Poszliśmy jeszcze do kawiarni. Usiedliśmy. Nie mogłem przestać choć na chwilę chlonac jej wzrokiem, uszami i intelektem. Czułem do niej ogromny pociąg. Nie tylko z powodu urody, ale podobała mi się jej niezależność, energia, moc, jak również wesołość, szczerość.
W pewnym momencie zaczęliśmy iść do jej domu. Ciągle nie byłem pewny, co to oznacza, ale w pewnym momencie powiedziała coś, z czego wynikało, że dopiero rano stamtąd pójdę. Była pewna siebie, ale też lekko nieśmiała, prowadząc mnie do domu. Podobnie jak ja. Poczułem bardzo mocno, że zakocham się w niej na 100 procent. To nie ten przypadek, że trochę świadomie i na siłę znajdujemy w poznanej dziewczynie zalety, żeby jakoś się zmobilizować, żeby coś poczuć, ale raczej na odwrót: kiedy czujemy taki pociąg i magnetyzm, że próbujemy uruchomić rozsądek i zmusić się, żeby zobaczyć, co jest nie tak. Ale to i tak nie ma sensu, bo nawet jeśli coś by było "nie tak", to i tak mielibyśmy to zupełnie gdzieś.
No comments:
Post a Comment