Monday, 10 October 2016

Vivo soñando

   Spróbuję pisać trochę więcej. Nie żeby się żalić ani wymądrzać (co nieraz robiłem:), ale terapeutycznie. Pisanie pomoaga mi nabierać dystansu i jaśniej widzieć rzeczy. Długo pisałem dziennik, ale jakoś nie mogę się zmobilizować. Nie wiem czemu, łatwiej mi ostatnio na blogu. W dzienniku tylko jojczę jak stara baba.
   Czytam kriminał Cobhena, "Bez pożegnania". Świetna książka. W jednym miejscu bohater pisze, że po odejściu jego ukochanej przeraził się, bo uświadomił sobie, że teraz ma tylko dwa wyjścia: albo być resztę życia sam, albo zgodzić się na bycie z kimś, kto nie dorównuje jego pierwszej miłości.
   Utożsamiam się z tym. Dokładnie tak się czuję. Nie boję się bardzo, że ktoś się mnie nie pokocha. Mój największy strach jest taki, że ja nikogo już nie pokocham. Tak to wygląda.
   Ktoś mi dziś powiedział, że żałoba zwykle trwa dwa lata. Moja się przedłuża, co nie jest za dobre. Paraliżuje mnie to utknięcie. I te częste sny, po których budzę się zmęczony i jeszcze bardziej rozwalony. Ostatniej nocy śniłem, że Tania uświadomiła sobie, że nie może żyć beze mnie, bo jestem jej prawdziwą miłością. Patrzyła na mnie z głębokim uczuciem i wiedziałem, że wszystko będzie teraz dobrze. Że będę takim mężem, jakim powinienem być. Zero alkoholu, fajek, rozglądania się za laskami. Że przeszliśmy ciężką próbę i teraz będziemy mogli zestarzeć się razme, jak zawsze marzyłem. Obudziłem się przed budzikiem, na materacu w living roomie, koło szklanki niedopitego piwa i nie było to przyjemne. Leżałem przez dłuższy czas i jak codziennie od dwóch lat, przeklinałem siebie.
   Ale w końcu wstałem, wziąłem prysznic, zjadłem lekkie śniadanie, wsiadłem na rower i pojechałem do pracy. W szkole całkowicie skupiłem się na zajęciach, pomagając dzieciakom uczyć się nowych rzeczy, starając się przywołać uśmiech na ich twarzy. I przez to sam się uśmiechałem. Daję radę.
   Na razie wszystko jest w rozsypce, ale powoli się zbieram do kupy. Czekam, aż Petia wyjedzie. Myślę, że do jakiegoś tygodnia, dwóch. Przeniosę się wtedy z podłogi w salonie, w pokoju (jedynym ogrzewanym w zimie) zrobię sobie mały azyl, spróbuję ćwiczyć po pracy chociaż z pół godziny. W weekendy będę spacerował albo jeździł na rowerze, czasami spotkam się z Fernandą na pogaduszki. Z odkładaniem kasy nie będzie za dobrze, dopóki nie znajdę dodatkowej pracy, ale to mnie aż tak nie martwi. Czuję, że jestem w stanie znaleźć spokój w samotności. Grunt to przestać się miotać i wyżywać na sobie.
   Tyle na dzisiaj. Poczytam teraz, później poszperam jeszcze po fejsie.




"Żyję marzeniami"

7 comments:

  1. Jak rozumiesz pojęcie "miłość"? Co było takiego w tej pierwszej miłości, czego po rozstaniu z pierwszą kobietą nie jesteś już w stanie odnaleźć? Czego poszukujesz w kobietach? Twoje odpowiedzi są dla mnie z pewnych względów niezwykle istotne. Chciałabym, jeśli to możliwe, zrozumieć, co czuje mężczyzna, ktory tęskni za utraconą miłością i odczuwa strach, że nigdy już nie pokocha. Pomożesz?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ciężkie pytania. Nie wiem, czy potrafie odpowiedzieć jakoś z sensem. To bardzo subiektywne odczucia. Pierwsza miłość, uczucie, że po raz pierwszy w życiu mógłbym oddać za kogoś życie, leżenie na kanapie, patrząc na drugą osobę rysującą coś w pamiętniku i myśląc, że chciałoby się zestarzeć razem, a później razem przejść na drugą stronę, wspólne wspomnienia podróży, kłótni, marzeń, pracowanie w jednej restauracji i wspólny powrót na rowerze o 11 w nocy przez miasto w obcym państwie, a później leżenie razem i oglądanie national geographic, znanie wszystkich tajemnic i kochanie kogo po poznaniu tych najgorszych, po 15 latach patrzeć na kogoś i wierzyć, że to najpiękniejsza osoba na świecie. i milion innych rzeczy.

      Delete
  2. W międzyczasie przeczytałam archiwum. Piętnaście lat to bardzo długo. Odeszła od razu po tym, jak dowiedziała się o zdradzie? I bardzo szybko znalazła kogoś na Twoje miejsce? Przepraszam, pytania mogą być zbyt bezpośrednie i wydać się trochę obcesowe, ale chyba tak bardzo wprost chciałabym je zadać, by nie krążyć.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przepraszam za zwłokę:) Nie odeszła po zdradzie. Rozstaliśmy się, bo nie byłem w stanie zerwać z tą drugą dziewczyną. Utknąłem wtedy.
      Ale wiesz, jest lepiej, widzę, że coraz bardziej się otwieram. Gdzieś tam w tle świta przeczucie, że mogę jeszcze pokochać.

      Delete
    2. Ta druga, to była właśnie Petra

      Delete
  3. Nie czekając... wiele wspólnego Was łączyło. Stąd moje zaskoczenie. Wiesz, to może trochę potrwać, zanim ponownie pokochasz. W moim przypadku to było siedem lat, a może nawet dziewięć, wliczając w to dwa pierwsze w kolejnym związku, podczas których jeszcze nadal nie kochałam. Później było kolejnych pięć, z mężczyzną, który, jak się okazało, przez te siedem lat kochał swoją pierwszą kobietę, z którą też był nardzo długo. Ja chyba byłam dla niego taką Petrą. Kimś, z kim dobrze się czuł, za kim czasem tęsknił, ale okazało się, tak ja to oceniam, że nawet te siedem lat to było wciąż za mało, by przestać kochać tę pierwszą.

    ReplyDelete
    Replies
    1. I teraz? Jak się czujesz? Ruszyłaś?

      Delete