Tuesday, 11 January 2022

Jak smakują ziemniaki

Stasiuk to jest dla mnie wytchnienie. Chciałoby się pisać tak jak on. Z dystansem, bez tych wynurzeń, nie pisać o uczuciach, ale o faktach, wpierdolić gdzieś dialog, czym śmierdział koleś z którym się piło wódkę, jak smakują ziemniaki.

Ostatnie dwa posty usunąłem z bloga. Takie ecie pecie, o randce, nadziejach. Niby nie lubię się cenzurować, ale głupio tak, kiedy po słodziakowaniu okazuje się, że laska ma nierówno pod sufitem i znienacka poznaję opinie na temat miniaturowych części mojej anatomii, że inni byli lepsi i że mam wypierdalać. Nie będę się żalił, że mam pecha, ot proza życia, wielu ludzi w tym oceanie tonie, albo już się utopiło, tylko jeszcze chodzą, jedzą, oddychają, wydają dźwięki. No mi się to nie przytrafi. A przynajmniej dopóki będę czytał Stasiuka i miał dystans do siebie i tych wszystkich rozkmin. Nie zatonę. A jeśli już, to na pewno nie będę dalej chodził, dychał i wkurwiał ludzi (choć na to akurat mam wyjebane). 

Kolega, którego niedawno poznałem, namawia, żebym przyjechał do Szwajcarii. Jakąś fuchę mi tam załatwił, miejsce do spania, stawia paliwo i udostępnia cały barek win i czeskich wódek. Pojadę. Już nawet nie dla tej fuchy, ale żeby się wyrwać z tej zapyziałej wiochy. Drut będę miał jeszcze w palcu, ale chyba nic się nie stanie, jeśli wyciągnę go 3 tygodnie później.

Coś mi się tam śniło dzisiaj, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć. Rano pamiętałem, ale odzwyczaiłem się od zapisywania. Będę musiał się trochę przyłożyć, bo te odjechane sny, to fajny materiał.

Zacząłem na wieczór drugą butelkę wina. Psychiatra mi powiedział, że jeszcze nie jestem alkoholikiem, że mam dopiero żółte światło. Na żółtym jeszcze można jechać, nic nie dupnie. Dopiero na czerwonym trzeba się zatrzymać.

Kurde, nie da się ukryć, że odrobina cynizmu ma jednak wyzwalający wpływ. Z chęcią jeszcze poeksperymentuję w tym kierunku. A co z babami i tęsknotą za miłością? Dam sobie na razie spokój. Szukanie miłości to jakiś oksymoron. Z popędem można sobie dać radę samemu. A reszta sama przyjdzie, jeśli ma przyjść. Na razie zresztą nie mam ochoty. Wolę czytać, podróżować, pić wino, malować, nie myć się, nie przystrzygać brody, jeść ziemniaki podsmażane na oleju, oglądać serial w łóżku, gadać do siebie, włączyć w telewizji kanał z disco polo (trochę dla beki, a trochę bo to jednak fascynujące jest). 

W piątek mam odebrać samochód od mechanika. Braknie parę stów, jestem spłukany. Jeśli jutro i pojutrze nic z mojej sztuki nie zejdzie, będę musiał pożyczyć. Na obiad zrobię zupę z soczewicy i ryż. O pojutrzejszym posiłku pomyślę jutro. 

No comments:

Post a Comment