Dziś miałem wieczór rodzinny. Sytuacja wygląda tak, że kilkanaście metrów od mojej chatki znajduje się dom moich braci, mamy i ich dzieci. Jest to dom otwarty, gościnny, hałaśliwy i wesoły. Czasami tam wpadam, żeby doładować baterie.
Dziś pracowałem z domu. Przygotowywałem plakat na festiwal jazzowy, który organizujemy na wiosnę. Redagowałem również wywiad z Turnauem oraz wywiad z Karłowskim. Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolony z dnia pracy. Bardzo owocny i twórczy.
Po południu jednak znów zaczął mnie ogarniać smutek egzystencjalny, więc postanowiłem wpaść w odwiedziny do moich braci i sióstr krwi. To było bardzo sympatyczne. Łukasz spał po pracy. Spytałem, czy ma jakieś swojskie wino do zdegustowania. "Ależ oczywiście! Nie jedno." I znienacka zrobiła się akcja przelewania win do butelek. Czarny bez, aronia i dzika róża. Nie przypuszczałem, że spędzę tam 2 godziny. Degustowaliśmy trunki, wspominaliśmy stare czasy, mama dołożyła trochę swoich historii, które ciekawie było skonfrontować z naszymi wersjami. I jeszcze słodkie dzieciaczki Łukasza ze swoimi komentarzami. No nie mogłem się oderwać.
To zdjęcie oddaje klimat. Zwracam uwagę na zaangażowanego w przelewanie wina dwuletniego Boryska:)
Fajnie było oderwać się na chwilę od przykrych myśli.
A jeszcze fajniej poczuć, że te złe chwile przeminą, skończą się, a zostanie esencja. Miłość, przyjaźń, ludzie.
![]() |
| Plakat na festiwal jazzowy |


Dobrze jest się tak czasem zresetować wśród bliskich.
ReplyDeleteBardzo lubię. A ty masz kontakt ze swoimi?
Delete