Monday, 18 June 2018

Bieszczady 1




















Udałem się na nową wyprawę. Bieszczady. Byłem tu na jeden dzień w kwietniu, ale tym razem chcę się trochę powłóczyć po górach. Zatrzymałem się w Ustrzykach Górnych. Kiedy dojechałem, było już za późno, żeby wchodzić na szlak, poza tym pogoda niepewna. Szukałem wegetariańskiego jedzenia. Ucieszyłem się, kiedy trafiłem na mały rastamański bar, Bieszczadzka Legenda. Zjadłem falafela z frytkami i surówką. Klimat baru miły, swojski, alternatywny.
   Po obiedzie spytałem pana w budce z pamiątkami (Baranek) o pomysły na trasy. Pokazał mi na mapie kilka szlaków, wybrałem czerwony przez Połoninę Caryńską i Połoninę Wetlińską. Poczestowal mnie też bimbrem, poradził, żebym poszedł na darmowy prysznic do schroniska PTTK, a w końcu załatwił mi, żebym się rozbił namiotem w ogródku baru. Załatwił to z Pawłem, dredziarzem, który z tego co rozumiem stworzył to miejsce.
   Jest miła atmosfera. Piję lokalne, cholernie drogie piwo, ale warto, bo pyszne. Smakuje jak dobry angielski ale. Muszę tylko być ostrożny z fajkami. Dzis mój pierwszy dzień. Zdecydowałem jednak na zupełne rzucenie. Łykam desmoksan i cały dzień żuję zapałki. Miałem z rana małe kryzysy, ale nie jest źle. Najważniejsze to utrzymać jasność celu. Trochę zaryzykowałem z piwem, to mocny trigger, ale będę trzymał się postanowienia.

   To tyle z faktów. A co w środku?

   Długa droga samochodem. Ponad 6 godzin. Było w porządku. Czarnych myśli coraz mniej. Cieszyłem się jazdą, cicho brzdękającym radiem, widokiem gór, przewijającym się jak na filmie. Znów pączkuje uczucie wolności i nieprzewidywalności życia. W pewnym momencie Grechuta zaśpiewał: ważne są tylko te chwile, których jeszcze nie znamy. Przytrzymałem te słowa w środku, obróciłem w palcach, przyjrzałem się im podejrzliwie i chyba uwierzyłem.

   Z głośników gra cicho reggae. Za oknem pada. Zastanawiam się, jak się sprawi mój mały namiocik - dziś premiera. Muszę zmienić zapałkę w ustach, z tej już prawie nic nie zostało. Wyciągam kindla i szukam lektury.

   Jutro 27 kilometrów szlaku.


3 comments:

  1. Świetny pomysł z rzuceniem palenia! Mnie się udało cztery lata temu z Desmoksanem, a byłem namiętnym, hobbystycznym palaczem, palącym dużo. Podzielę się z Tobą moim doświadczeniem - może Ci pomoże. PAlenie siedzi w głowie, więc trzeba postarać się wyeliminować całą martyrologię rzucania, czyli nie rzucać, a po prostu przestać palić. Rzucanie bowiem ma wydźwięk martyrologiczny. Nie należy deklarować, że przestaje się palić na zawsze, bo to też trąci martyrologią (pozbawianie się przyjemności), a mówić sobie i innym "aktualnie nie palę i mam nadzieję, że tak pozostanie". Spróbuj traktować niepalenie jak nagrodę, jak inwestycję w siebie, w swoje zdrowie, w swój rozwój i nagradzaj się za to jakimiś drobiazgami, żeby podkreślać sukces niepalenia. Możesz też obrać sobie jakiś cel i odkładać codziennie te pnieniądze, które wydałbyś na papierosy. W ciągu miesiąca uzbiera się kilkaset złotych. Nie ukrywam, że łatwo nie będzie, bo - jak już napisałem wyżej - palenie siedzi w głowie. Warto jednak - już po miesiącu niepalenia zauważysz znaczną poprawę samopoczucia. Trzymam kciuki! Mnie się udało - wierzę, że Tobie również się uda.

    ReplyDelete
  2. Dzięki Adam:) Dobre rady, zastosuje. Dzis miałem kryzys, ale udało się. Trzeci dzień za mną.
    Cholera, cis mi się spieorzylo I powiadomienia o komentarzach nie przychodzą mi na maila, zastanawiam się ile już oposcilem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To chyba przez RODO, bo u mnie też nie przychodzą komentarze na mejla. Trzeba pod postem w komentarzach zaznaczyć "notify me", żeby przychodziły.
      Kryzysy będą przychodziły i odchodziły - to może trwać nawet do roku. Warto mieć jeszcze desmoksan, żeby ewentualnie jeszcze się wesprzeć, jak bardzo przyciśnie. To jednak minie, a zostanie zadowolenie, duma z samego siebie i ogromna przyjemność niepalenia. Mnie w ogóle nie ciągnie do papierochów - jak widzę kogoś palącego myślę sobie, jak fajnie jest nie palić.

      Delete