Saturday, 4 October 2014

Vila Amalka i garść drobnych (dołów)

 





















Eh, dawno nie byłem tak daleko od magii. Świat się skurczył, zwinął jak stary dywan, ktoś by go mógł rozwinąć i wytrzepać, ale kto taki zawinięty, długi, ciężki rozwinie? Chyba jakiś siłacz, a siłaczy nie znam. Siedzę w pokoju, na materacu, zęby trochę bolą, ale nie jeden, porządnie, ale wszystkie, po trochu. Leci jakaś romantyczna mieszanka, miks od Ewy. Była Iza, spaliliśmy coś, napiliśmy się cydru, później poszła w jesienną noc, na stację Honoru Dębowego, a ja zostałem ze smutkami. Tęsknota za Tanią, zalew wspomnień. Ale skończyłem obrazek Vila Amalki latającej, poćwiczyłem na nim nową technikę (odwracanie kolorów), ćwiczyłem też skale, a teraz już chyba nic nie zostało. Tylko serial, żeby jakoś uwagę odwrócić. Jutro podpisuję kontrakt na pokój, ale jakoś zszedł mi entuzjazm. Wszystko wydaje się jakimś dziwnym snem, z obcymi ludźmi, którzy zachowują się, jakby cię znali. Albo jak w książkach braci Strugackich, kiedy główny bohater przypadkiem trafia w środek jakiejś akcji, intrygi, biurokratycznej wojny, i nie widząc w ogóle, o co chodzi, musi sobie jakoś poradzić. Ale, że to nie jego świat, czuje smutek, próbuje się uwolnić. Strugaccy... Dawno nie czytałem. Może zrobić sobie powtórkę? Piknik na skraju drogi, Ślimak na zboczu, Mój przyjaciel z piekła. To była dobra literatura.
   Tak się więc czuję. Jakbym nagle wpadł do dziwnego, podziemnego świata, gdzie nie należę.
   Chciałbym po prostu, żeby wszystko było jak dawniej.

***

  Porysowałem, pokombinowałem na photoshopie i zrobilo mi się lepiej. Potrzebowałem prostej, angażującej, ale nie męczącej czynności. Zrobiło sie dosyć spokojnie, wyciszenie. Powoli mnie ścina, ostatniej nocy spałem jakieś trzy godziny. Dobrej nocy.


No comments:

Post a Comment