Thursday, 30 July 2009

Spotkanie z Gwiazdą



Spotkanie z Gwiazdą

Potrzebuję refleksji! Dlatego pragnąłem Gwiazdy, ale nie chciałem oszukiwać. Dlatego włożyłem ją głęboko w talię, przetasowałem i dopiero wtedy wyciągnąłem ją uczciwie. Z zamkniętymi oczami.

Bardzo lubię Gwiazdę z Victorian Romantic Tarot. Naga, zmysłowa dziewczyna, o pełnych kształtach, wstydliwie zasłaniająca rękoma piersi, stojąca po uda w jeziorze. Jest noc, niebo rozświetlają gwiazdy. Na horyzoncie woda tylko nieznacznie odrysowuje się od nieboskłonu. Piękna karta.

Gwiazda w Tarocie jest kartą artystów, sztuki, nadziei, zaczątków czegoś nowego, jasnej przyszłości, kontaktu z własnym wnętrzem.

Wracając jeszcze do samego obrazu. Uderza mnie w nim jedna rzecz. Jest głęboka noc, jezioro, poza kadrem najprawdopodobniej dzika natura, a dziewczyna? Ma zamknięte oczy, uśmiecha się delikatnie i wydaje się być rozkosznie spokojna. Żadnego niepokoju. Całkowita harmonia, brak strachu. Uświadomiłem sobie, że dlatego, od samego początku, tak bardzo polubiłem Gwiazdę w tej talii. Dlatego, no i oczywiście ponieważ jest naga i ma trochę tłuszczyku, a to przecież cały ja :).
Czy można być tak spokojnym w obliczu wszystkiego co nas spotyka? I oczywiście wszystkiego co może nas spotkać. Trochę tego jest. To chyba wyjątkowo rzadkie. Nie wiem, czy znam kogoś takiego. Wszyscy czują niepokój. A może to moja wina? Ja tak czuję i myślę, że inni też? To jest problem. Wiadomo, że postrzegamy świat przez pryzmat siebie.

Nie chciałem filozofować. Nie po to wziąłem do ręki karty i długopis. Chcę wejść głębiej. Wyłowić zagubionego „ja”. Zwykle tak się właśnie dzieje – biegam, załatwiam, pracuję (nawet biorąc pod uwagę pisanie) i gubie gdzieś siebie, tracę kontakt. Poznaję to po tym, że rzeczywistość staje się dwuwymiarowa i sucha. Wszystko wydaje się płaskie, bezsmakowe, bezzapachowe. Nie lubię tego. Lubię czuć... Nie wiem jak to opisać... Jakieś głębszy sens życia. Kiedy wiem, przeczuwam istnienie innych światów; wyższych, spokojnych, mądrzejszych niż ten, kiedy prawie mogę poczuć na policzkach kosmiczny, mroźny i orzeźwiający wiatr wiejący z tamtej strony. To właśnie wtedy jestem najbliższy szczęściu i prawdziwego spokoju.
Wiem, że niektórzy mogą myśleć, że to jest właśnie klasyczny przypadek eskapizmu i oszukiwania siebie. To nie tak. Dla mnie jest to raczej przypomnienie sobie, że nie jestem stąd. Gdzieś tam, poza tą marną (marną w pewnym sensie – w innym to i tak jest wspaniały świat) rzeczywistością, znajduje się moje miejsce, gdzie czuję się jak ryba w wodzie.
Dlatego ważne jest mieć ten kontakt z sobą. Żeby nie dać się całkowicie wciągnąć przez ten, jak by to nie było, teatr. Jestem tutaj, mam coś do przerobienia, dostałem te... nie wiem, 60-70 lat jeśli będę miał szczęście i najważniejsze w tym wszystkim jest utrzymanie kontaktu z sobą. Wierności sobie. Nie sprzedawać się, nie pozwolić, żeby ten kołowrót wmówił nam, że jesteśmy jego częścią.

Znowu filozofuję. To właśnie tak jest – jak zmaganie się z prądem rzeki. Nawet jeśli próbujemy, nurt spycha nas na boki, popycha do tyłu, próbuje niezauważalnie zmienić szczery wysiłek na intelektualne wygibasy. Zwykłe ego.

No więc Gwieździsta Dziewczyno! Co chcesz mi powiedzieć swoim monalizowskim uśmiechem? Że czekają mnie niespodzianki? Że wkrótce spełnią się moje marzenia o przyjaciołach – artystach, straceńcach, bohemie? Kieliszek absyntu, joint, nocne eskapady po uliczkach Sewilli, w poszukiwaniu ostatnich, prawdziwych poetów Flamenco. Ciemnookie, tajemnicze Dony i moje heroiczne odrzucanie ich miłości, dla mojej jedynej wybranki serca... czy to właśnie mam z ciebie wyczytać Gwiazdo?



A może jeszcze głębiej, poza blichtrem. Może opowiadasz mi o spokoju, bezpieczeństwie, zrozumieniu, nocy pełnej jasnych gwiazd, blasku ogniska... nie, nie, ognisko to już cywilizacja i oszukiwanie natury. Mówisz o czasach, o których napisałem tyle wierszy. O bezinteresownej przyjaźni, cudach, przejściach do innych światów i poczuciu nieograniczonej wolności...

Pamiętam jak kiedyś mieszkałem w ośrodku wczasowym na Mazurach, pracując przy obsłudze pewnego festiwalu. Do jeziora było jakieś pół kilometra, może trochę więcej, przez las. Dużo zmartwień, konfliktów, niedopasowania, stresu, brak kasy – jednym słowem chaos.
Był lipiec. Około drugiej w nocy. Nie mogłem spać z powodu upału. Wyszedłem na zewnątrz popatrzeć na gwiazdy, posłuchać lasu, pozwolić nocnej bryzie przedmuchać umysł. Pomyślałem, że fajnie byłoby przejść się nad jezioro. I nagle poczułem strach. Drzewa zaczęły wydawać mi się złowrogie i groźne, księżyc drwiąco szczerzył trupie zęby, ciemne okna hotelu opowiadały o chorych tajemnicach, jak tych ze „Lśnienia”. Już miałem wrócić w panice do swojego pokoju, ale nagle powiedziałem sobie – nie! Nie pozwolę, żeby kierowały mną lęki wymuszone przez stres, niepokoje. Jest lato, lipiec pachnący lasem, żywicą, grzybami, niedaleko leży piękne jezioro. I pomaszerowałem wbrew sobie, wbrew irracjonalnemu lękowi. Kiedy doszedłem do plaży, po strachu nie zostało już nic. Czułem się wolny i oczyszczony. Ściągnąłem z siebie ubranie i nagi położyłem się na ciągle ciepłym piasku, patrząc w migoczące gwiazdy (tysiące, tysiące gwiazd!), słuchając szumu fal i drzew. Myślę, że wtedy najbliżej byłem tej nagiej, słodkiej dziewczyny z obrazu.

Jaki z tego morał? Czy ja wiem? Było mi wtedy dobrze. Wiedziałem co jest ważne.




8 comments:

  1. Pięknie, spokojnie...w sam raz na noc...i w dodatku bardzo plastycznie.Widziałam Cię leżącego na tym piasku:)

    ReplyDelete
  2. Ja Cię na piasku nie podglądałem, ale potrafię sobie wyobrazić ten strach. Też nieraz przydarzały mi się takie noce.
    A Tarotowa Gwiazda jakoś nigdy specjalnie do mnie nie przemawiała... Bardziej ciągnęło mnie do Maga (który prawdopodobnie reprezentuje mnie) i do Pustelnika. To są "moje" karty :)

    ReplyDelete
  3. slodko-winna - moja żona też czyta ten blog, więc uważaj z tą wyobraźnią;))

    Latarnik - to fakt, że praktycznie od samego początku możemy z całą pewnością określić nasze karty. Dla mnie to była Najwyższa Kapłanka i Gwiazda, bez względu na talię. Myślę jednak, że z czasem te rzeczy też mogą się zmienić. Np. w Victorian Romantic bardzo podoba mi się Diabeł:)
    Jakiej talii lubisz używać?

    ReplyDelete
  4. Tarota nie znam - raz mi "postawiono", ale lubię spokój Twoich słów...!

    ReplyDelete
  5. Dzięki Holden.
    Co do Tarota, często ludzie myślą, że to wróżenie i kojarzy im się ze starymi, umalowanymi babami i szklaną kulą:). W Tarocie odkryłem świetne narzędzie do docierania do siebie, jak choćby w tym tekście, powyżej. Świetna rzecz. Carl Yung korzystał dużo z kart w swojej pracy i chyba nawet napisał o nim książkę.
    Trochę więcej o Tarocie napisałem w innnych wpisach z tego działu (po lewej stronie u góry jest spis działów), jakby komuś się chciało, to zapraszam.
    No a tak w ogóle, to dzień dobry wszystkim:) Ide stworzyć jakieś śniadanie.

    ReplyDelete
  6. napisałeś, że nie wiesz jak opisać...

    nie zgadzam się zdecydowanie , bo opisujesz świetnie ! :)

    "Wiedzieć co jest ważne."
    Czasem mam wrażenie, że jestem blisko równowagi tylko po to, by znów gdzieś umknęła.
    ech.
    życie

    ReplyDelete
  7. Używałem kiedyś Tarota Marsylskiego i własciwie żadnego innego. Podobały mi się poszczególne karty w innch taliach, ale żadnej dla siebie nie nabyłem. Teraz używam wyobraźni, a karty od kilku lat w szufladzie leżą :)

    ReplyDelete
  8. Pięknie piszesz, Marcin.
    Tarota nie używam, boję się go, natomiast jestem jak to mówią: "czytającą znaki"- czyli uzywam run Odyna.
    Z pozdrowieniami

    czarodziejka

    ReplyDelete