Wednesday, 6 June 2018

Czekanie i sny

   Ten dzień trochę nie taki, jakbym chciał. Po zejściu z gór, kiedy skończył się gwar, hałas, rozmowy i żarty, zostałem sam z sobą i tak jak się obawiałem, wróciły niedokończone myśli, sprawy i poczucie izolacji.
   Rano pojechałem z Sz. załatwić sprawę zajścia z chłopakiem, który sterroryzował nasze schronisko w sobotę. Sz. ma jeszcze ważną obdukcję z poprzedniego z nim zajścia. Jeśli jej użyje, chłopak wyląduje z powrotem w więzieniu. Nie wiem, co jest dobre w tej sytuacji. Szkoda mi jego ojca i myślę, że to mogłoby zepsuć nasze stosunki.
   Ćwiczę swoje piosenki na pierwszy koncert. Nie pamiętam wszystkich tekstów, więc trochę muszę nad nimi posiedzieć. Mam dużą tremę. Chciałbym być naturalny, przekazać na koncercie te emocje, które czułem, kiedy te piosenki powstawały, ale boję się, że nie uda mi się być autentycznym, że w tej tremie zgubię przekaz. Martwię się też, czy chłopaki dadzą radę, bo żaden z nas nie jest profesjonalnym muzykiem.
   Nieraz to już pisałem, to chyba stało się moją mantrą, widzę to zdanie we wszystkich dziennikach z ostatnich 20 lat, ale znów to napiszę: tęsknię za harmonią, miłością i spokojem. Czasami się boję, że może coś jest ze mną nie tak. Może za bardzo czuję i chcę czuć jeszcze więcej. Może przeczytałem za dużo książek, nauczyłem się czytać za wcześnie i wspałem sobie do niegotowej, młodej głowy worki słów i myśli. Teraz, kiedy okazało się, że rzeczywistość nie chce dorównać lekturze i marzeniom, usycham, łaknę i śnię. Nie jest to wygodna sytuacja, ale jeśli przestanę śnić, to co zostanie? Lodowaty wszechświat i gra o punkty? To już wolę to, co jest teraz: czekanie i sny. Nawet jeśli znowu rzucę serce w nie te dłonie.
 
 
 
 

No comments:

Post a Comment