień świadomości 1


















Nowy strumień świadomości 1
01.05.2013 

     Jednak nie jakiś tam strumień, ale strumień w poszukiwaniu twórczego pomysłu. W dół Amazonki śmiga białe, długie canoe, w środku tylko ja, przydałoby się więcej wędrowców, przecież jestem towarzyski diabeł. W nocy coś śniłem, ach już wiem – dostaliśmy z Tanią pracę za 30 zł za godzinę, w rozgłośni radiowej, mieliśmy mieć własną audycję i cieszyłem się, że wreszcie możemy zarabiać na byciu sobą, a nie na sprzedawaniu za grosze drogocennego czasu.

     No dobra – pomysł na pisanie. W sumie większość opowiadań zacząłem w ten sposób, że napisałem jakieś odjechane zdanie, nie mające zbyt wiele sensu (not yet) i z niego, była to pierwsza nić, z której zaczynałem tkać historię. Czas by do tego wrócić. Pierwsze zdania… …tutaj nastąpiła długa pauza, których powinien się wystrzegać wędrowiec po Amazonce strumienia świadomości, to trochę jak utonięcie na mieliźnie. Tzn. utknięcie, na mieliźnie się przecież nie tonie, no chyba że ktoś bardzo chce.
     - Hrabia Świętokrzyski nie potrafił długo cieszyć się zwycięstwem. Spakował wehikuł czasu i wrócił do łodzi podwodnej. Nie tak wyobrażał sobie pierwszy dzień wakacji. Miało być wino, kobiety, manuskrypty i sybaryckie uczty. Zamiast tego zaserwowano mu top secret misję na krańcu galaktyki.
     - Bla, bla, bla….
     Może lepiej coś z życia i to właśnie pokolorować. Pisz o tym, co wiesz, co czujesz, na czym się znasz. Co ci przyjdzie z gry słów?

     O czym więc pisać? O podróżach? O emigracji? O znienawidzonych pracach? Co za posucha. Nie czuję tego pisania, ale ileż można błąkać się z pięcioma opowiadaniami na krzyż? Potrzebuję nowych rzeczy. Znów poczuć moc, znów poczuć się pisarzem, wczuć się w nowe postacie, nowe przygody… Może wezmę tarota? On mi nieraz pomógł.

     Albo jeszcze chwilę. Zaczekam aż nagrzeje się woda w bojlerze, wykąpię się, zrobię termofor i będzie odświętnie, „pisarsko”, a nie tak jak teraz, w starym dresie, koszulka lepi się do pleców, bo kąpałem się przedwczoraj, między zębami płatki owsiane z porannego musli, w nogi zimno, od pieców jeszcze się nie nagrzało, dziś pierwsze palenie w kuchni z nową podkową, która ma podobno przetrwać dekady, jak powiedział majster, który zrobił mi ją za dwie stówy.

     Najpierw relax. O czym chciałbym pisać… Pamiętam Karciane opowieści, moje pierwsze opowiadanie. Świetnie mi się to pisało. Czułem tam siebie i czułem magię, czułem marzenia sprzed lat, było w tym coś z astralnych wędrówek, książek Juliusza Verne’a, seksualnych pierwszych odkryć i najsłabszy wygrywa mimo wszystkich czynników wskazujących na coś przeciwnego.  Podobnie czułem, kiedy zacząłem „Najstarszych” (mam nadzieję, że ten projekt uda mi się reaktywować, ciągle jest w nim część mnie, która czeka, żeby w pełni zakwitnąć. Muszę tylko się rozgrzać. Stąd najpierw kilka opowiadań).
     „Opowieści doktora Bienka” – to też mocno odczuwałem – ta nostalgiczność, retro, uprzejmość i posmak tajemnicy.
     Wiem, czego szukam.

     Tylko ostatnie dwa lata przewirowały mnie z lekka i teraz muszę się pozbierać. No i skorzystać z okazji, w końcu znów mam wakacje na jakiś czas, a jeśli uda się sprzedać ziemię, to ponad rok będzie można żyć na poziomie i nie martwić się niczym. I ten czas dobrze byłoby wykorzystać na pisanie, tworzenie, żeby było coś do zaprezentowania światu i może wreszcie udałoby się uwolnić od wyścigu szczurów.
     W piecu w kuchni pięknie huczy. Ciepła woda pierwszy raz w tym roku płynie z kranów… w sumie w styczniu jeszcze mieliśmy wodę. Później był Kraków, a teraz znowu tu.
     Trochę się boję, że nie będę mógł pisać. Moje nerwy ciągle nie są w najlepszym stanie, gdzieś w żołądku ciągle zaciśnięta pięść, lęki na granicy postrzegania, dziwne nastroje. Ale jest lepiej niż było, już nie ma tego paraliżu woli i przerażenia światem. Nie ma co czekać na całkowite wyzdrowienie, jeśli coś takiego w ogóle istnieje. Jestem wrażliwą osobą, chłopcem żyjącym zawsze w świecie idei i marzeń. Ceną za to jest to napięcie, wewnętrzne naelektryzowanie. Myślę, że z czasem to zelżeje, kiedy wreszcie jakoś ogarnę ten swój bajzel. Na tyle chociaż, żeby znać swoją misję, swoją rolę życiową i żeby móc się utrzymać.

     Jeszcze minutkę i pójdę się wykąpać. A póki co zapodam odrobinę muzyki na słuchawkach. Adama Hursta może? Krystaliczno-metalowe, smutne nuty.

***

     Cztery karty mojej duszy przez ostatnie kilka lat:

     9 mieczy – strach, lęki, przed czym? Przed potworem poczucia winy, który ciągle grozi mi czymś za jakieś ciężkie grzechy, które rzekomo popełniłem. Jakie? A żebym to ja wiedział. To, że w dzieciństwie nie udało mi się nigdy uratować mamy przed pijanym ojcem (odkrycie z terapii)? Że nie ma we mnie miłości do Boga i dlatego utknąłem w tym zapomnianym przez Niego świecie? Że sięgnąłem po owoc wiedzy, a nie było mi wolno, nie byłem gotowy (aluzja do tej nieszczęsnej psylocybiny)? Może któreś z tych, a może każde.










     8 mieczy – poczucie, że jestem więźniem. Chciałbym wyjść, uwolnić się, ale gdzie się nie ruszę, natykam się na ostrza mieczy, ciernie, jakieś drapiące krzaki i wrogów. A stąd gorycz i rozczarowanie, i jeszcze gniew na mojego anioła stróża, że tak sobie lekko poczyna, zamiast się mną zająć, to buja się w chmurach, gra z kolegami w kosmicznego cymbergaja, kompletnie zapomniawszy o tej nieznacznej, nieważnej duszy.











     Księżyc – nocne szlaki, gdzie nie ma czarnego ani białego, a wszystko jest szare. Nasłuchuję tam głosów, z nadzieją, że natknę się na jakiś głos znajomy, wzniosły, pomocny, ale i tak nie wierzę żadnemu – przecież to noc, to księżyc, sny, koszmary. Skąd wiedzieć, które głosy prawdziwe, a które są dymem? A co jeśli nie ma dnia, a wszystko jest nocą, wszystko iluzją? Tak bywa w moim poszarganym sercu.











     10 buław – zmęczenie, wrażenie, że za dużo mi na plecy wrzucili balastu, że przecież jestem małym chłopcem, a nie gromowładnym mężczyzną, nie daję sobie rady, nie wiem…
















     To są moje główne karty tarota okres ostatnich 3-4 lat, może nawet dłużej.
     Wybiorę teraz cztery karty, które bym chciał w życiu. Antidotum.

     Gwiazda (antidotum na 9 mieczy) – lekkość, nadzieja, kreatywność, głęboki oddech na łące pod rozgwieżdżonym niebem, poczucie wolności i przestrzeni. Harmonia z Wszechświatem. Jestem tym, kim mam być, doskonale i pięknie wypełniam moje miejsce w kosmosie. A w przyszłości jeszcze więcej piękna i harmonii. Nadzieja na ciągłą metamorfozę, jak z kompasem, zawsze wskazującym właściwy kierunek.











     10 pucharów (antidotum na 8 mieczy) – I znów harmonia. Tym razem nie abstrakcyjna, kosmiczna, ale ziemska, ludzka. On i ona, zaufanie, miłość, pełnia osiągnięta we wzajemnej pomocy, wsparciu, poświęceniu. A z tego przychodzi lekkość i szczęście. Ona ważniejsza dla ciebie niż ty, a ty dla niej bardziej niż ona. Gdzie tu miejsce na strach? This is love, man...













    8 denarów (antidotum na Księżyc) – Ach, do diabła z tym bezsensownym szwendaniem się pod księżycem, strachami, błaganiami o sens i pomoc. Trzeba ten galimatias przekuć na coś twórczego, mądrego, pięknego. Niech uszczęśliwia serca, napełnia inspiracją. A to wszystko w otoczce lekkości (znów ta upragniona lekkość) i delikatności.













     Rycerz pucharów (antidotum na 10 buław) – I znów by się chciało zawołać: „do diabła z ciężarami, lamentami, niepotrzebnymi obowiązkami, uwikłaniami, poczuciem winy!” Zamiast wbijać wzrok w ziemię trzeba by popatrzeć w niebo. Z lekką nonszalancją, zawadiackością, szelmowskim uśmiechem, ale po tych wszystkich zawirowaniach, będzie się w tym kryła mądrość. Lekkość i beztroska wynikająca z głębszego doświadczenia i mądrości, nie lekkomyślność i pochopność zrodzona z młodości, z lekceważenia rzeczy ważnych.









Ilustracje z talii tarota Pauliny Cassidy

5 comments:

  1. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
    Replies
    1. \i jeszcze gniew na mojego anioła stróża, że tak sobie lekko poczyna,\\

      Dwa wiersze o tych aniołach stróżach ...Jana Twardowskiego
      ten już kiedyś był ...

      Nie anioł stróż

      mojego Anioła Stróża nie widać
      choć nie zazdrości archaniołom
      nie strzeże nikogo jak na obrazku
      przewraca kładkę po której idę
      rzuca w przepaść na zbitą głowę
      wyciąga za nogawki
      pyta - jak leci
      mówię mu nieprzyzwoity po łacinie banał
      - Aniele tobie łatwo bo nie masz ciała
      ale mnie sempiterna zabolała
      nie rozumie strzeżonego Pan Bóg nie strzeże
      do Boga idzie się na całego
      przez kładkę skopaną
      przez miłość która wyszła bokiem
      przez rozpacz ze szczegółami
      przez korek uliczny w którym ugrzęzło pogotowie z syreną
      czasem jak stonoga co pomyliła nogi i stanęła jak noga
      tłumaczył i ja tłumaczę ale na obrazkach inaczej

      i drugi

      Za szybko

      Za szybko chcesz wiedzieć wszystko
      już masz pretensję
      do samego Boga, że odłożył słuchawkę -
      do własnego Anioła Stróża, że nietypowy
      nie biały, ale serdecznie rudy -
      podobno na dwóch etatach
      ponieważ fruwa - omija pytania
      (a wszędzie tyle pyskatego cierpienia)
      za prędko chcesz, żeby wszystko było tak proste
      jak seter irlandzki
      ze Świętym Franciszkiem w brązowych oczach
      gdy łeb zwężony położy na kolanach
      ofiarując ogon -
      wypróbowany przyrząd do powitań i pożegnań

      tymczasem spada ciemność jak pilśniowy kapelusz
      obłazi nas chude milczenie
      wiedza wydaje się lizaniem
      choć zawsze większa od odpowiedzi
      skomli chłód porozumienia

      wszystko, żeby nie widzieć jeszcze, a już wierzyć

      Delete
  2. Dzięki Balaji, piękne te wiersze, potrzebowałem tego. Ostatnie dni trochę cieższe i w sumie lepiej jest, kiedy człowiek sobie pomyśli - te zawirowania mają być, są częscią drogi, a nie przeszkodą.
    Tylko czasami pojawia się myśl: ileż można ;)

    ReplyDelete
  3. Ty nie myśl - O CZYM PISAĆ - tylko pisz. Zawsze jak zaczynam O CZYM, to mi do głowy przychodzi tylko jedno słowo BESTSELER, a to nie jest dobre słowo aby historię tkać. Konsekwencja BESTSELERA oczywiście miłe być mogą bardzo.
    Może o tym "przewirowaniu" ostatnich lat napisz. Nie ważne, pisze co ci tam w duszy gra a widze, że masz tam całą zawodową orkiestrę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Orkiestra zawodowa może jest, ale grają mi takie melodię, co nie lubię;)

      Delete