Friday, 14 October 2016

Lista piątkowa, nawet niezła

   Za chwilę idę na imprezę, więc napiszę kilka słów, żeby kac nie zamazał wszystkiego.

   1. Fajny dzień w pracy. Normalnie pracuję z nastolatkami na wózkach inwalidzkich. Dziś na jakąś godzinę wysłano mnie do klasy maluchów - od czterech do sześciu lat. Cutness overload. Te dzieciaki były przesłodkie. Siedziały na wózkach inwalidzkich, każde z jakimś tikiem, drżeniem, porażeniem mózgowym. Łzy mi napłynęły do oczy, kiedy pomyślałem przez jakie trudności muszą przechodzić w takim młodym wieku. Jedna dziewczynka o imieniu Angel, mała Chinka odleciała na widok mojej brody i cały czas głaskała mnie po twarzy i się śmiała. Inna nie mogła oderwać ode mnie oczu i coś tam gulgotała towarzysko, mały Pakistańczyk seplenił coś o bajkach. Odleciałem.
   2. Na zakończenie był program dla całej szkoły o Judaizmie (raz w miesiącu jest dzień jakiejś religii). Było jedzenie, stroje, opowieści, a na koniec dyskoteka z muzyką klezmer. To było szeleństwo. Cała szkoła zaczęła tańczyć, każde z dzieci na swój odjazdowy sposób. Wybuch odgłosów, pląsań i śmiechu, radości. Powietrze przenikała miłość i radość. To było niesamowite. Czułem się wyróżniony, że mogłem brać w tym udział.
   3. Coś się ostatnio zmienia. Po troszkę, dlatego wcześniej mi umykało, ale jest to coraz wyraźniejsze uczucie: krok po kroku zaczynam czuć się oddzielną osobą od Tani. Uczucie rozdzielenia, rozerwania na połowę blaknie. Zaczynam ze zdziwieniem dostrzegać siebie, jakbym dopiero teraz wykształcał swoją indywidualność. Smutek ciągle jest, ale mam wrażenie, że moja jaźń, ego, wyklarowuje się, buduje niezależną tożsamość.
   4. Petia kupiła dziś bilety do Pragi. Wyjeżdża w niedzielę rano. Będzie trudno, przyzwyczaiłem się do towarzystwa. Ale wiem, że to dobra decyzja dla nas oboje. Możemy ruszyć do przodu, odblokować się wreszcie.
   5. Kupiłem dziś ukulele on line (to z postu powyżej). Wydałem większość tygodniówki, zostało mi 20 funtów do następnego piątku i może mi nie starczyć na czynsz, ale cieszę się bardzo z nowego instrumentu. Bez tego, to jak bez ręki.
   6. Trzeba się zbierać. Idziemy z Petią na imprezę do mojego starego domu na Rainbow Street, spotkać się z przyjaciółmi, zjeść coś, pogadać. Kupujemy butelkę tequili. To jest też nasza pożegnalna impreza (moja i Petry). Planujemy złoić się na maksa. jutro będę umierał:)

7 comments:

  1. Smutek też odejdzie. Będzie się pojawiał od czasu do czasu, ale nie będzie już wartością stałą

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz rację. Adasiu. Czytałam przez pewien czas Twoje przemyślenia. Ciepły człowiek z Ciebie. I masz rację. Smutek wraca, ale już nie jest constans.

      Delete
  2. Mam tak samo. Powoli wychodzę z symbiozy. Siedem lat to nie piętnaście, ale mija już ponad dwa i pół roku. Pora na wyodrębnienie. Bez tego nie da się otworzyć na innych ludzi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też tak czuję. Ciągle nie potrafię sobie wyobrazic otwarcia na kogoś nowego, ale wiem, że sie to może zmienić.

      Delete
  3. Życie nie znosząc próżni wyodrębnia nas nawet bez naszego udziału. Trwa to czasem krócej, czasem dłużej, ale najczęściej dokonuje się...

    ReplyDelete