Sunday, 12 May 2013

Zapach starego papieru


























12.05.2013

    Wczesny wieczór, ostatnie promienie światła zza okna, za którym mokra trawa, mokre drzewa i szaro-mokre niebo. Lekki kac po urodzinach Siwej, ale w normie, nie wypiłem za dużo, zaledwie kilka lampek wina, paliłem też powściągliwie i tylko „zdrowy” American Spirit. W sumie czuję się dzisiaj nawet dobrze. Czytałem Sherlocka Holmesa w starym wydaniu z pożółkłymi stronami, lubię kontakt ze starym papierem. W łazience zamiast ostatniej Angory, leży kilka numerów Przekroju z 1963, siedząc na kiblu oglądam Profesora Filutka, czytam o wydarzeniach ważnych dla budowania międzynarodowego socjalizmu pod przewodnictwem ZSRR, albo oglądam kolorowe ilustracje ostatnich krzyków paryskiej mody. Uspakaja mnie to.
     Wpadło parę groszy od znajomego. Dług, z którego spłatą nie musimy się śpieszyć. Te pieniądze kupują nam jakieś cztery miesiące życia tutaj, na wsi, zanim będziemy musieli zdecydować, co dalej. Najważniejsze, żeby przez ten czas opadło napięcie nerwowe i będziemy w stanie się czymś zająć. Może nawet pojechać znów za granicę? Nie chce mi się, ale trzeba zacząć zarabiać. Nie przystaję na tyle do polskich realiów, żeby móc coś zarobić tutaj. Próbowałem, ale bez wykształcenia, znajomości ani przedsiębiorczej żyłki jestem skazany na najniższe, ciężkie fuchy, za siedem-osiem zeta na godzinę. Nie dam rady. Jeśli więc nic się nie wyklaruje, znów europejskie ulice, stanie w urzędach, wypełnianie papierków w obcych językach, a później jakaś przeciętna praca, ale przynajmniej płatna na tyle, żeby odłożyć trochę gotówki.
     Nie żalę się:) Takie mam życie, takie sobie zbudowałem (bardziej czy mniej świadomie), muszę próbować z uśmiechem iść do przodu.
     Na razie jednak jestem tutaj – chatka w górach, dynia i cukinia strzela w górę, podobnie jak rządki szpinaku, sałaty, rzodkiewki i marchewki, zasadziłem dziewięć krzaków porzeczek, skończyłem streszczenie brakujących scen do Najstarszych, zostało mi do napisania jeszcze sześć rozdziałów i będę mógł zacząć drugi draft, czekam z niecierpliwością na wynik konkursu na książkę (wysłałem zbiór opowiadań ze swoimi ilustracjami), kiedy polepszy się pogoda, zaczniemy z Tanią jeździć więcej na rowerach, ostatnio zaliczyliśmy dwadzieścia kilometrów po górskich drogach, wiosna pachniała tak cudnie, że myślałem, że spadnę z roweru, z rozkoszy, dziesięć kilometrów mieliśmy pod górkę, ale za to powrotne dziesięć zjeżdżaliśmy bez jednego machnięcia pedałem. Dziś rano ugotowałem kitri z młodej kapustki, po południu Tania dorobiła do niego placków ziemniaczanych, które zalałem śmietaną, a na deser zjedliśmy sobie kisielu z herbatnikami, oglądając w tv program o mężu-zabójcy.
     Jest mi smutno, ale melancholia stała się już częścią mnie. Dzisiejszy smutek nawet nie jest taki zły, napięcie jest tak niewielkie, że mogę spokojnie wrócić do szacownego pana Arthura Conana Doyla.
     Trzymajcie się.

5 comments:

  1. Pokrzepia mnie to w jaki sposób przelewasz siebie na litery. Pozdrawiam ciepło:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki, Kopacz, i ja Ciebie pozdrawiam:)

      Delete
  2. "Nie żalę się:) Takie mam życie, takie sobie zbudowałem (bardziej czy mniej świadomie), muszę próbować z uśmiechem iść do przodu."
    muszę to sobie wytatuować i czytać kiedy tylko będzie ze mną gorzej, tak jak dziś
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gorszy dzień dzisiaj? Jak dajesz sobie rady z takimi?
      Ja kiedyś próbowałem walczyć, ale było jeszcze gorzej. teraz po prostu staram się zachowywać stoicki spokój, położyć się i przeczekać:) Rower też pomaga. Albo odcinek serialu swojego (Archiwum X:)

      Delete
    2. Na doła nie pomagają seriale, nawet ulubione. Albo muszę się zamęczyć, fizycznie.....albo układać puzzle (wiem niektórym wydaje eis to nudne, mnie pomaga :)
      Albo na doła (tak jak dziś) pomaga miła rozmowa :)

      Delete