Sunday, 5 October 2014

Wieczór, harmonia, Nohavica

   O wiele lepiej dzisiaj, wczorajsze doły odeszły. Rano pojechałem spotkać się z landlady, podpisać kontrakt, później z Greenwich na rowerze do miasta. Trochę męczył smutek, pomimo słońca, złotej jesieni, lśniącej Tamizy i roweru. Wpadłem do świątyni na chwilę, pomodlić się przed Kryszną, o opiekę i bliskość. Miałem zostać na uczcie, ale byłem lekko ubrany, a temperatura spadała z minuty na minutę, w końcu to już październik, więc dałem sobie spokój.
   W domu udało mi się złapać jakiś zabłąkany sygnał internetowy. Pogadaliśmy na skypie z Petią. Kupiła dzisiaj bilet, przyjeżdża autobusem w niedzielę za dwa tygodnie. Szybko zleci. Mama zafarbowała jej brwi na czarno. Miał być brązowy, wyszedł czarny, wstydzi się bidulka, mówi, że będzie dzisiaj szorować, żeby choć trochę zjaśniało.
   Teraz siedzę w living roomie. Obok Jake, japoński włóczęga skłotowy, bez przedniego zęba dojada czyjeś resztki z obiadu, Raki z Mayą siedzą u siebie, tripując na grzybach, Basia gdzieś zniknęła z psem. Zaraz idę do łóżka, obejrzeć z dwa, trzy odcinki Star Treka i jutro znów do pracy. Fajny wieczór, harmonijny.

1 comment: