Thursday, 30 December 2021

Szpitalny dzień i sen o fruwaniu

Pisać, czy nie pisać dzisiaj? No ale to wyzwanie, jak słowami pokolorować niekolorowy dzień. Leżę w szpitalu. Rano zaspałem, więc pędziłem na zabieg przekraczając szybkość. Wyobrażałem sobie szybką akcję. Wchodzę, lekarz grzebie mi w ręce, wkłada drut, usztywnia, za godzinę wracam. Troszkę wyszło inaczej. Przyjęli mnie na oddział, dostałem łóżko. Głodny jak cholera, bo mam być na czczo. Ordynator przyszedł koło południa.

- Hmm, może uda się pana upchać gdzieś dzisiaj, ale może zostanie pan do jutra.

Mina mi zrzedła. Samochód na płatnym parkingu, nie mam nawet szczoteczki do zębów, kabla do ładowarki, a głodny jestem tak, że zaczyna mną trząść, źle znoszę post.

Młodziutka, wyjątkowo drobna pielęgniarka przyszła pobrać krew. Najpierw próbowała chłopakowi na sąsiednim łóżku. Zerknąłem dyskretnie i stwierdziłem, że dziewczyna ma doskonały, krągły tyłek. Zastanawiałem się, jak wygląda jej twarz pod maseczką. Pomimo prób, krwi nie udało się pobrać i biedaczka coraz bardziej się denerwowała. W końcu stwierdziła, że spróbuje ze mną. Speszona znów miała problem, pękła mi żyła, ale w końcu w dwóch miejscach się jej udało zebrać wymaganą ilość fiołek.

Czas mija, dłuży się, głód. Ktoś wrzucił na FB zdjęcie curry z tofu i smażonych warzyw, ryżu, dahlu, usta wypełniły się śliną.

W takich bezosobowych zimnych miejscach bardziej czuć, że człowiek jest sam.

Przyśnił mi się nowy obraz, jaki namaluję. Coś w stylu Marca Chagalla, w niebieskich odcieniach, objęta para, koziołek, maska, bukiet kwiatów, księżyc...

Obudziłem się o 2 w nocy, przez godzinę coś tam oglądałem, aż koło trzeciej znów zasnąłem. Tym razem wyfrunąłem z ciała i włóczyłem się po niebie, nad drzewami, górami, później zaglądałem przez okna do domów, w których akurat paliło się światło, aż obudziło mnie dzienne światło, wpadające przez okno. 

No comments:

Post a Comment