Thursday, 2 July 2009

Notatnik




Ostatnie dziewięć dni spędziłem w łóżku (grypa - chyba nie świńską, skoro jeszcze żyję:) i wykorzystałem tydzień chorobowego i haj gorączkowy, żeby napisać coś nowego. Na razie jestem gdzieś w połowie, opowiadanie będzie miało z sześćdziesiąt stron (chyba, że gorączka utrzyma się dłużej i napiszę powieść- żart). Najpierw spróbuję porozsyłać je po papierowych wydawnictwach - marzy mi się wreszcie debiut, ale póki co wrzucam tutaj fragment surowego tekstu, żeby ożywić trochę bloga - nie pisałem ostatnio, bo przeprowadzka, brak internetu i ta (choć raz) pożyteczna grypa.

Opowiadanie będzie horrorem o dzieciach, koszmarach i tajemnicach. Dorośli występują w nim sporadycznie. Choć jednak będzie to kawałek o dzieciach, to z pewnością nie dla dzieci.
Po kilku dniach pisaniny utknąłem i dziś gryzłem już z tego powodu prześcieradło i co bliższe meble. Dlatego wszystkich gości proszę o wysyłanie w eter pozytywnej energii dla autora:)


Notatnik
(fragment)

Słońce schowało się już prawie całkiem za linią drzew. Ciągle było jasno i dzieci przez chwilę rozważały zbadanie zawartości notatnika na zewnątrz, w ogrodzie, gdzie trawa, drzewa i późnowiosenna, prawie już letnia bryza dodawałaby im otuchy. Kiedy jednak wyobraziły sobie, że zapadający zmrok miałby zastać jepoza bezpiecznymi ścianami domu, porzuciły ten pomysł i zaszyły się w pokoju Kropki.
Chłopcy usiedli na łóżku, Kropka zaciągnęła zasłony, zapaliła górne światło i usiadłszy obok braci, przecięła szwajcarskim scyzorykiem dratwę, która opinała okładki grubego brulionu. Bzdurek otworzył szeroko oczy i usta, a Kłopotek zaczął nerwowo kołysać się na boki. Kropka spiorunowała go wzrokiem.
- Masz chorobę sierocą, czy co?
Chłopiec posłusznie przestał się wiercić.

W większości zeszyt zawierał stare wycinki z gazet, z dopisanymi komentarzami i datami. Tak było przynajmniej gdzieś tak od czwartej strony. Początek zeszytu składał się jedynie z odręcznych notatek, również opatrzonych datami. Przewróciwszy pobieżnie kilka kartek, Kropka ze zgrozą uświadomiła sobie na co patrzy. Każda z notatek mówiła o zaginionym dziecku. Z trzaskiem zamknęła zeszyt i troskliwie spojrzała na braci, zastanawiając się ile zobaczyli.

- Co robisz? – spytał Bzdurek podnosząc zdziwione oczy na siostrę.
- Nie chcę, żebyście to oglądali – odpowiedziała szczerze Kropka. – Tutaj są opisane straszne rzeczy.
Kłopotek i Bzdurek popatrzyli na siebie i znów odwrócili się do dziewczynki. Zaskoczyła ją powaga i dorosłość w ich oczach.
- Siedzimy w tym razem siostrzyczko – powiedział starszy z chłopców. – Odkąd stałem się wilkiem, odkąd Bzdurek spotkał Złotą Kropelkę i odkąd próbowaliśmy ci pomóc uwolnić się od czarów Czarnej Kukułki, siedzimy w tym razem.
Kropka popatrzyła na Bzdurka, który pokiwał poważnie głową i dodał drżącym głosem:
- Strasznie się boję, ale myślę że Kłopotek ma rację.
Dziewczynka zawahała się przez chwilę, aż w końcu wyciągnęła ramiona i cała trójka objęła się mocno. Ostatni raz czuli się tak blisko po walce ze Ślepym Skrzatem, Psubratem i Czarną Kukułką.
- Kocham was maluchy – powiedziała ciepło. Chłopcy z zadowolenia okryli się rumieńcami. W końcu odsunęli się od siebie (ale nie za daleko). Z obawą, ale i z przeczuciem własnej mocy spojrzeli na leżący przed nimi złowrogi notatnik.
- No to zaczynamy – westchnęła Kropka i dotknęła okładki. W pokoju zrobiło się nagle chłodniej. „Ale bym chciał, żeby była tu teraz Złota Kropelka” – pomyślał Bzdurek. „Ale bym chciał, żeby to wszystko nie była prawda” – pomyślał Kłopotek. „Boże. Co my robimy?” – pomyślała Kropka.

Na pierwszej stronie, ktoś starannie wykaligrafował (jak osądziła Kropka, z pewnością dziewczęcym pismem):

1. „Albert Krztyna – listopad 1908, wychowanek sierocińca Wieży z Kości Słoniowej. Dwanaście lat. Pierwszy. O porwanie i morderstwo oskarżono włóczęgę, którego w następnego dnia po zaginięciu Alberta znaleziono z przedmiotami skradzionymi z biura dyrektora sierocińca, Anatola Zermana. Dyrektor leżał zakłuty nożem na podłodze swojego biura. Ciała chłopca nigdy nie odnaleziono. Włóczęgę powieszono. Opowiedział w 1933 roku p. Krzysztof Mrozek – w ówczesnym czasie stróż sierocińca, teraz woźny w szkole, w Małych Gajach.”

7 comments:

  1. genialnie piszesz
    z dzika rozkosza się to czyta

    ReplyDelete
  2. Intro niezmiernie intrygujące!
    keep going ;)

    Harry

    ReplyDelete
  3. Dzięki za positive vibrations chłopaki i dziewczyny. Czuję jak wena wraca;)

    ReplyDelete
  4. Lubie Cię czytać, marzę o Twojej papierowej książce...uważaj- moje marzenia się spełniają!

    ReplyDelete
  5. To jest też moje marzenie. Czasami jednak sobie myślę, że może już trochę za późno, żeby zrobić coś naprawdę dobrego. Ludzie zaczynają pisać na poważnie już jak mają 18 lat. W moim wieku to mają już warsztat jak marzenie i czasami niezły dorobek.

    Nie piszę tego w ramach kokietowania, ale naprawdę czasami się zastanawiam, czyz uda się jeszcze wystartować.
    No ale jeśli nawet bym wiedział na 100 % że nie, to i tak bym pisał. Nie ma lepszej frajdy:))

    ReplyDelete
  6. poproszę o ciąg dalszy, tak się nie robi z czytelnikiem! nabrałam apetytu, a tu już koniec...nader smakowicie się zapowiada.
    trzymam kciuki za publikację! może i ja się kiedyś odważę...

    pozdrawiam ciepło :-)

    ReplyDelete
  7. Szczerze mówiąc muszę sobie zrobić przerwę w pisaniu. Zabrnąłem w prawie czterdzieści stron i końca nie widać, a czuję jak moim słowm zaczyna brakować już magii.
    Dziś przyśniło mi się, że skończyłem całe opowiadanie, że wybrnąłem ze wszystkich problemów, że znalazłem wszystkie wyjścia, rozwiązania, pomysły. Kiedy się obudziłem, przez jakieś dziesięć sekund byłem taki szczęśliwy:))

    Zpbaczę co z tym zrobię, jak już skończę, ok? Najwyżej podeślę ci prywatnie;))

    ReplyDelete