Dziś od rana zacząłem malować, na czerwono, jak czasami Chagall mój ukochany robił, nie skończyłem, jutro powinienem uchwycić objęcie, miłość, jedność. Ze Spotify ambient chill out. Kolejny dzień w mroźnej pustce wszechświata, czas umyka, łapię ostatnie szanse, marzenia, wierzę w reinkarnację, ale mam z tym problem: nic się nie pamięta. Mimo to chcę wierzyć w sens.
Nowy rok. Chciałbym uwierzyć, że jeszcze w tym roku uda się znaleźć przystań, miłość, spokój. Jeśli ktoś nie uwierzy we mnie, to choć będę próbował, to ja sam nie uwierzę. Uznam się za ducha, bez treści, mocy, esencji. Ot, taki duszek, chudy, z piwnym brzuchem, siwym włosem, ambicjami, rozczarowaniami, za które najbardziej winię siebie, brakiem wiary w Boga, w ludzi.
Loneliness.
No comments:
Post a Comment