Friday, 24 July 2009

Jak to napisać?



Transkrypcja nagrania z hotelu w Santiago de Compostella, po 33 dniach podróży (patrz poprzedni wpis). Tulasi, ja, za oknem bezdomni palą herę w bramie, ciepło, nostalgicznie, w środku czuć pulsujące życie, przemyślenia, nadzieje na przyszłość i duma z siebie, oczekiwanie cudów, uczt i niespodzianek...

Jak to napisać?

- Pomyślałem sobie właśnie, że początkiem książki mógłby być koniec tej historii. Mogłaby zacząć się od momentu, jak jestem w tym hoteliku w Santiago, opisuję sytuację, mówię o swoich uczuciach, a nawet opisuje tych junkich, którzy za oknem palą heroinę w bramie, i o uczuciach radości i smutku, które rozpierają moje serce i dopiero wtedy mógłbym się cofnąć do momentu, kiedy to wszystko się zaczęło. Mogłoby to być ciekawe. O, leżę sobie tutaj, za oknem gwar hiszpańskiej ulicy i jak do tego wszystkiego doszło, od czego się to zaczęło. Mógłbym wspomnieć jakąś pustą butelkę zostawioną przez Garego. To jest dobry sposób, żeby zacząć coś od końca. Budzi to zainteresowanie tym jak doszło do tej sytuacji.

- Gdyby to było tak, że leżysz z połamanymi nogami, a obok ciebie leży ktoś obcy, też z połamanymi nogami, a obok stoi policjant i was pilnuje i jak do tego doszło, to by miało sens, a nie, że leżysz w hotelu w Santiago na kanapie. Wszyscy wiedzą jak do tego doszło. Wyszłeś z Roncesvalles i doszedłeś (mówi Tulasi, śmiejąc się).

- To ma być książka o wewnętrznym odnalezieniu się a nie kryminał. Coś bym wymyślił. W każdym bądź razie, jest to jeden z pomysłów. Albo to, albo w formie całej akcji od początku do końca, ale wtedy mogłoby to być trochę nudne, jako dziennik. Mógłbym też to zrobic w formie listów. Albo…

- Nie, nie. Właśnie fajnie jest, kiedy jest od początku do końca i widać poprawę… postęp w związkach, w ludziach. (Tulasi)

- Tak by właśnie było, tylko sam początek byłby na końcu. Nie masz wyczucia. Masz wyczucie plastyczne, ale nie masz literackiego w ogóle. Masz najpierw jakiś moment, a później powoli jak do niego doszło.

- Mnie to nigdy nie wciągało. (Tulasi)

- Tak? Daj mi jakis przykład książki, która ma taka konstrukcje, którą czytałaś. Masz trzy sekundy. Raz… dwa… trzy. (śmiech)

Albo, jak widziałem w jednej z książek o Camino, tej w albergue Brasil… tej której mi nie pozwoliła zabrać hospitalera i w sumie teraz żałuję, że się w ogóle pytałem i po prostu jej nie ukradłem, że po prostu były tytuły, jakiś temat i rzeczy z całej drogi na ten konkretny temat.

- O! Tak też jest fajnie. Bardzo lubię takie historyjki. Takie rzeczy lubię. (Tulasi)

- Ona zrobiła to o rozwoju wewnętrznym, jakby lekcje, np. jak się nie przywiązywać, nie o to mi chodzi, ale podoba mi się sama idea, żeby nie pisać chronologicznie, ale zebrać powyrywane rzeczy.

- No, fajne. (Tulasi)

- Hmm, tylko to by było cięższe…

- Nie, nie byłoby cięższe. Mógłbyś np. zrobic temat o Niemcach. „Fucking drunk Germans” (śmiech, Tulasi) A później o Francuzach "Fucking nadęci French" (znowu śmiech)

- Ha, ha, to by chyba nie przeszło. Nie w epoce poprawności politycznej.

- Co się martwisz, to jest ich problem. (Tulasi)

- Gdyby to zrobić z humorem i sympatią… Albo… pomyśl; też tytuły, ale chronologicznie...




7 comments:

  1. Jeśli ktoś był przed śniadaniem, to przepraszam za pierwsze zdjęcie:)

    ReplyDelete
  2. z humorem i sympatią - to dobre drogowskazy :-)

    ReplyDelete
  3. Pomysł z końcem na początku jest dobry. To zawsze intryguje. Tylko ten koniec-początek musiałby być powalający. Taki, żeby od razu czytelnik wciągnął i zatrzymał na dłużej... :)

    P.S. Łatwo powiedzieć:) Sam próbowałem ze sto razy i nadal pozostaje przy wierszach, a prozę tylko czytuję :)

    ReplyDelete
  4. Podziwiam tych , którym starcza cierpliwości, by zacząć i rzecz doprowadzić do końca.:)

    ReplyDelete
  5. Książka o wewnętrznym odnalezieniu... pomysł na bestseller :)

    ReplyDelete