Przestało padać. Powietrze przyjemnie pachnie. Słucham cichutko Sarsy, czasami lubię babską muzykę do wyciszenia. Jest mi spokojnie, refleksyjnie. Dawno nie czułem się w domu jak w domu, mój umysł wędrował niespokojnie. Ale dziś jakoś swojsko się tutaj poczułem. Suszarka z praniem, kolorowy i ciepły koc od Agi, książki o anarchizmie, Krysznie, filozofii, poezja, sci-fi, kryminały, ciut za niskie biurko, obrazki Tani na kominku, a na ścianie koty z Bristolu, kącik z instrumentami i kącik turystyczny, z plecakiem, trzema namiotami, śpiworami i karimatami.
Ostatnie 3 dni zrobiłem mały krok wstecz, niepotrzebnie nawiązując kontakt z M., rozdrapując przy tym rany. Na szczęście nic z tego nie wynikło, oprócz kilku dni pijaństwa. Patrząc na to jak fajnie się dzisiaj czuję i na to, że takich dni jest coraz więcej, czuję ulgę i radość. Mam wrażenie, że krok po kroku odzyskuję starego siebie. To dobrze. Stęskniłem się.

No comments:
Post a Comment