Wednesday, 17 November 2021

Wcale nie trudne







































Stasiuk "Droga do Babadag", uwielbiam bardzo, tak właśnie lubię podróżować, jak on. I pisze o tych samych miejscach, na które trafiałem we włóczędze, to samo zmęczenie, fascynacja, dystans, zachwyt, i w ogóle tyle uczuć. Kiedy znowu będę w drodze? Chcę bardzo.

Dziś większość dnia spędziłem w warsztacie. Zapoznawałem się z nowymi sprzętami. Zawsze czułem się lewy w majsterkowaniu, szukałem pomocy, sam sobie wmawiałem, że to nie dla mnie. A dziś miałem sporo zabawy. Uruchomiłem pierwszy raz heblarkę, z instrukcją w ręce, żeby coś nie spierniczyć, nie uciąć sobie ręki, bo zdrowy respekt mam. Przestrugałem kantówki - ale radość, kiedy pełne drzazg chropowate drewno zamienia się w gładki półprodukt, który później jeszcze przejechałem szlifierką i już w ogóle mógłbym się przytulać do takiej deski. Sam to zrobiłem! A jak już wszystko było gładziutkie i miłe, zabrałem się za konstruowanie: stworzyłem dwa stojaki na pocztówki i dwa stojaki na małe obrazy (potrzebuję na kiermasze). Z dumą zapaliłem papierosa i patrzyłem na moje dzieła. W takim razie mogę wszystko sobie zrobić, to wcale nie takie trudne.

Doszły wydruki obrazów na płótnie, całe mnóstwo. Radość sprawiło mi patrzenie na te wszystkie dobroci. Poczułem mocno, że będę miał bajeczne stoisko, nikt takiej magii nie będzie mieć, jak ja. A jeszcze dojdą pocztówki, kafelki, magnesy, oblane złocistym światłem z moich dziwnych, pięknych żarówek retro. Nie mogę się odczekać, aż gdzieś z tym już nie stanę i będę łowił przechodniów, żeby na chwilę wciągnąć ich do mojego świata, zadziwić, zaniepokoić, ułagodzić. Szczerze mówiąc to nawet nie myślę teraz jakoś o zarobku, choć wiadomo, kasa się przyda. Po prostu cieszę się, że udało mi się przejść przez przeszkody i stworzyć taki swój wędrowny kącik.

Już po siódmej. Przydałoby się wykąpać, ale nie chce mi się dzisiaj. Waham się pomiędzy Stasiukiem, a Housem. 

No comments:

Post a Comment