Wednesday, 6 August 2014

Zepsuty rower, skłotersi i niewiadome

 




















1. Wczoraj znów zepsuł mi się rower. Na środku ronda przy Westminsterze zablokowały mi się pedały, spadł łańcuch i tylne koło utknęło. Zebrałem burzę gniewnych klaksonów i o mały włos nie wjechał we mnie autobus. Pół godziny później wszystko było ok, choć po łokcie w smarze. Kocham swojego Amsterdama, ale daje mi w kość od samego początku, kiedy jeszcze dostałem go w Kopenhadze.
   2. Później dotarłem na spotkanie skłotersów w Whitechapel. Miałem szczęście. Akurat grupa ludzi zaskłotowała nowe miejsce, stary sąd, blisko Camden Town (Hampstead Heath) i szukają osób, które chciały by się przyłączyć. W niedzielę idę do nich na kolejne spotkanie.
   3. Dziś rano gadaliśmy z Tanią na skypie dosyć długo. To wszystko jest bardziej skomplikowane niż męsko-damskie relacje. Chodzi raczej o to, że Tania chce zbudować swoja niezależność. Powiedziała mi, że to ja w niej zasiałem to ziarno. Jeśli nasze drogi mają się zejść, to się zejdą. Póki co będę ją wspierał na odległość, dla niej to też niełatwe chwile.
   4. Uświadamiam sobie coraz bardziej, że to bardzo ważny moment i muszę go dobrze wykorzystać. Mam zupełną wolność. Mogę zrobić, co zechcę. Rozglądam się więc dookoła i dumam, co teraz. Zawsze marzyłem o tej wolności, o pełnej niezależności. Pragnienia się spełniają i nawet chociaż spełniły się w dosyć bolesny sposób, to bez bólu nie ma dojrzewania. Mogę teraz wszystko. Zostać znów mnichem w aśramie, pojechać na wolontariat do Afryki, zaangażować się w aktywizm, wiele innych rzeczy.
   5. Z kasą oczywiście kiepsko. Zostało mi jakieś 100 funtów, a pracę zaczynam dopiero w połowie września, co oznacza pierwszą wypłatę po dwudziestym. Będę musiał coś wymyślić.
   6. Ciągle jestem zauroczony Tiziano Terzanim. Tego, co nie mogłem znaleźć spiraconego na kindla, kupiłem w polskiej księgarni. Niesamowity człowiek. Taki Kapuściński z Włoch. Zresztą oboje korespondowali, cenili się bardzo.


No comments:

Post a Comment