Thursday, 13 October 2016

Crowdfunding i homoseksualny epizod metaforyczny

   Czwartek! Jeszcze dzień pracy i weekend. Lubię piątki, bo mam wtedy wypłatę. Szału nie ma, czynsz zżera wszystko, ale fajnie przez jeden dzień w tygodniu czuć, że się ma kasę. Jeden dzień w tygodniu restauracja (tania, ale jednak), lepszy trunek, nowy juice do papierosa elektronicznego.
   Dziwny mialem sen ostatniej nocy (choć sny są z reguły dziwne, ale ten był wyjatkowo dziwny, nawet jak na mnie). Poznałem ładnego chłopaka i jakimś cudem wylądowaliśmy w łóżku. Rano (ciągle we śnie) obudziłem się na wielkim moralniaku. Pomieszanie wstydu, zniesmaczenia, z dużym uczuciem do chłopaka. Pozbierałem ubrania z podłogi i powiedziałem, że to była pomyłka, żeby o tym zapomniał. Chłopak uśmiechnął się miło i powiedział, żebym się nie martwił, bo jego to nie rusza i tak ma randkę wieczorem. Odetchnąłem z ulgą. Ale wieczorem ogarnęła mnie zabójcza zazdrość, na myśl o jego randce. Wtedy obudziłem się naprawdę, zupełnie oszołomiony. O co tu chodzi?:)
   Poza tym zbieram na nowe ukulele. Moje stare zostało w Polsce, a poza tym już się zaczęło konkretnie sypać. Tak, że jeśli są tu jacyś fani Księżycowego Terrorysty, z zapędami do bycia mecenasem sztuki,zapraszam do kontaktu. Każda dotacja się liczy:) Na fanpagu obiecałem nową piosenkę przed upływem miesiąca (bądź dwóch).
   Ok, wczesny wieczór, wracam do Doktora House'a, chcę zaliczyć jeszcze z trzy odcinki przed snem.

Sprzęt marzeń:


2 comments: