Wednesday, 15 October 2014

Parę myśli przed i po północy

   Zaraz północ, powinienem już spać, jutro przecież do pracy, ale nie chcę jeszcze kończyć dnia. Parę słów napiszę. Karel Kryl śpiewa o Salome, ciepło i czysto mi pod nową kołdrą. Skończyłem odcinek serialu, w którym kapitan Jean Luc Picard przeżył pięknie całe życie na planecie, która umarła tysiąc lat wcześniej. Miał żonę, dzieci, poświęcił się dla swojej społeczności i nauczył się grać na flecie. A później obudził się na Enterprise. Dobry odcinek.
   Życie jakoś szybciej biegnie. Czasami nawet czuję, że ucieka. Niedługo czterdziestka. Dziwnie tak myśleć o sobie, że jest się człowiekiem w średnim wieku. Ale w sumie tak nie myślę. Czuję się młodszy o dziesięć lat, może więcej. Nie w tym rzecz jednak. Często pojawiają się myśli o przemijaniu. Czasami czuję, że chcę chwytać życie i czerpać z niego, ile się jeszcze da, dorzucać do tego wewnętrznego ognia, żeby ciągle był mocny i silny. Uczę się nowych języków, instrumentów, rysowania, rzucam się na nową miłość. Nie chcę się zatrzymać.
   Zakończyło się piękne małżeństwo, któremu bardzo niewiele brakowało do doskonałości. Zresztą doskonałość jest przereklamowana. Piękne były nawet te niedoskonałości. Ale skończyło się coś, choć w nagrodę pozostała głęboka przyjaźń. No i nie muszę się już martwić, że miłość do Tani się strywializuje, rozpłynie. Teraz będę miał ją już zawsze, we wspomnieniach, w sercu, tak świeżą i doskonałą, jak piętnaście lat temu, kiedy zakochałem się w tej pięknej, mądrej dziewczynie, z którą przeszedłem później kawał drogi i przeżyłem całą bibliotekę najcudniejszych przygód.
   A teraz nowa opowieść. Zanurzam się w niej z chciwością, spragniony i trochę gorączkowo, żeby jeszcze przeżyć młodość, namiętność, miłość, zanim wiek dorosły przejdzie niezauważalnie w starość.
   Nie chcę, żeby mi przeszłość ciążyła, ale też nie chcę jej odrzucić. Myślę, że udaje mi się to jakoś, próbuję.
   No więc Petia, dziwna dziewczyna, tak inna ode mnie, od Tani. Nie wiem, czy to wyjdzie, ale nie spędza mi to snu z powiek. Chyba wreszcie dochodzi do mnie, że nic nie ma na stałe, trzeba każdy dzień, nasze "teraz", przeżywać i cieszyć się nim, ile się da, kochać, próbować być odważnym, dobrym (na tyle, ile możemy), nie zawieszać się na przeszłości, ani nie martwić o przyszłość.
   Smutno mi, że życie takie krótkie, boję się tego, co będzie później, nienawidzę myśli, że będę musiał zostawić ludzi, których kocham, wyobrażam sobie, jak będę zazdrościł tym, co zostają, żeby cieszyć się miłością, przyjaźnią, dobrym seksem z fajną, miłą dziewczyną, itd, itd. Ale też wdzięczny jestem za wszystko. Za ludzi, których spotkałem, miłość, której dostałem naprawdę dużo, za to, że szedłem pod prąd, że choć się bałem to jednak rzucałem się odważnie w przygody, podróże, związki, głodny autentyczności, pełni i jakiegoś zrozumienia całości. Kurna, naprawdę nieźle to wszystko poszło. Nie zamieniłbym się z nikim.
   Haha, brzmi to jak jakieś rozliczenie. Czasami dopada mnie taki rozliczeniowy nastrój. Ale prawda jest taka, że jestem podekscytowany tym, co teraz się dzieje. Cieszy mnie, że niedługo, już w niedzielę, przytulę moją małą přítelkyně, że będziemy dobrze jeść, pić wino, kochać się, chodzić na spacery, że znajdziemy jej pracę. Cieszę się, że pojadę na święta do Polski (choć kasy nie ma, ale Bóg może pomoże), że pogadamy sobie tam z Tanią, że posiedzimy przy kominku z całą rodziną, przy swojskich trunkach i domowym jedzeniu, ze starymi psami drzemiącymi i pierdzącymi w kącie. Cieszy mnie, że końcu spłacę długi, a później odłożę trochę pieniędzy i będziemy mogli zjeść coś dobrego w restauracji, albo polecieć do Hiszpanii i powłóczyć się po starych uliczkach jakiegoś andaluzyjskiego miasta...
   A na koniec nostalgicznie Nohavica:)

2 comments:

  1. Czasami trzeba się przed sobą rozliczyć, żeby dalsza droga była jasna i zdecydowana. Werbalizowanie myśli... trzymam kciuki za Twoje powodzenie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też tak myślę, ze ważne jest ułożenie sobie w środku tych myśli i uczuć. Dzięki:)

      Delete