A tu już sobota. Powolny poranek. Słucham francuskiej, starej muzyki, jeszcze mi nie przeszło. Wycisza mnie to. Troszkę posprzątałem. Naniosłem drewna do kominka. Teraz przyjemnie pachnie wilgotną brzozą.
Wpadłem przedwczoraj na pomysł, żeby spróbować malowania. Pojechałem do miasta i wydałem co do grosza wszystkie pieniądze na farby akrylowe, pędzle, bejcę i inne rzeczy. Odwiedziłem po drodze tartak, zdobyłem kilka świerkowych deszczułek, a w garażu znalazłem jeszcze piękną deskę lipową, która leżała tam od lat. Później zrobiłem małe przemeblowanie i choć myślałem, że to niemożliwe, udało mi się w mojej ograniczonej przestrzeni zrobić kącik malarski. Trochę napociłem się przy szlifowaniu desek, ale była to w gruncie rzeczy przyjemna praca. Wczoraj cały dzień spędziłem na pierwszej próbie malarskiej. Kląłem na czym świat stoi, bo pędzle i farby nie chciały się słuchać. Rysowanie to inna bajka: ma się precyzję i kontrolę. Z malowaniem jest inaczej. Ale w końcu przestałem się nastawiać na zrobienie arcydzieła i postanowiłem się tym pobawić. Na koniec dnia miałem już mój pierwszy (tragiczny:) obraz.
Rano pojechałem na cmentarz odwiedzić grób taty. A wieczorem wpadłem do rodziny. Przyjechała Ania z koleżanką, był Szymon, Aleks, dzieciaki i cała reszta. Posiedzieliśmy trochę przy bimbrze z jabłek, porozmawialiśmy o głupotkach, pośmialiśmy się.
Zastanawiam się teraz, co zrobić z weekendem. Zostać w domu i malować, czy gdzieś pojechać, może przejść się w góry?
Energetycznie trochę jestem w dole. Miałem jakieś zaproszenia na weekend, ale nie przyjąłem. Chyba na razie nie jestem w nastroju na integrowanie się z ludźmi, ani starymi, ani nowymi. Wymaga to ode mnie zbyt dużego wysiłku. Z drugiej strony czuję się samotny, więc trochę jest to paradoks, ale jeśli ktoś jest introwertykiem, to dla niego to zrozumiałe.
A może zrobię sobie po prostu dzień serialowy? Sobota z Doctor Who.




Postać na obrazie to:
ReplyDelete1. zalany łzami wiking
bądź
2. wielki żuk goliat
lub też
3. dziewczynka zombi z warkoczykami
Witaj Mój Jedyny Czytelniku:) Haha, nie:) To Weles, słowiański Bóg umarłych:) Ale podoba mi się twój tok myślenia:)))
DeletePrawie udało mi się odgadnąć:)
DeleteMoja koleżanka kiedyś zabrała się za malarstwo. w 2 godziny potrafiła stworzyć 3 obrazy. Dwie lampki wina bardzo jej w tym pomagały :D
ReplyDeleteJa się na sztuce nie znam, więc trudno było to ocenić co namalowała, ale wiem że z Luwru jeszcze do niej nie dzwonili, aby dostać jakieś jej dzieło :D
Grunt to to czerpać radość, efekty nie ważne (chyba że się z tego żyje;)) Pozdrawiam
Delete