Dzień zaczął się wcześnie. Obudził mnie o piątej rano intensywny sen. Mogłem od razu zasnąć, ale obawiałem się, że zapomnę, więc trochę siłą wyrwałem się ze snu i nagrałem go na dyktafon. W tym śnie umarła moja mama. Ale nie ta, którą mam, tylko ktoś zupełnie inny. Ja też byłem zupełnie kimś innym, tak samo jak moi bracia. Czułem ogromny żal, smutek i samotność. Staliśmy cała rodziną w kręgu, wraz z przyjaciółmi. Powstrzymywałem łzy. Obok mnie stał młody chłopak, który bardzo się wzruszył moim smutkiem. Niezgrabnie mnie objął i ten jego ludzki gest sprawił, że coś we mnie się przełamało. Też go objąłem i zacząłem mocno płakać. Moi bracia i reszta przyjaciół dołączyła, stworzyliśmy jedno wielkie objęcie, pełne miłości i jedności. Był w tym smutek, ale piękny, wypełniający serce szczęściem i jednością. Obudziłem się ogarnięty tą emocją, płacząc na głos ze szczęścia i smutku. Cudowne to było.
Posprzątałem dom, należało mu się. Wykąpalem się, bo mi też już się należało. Pożyczylem od mamy dwie stówy (trochę zastój w biznesie). Za 130 zatankowałem i pojechałem do Bielska do przyjaciela. Jest inżynierem dźwięku, ma własne studio nagrań. Posiedzieliśmy nad miksem. Miałem ciary, co on potrafił zrobić z moją muzyką. Umówiliśmy się, że do końca lutego zrobi cały album. Akurat kiedy wrócę ze Szwajcarii, więc od razu będę mógł wysłać to do tłoczni. No i po powrocie będę chciał z nim zrobić z dwa teledyski, żeby wypromować ten album. Mówiłem już, że to będzie podwójne wydawnictwo? Jedna płyta to nowe, studyjne kawałki, a druga zremasterowane nagrania archiwalne.
Droga powrotna była trudna. 50 km po oblodzonych, zaśnieżonych drogach, po ciemku. Ekspresówką jechałem 50 na godzinę, szybciej bym się bał. Dojechałem szczęśliwie.
Po drodze zrobiłem zakupy za resztę kasy: chleb, wino, ser, pomidor, ogórki kiszone, takie fajne, z ziołami, smakujące jak domowe, a na deser riso karmelowe. Weekend bez kasy, ale dam radę jakoś. We wtorek odwiedzam w Cieszynie klienta, jest zainteresowany kilkoma z moich oryginalnych prac. Być może uzbierałoby się na miks płyty.
Z jednej sfery swojej działalności artystycznej finansuję drugą. Długo tak nie pociągnę ;)
A teraz już noc. Łóżko, kominek, rozkminiam wybór przed snem: książka Stasiuka, czy odcinek House'a. Ale mam już lenia, chyba zdecyduję się na serial.
Dobrej nocy, internetowe duchy.
No comments:
Post a Comment