Tuesday, 2 September 2014

O naturze miłości

   Hey ho comrades
   Przejechałem dziś spory kawał drogi na rowerze. W sumie po nic konkretnego. Nie chciałem spędzić całego dnia na skłocie. Rano dowiedziałem się, że dziś są urodziny Radharani, pomyślałem więc, że pojadę do świątyni pomodlić się przed Nią. Wpadłem tylko na chwilę. Za dużo ludzi, żeby siedzieć dłużej, po pięciu minutach zamiast spokojnej medytacji, zaczynają mnie wkurzać hałaśliwi, aroganccy Hindusi. Pięć minut mi wystarczyło. Później wróciłem na skłot, ugotowałem dla wszystkich gar mojej popisowej halawy, nawet biedni weganie się nie oparli słodkim zapachom. Biorę na siebie ich mały grzech:)
   Myślałem dziś o naturze miłości. Jechałem przez Londyn i przyglądałem się dziewczynom, bawiąc się wyobrażaniem sobie, jaką bylibyśmy parą z tą, czy tamtą. Żadna nie wywarła na mnie większego wrażenia. Później myślałem o moich dwóch miłościach. Im dłużej jestem sam, tym bardziej idealizuję obydwie dziewczyny. Nie pamiętam o trywialności, tarciach, ranach. Przypominam sobie momenty, kiedy okazywały bezinteresowną dobroć, pamiętam śmiech, żarty, zadumane spacery, wesołą grę w karty, kosmiczny seks. Dochodzę do wniosku, że dla mnie ważny jest idealizm miłości. Dlatego moje małżeństwo wytrzymało tak długo – stworzyłem sobie fabułę doskonałej miłości, nie zwracając uwagi na skazy. Kiedy Petia wyjechała, to zacząłem za nią tęsknić równie mocno, jak za Tanią. Może ja nie tęsknię za nimi, tylko za samą miłością? Za idealną Ukochaną („idealną” nie w sensie doskonałości, ale przynależącą do świata idei).
   Jest w tym coś kojącego. Nie wiem, czy potrafię to dokładnie wytłumaczyć... Skoro tęsknię za idealną Ukochaną, to utrata tej czy innej osoby, nie jest tak naprawdę ostateczną utratą, a tylko transformacją mnie samego. Swój ideał zabieram ze sobą, nikt nie może mi go odebrać. W ten sposób tęsknota i utrata nie są ostateczne, ani trywialne („miał żonę, znalazł kochankę, kochankę też stracił, teraz ma za swoje”). Są idealne, przynależą do wymiaru uczuć, ducha, nie do materii z jej przyczynowo-skutkową niewolą, czy jeszcze gorzej – do osądu społecznej moralności.
   Ciekawe uczucie, coś nowego – spokój i jakiś rodzaj wewnętrznej pełni płynący z przekierowania tęsknoty za T i P, na niezidentyfikowany, nieokreślony, lecz jednocześnie wewnętrznie znajomy obiekt miłości.
 

1 comment:

  1. Londynu na rowerze ..zazdroszczę ...rozterek milosnych ...hmmm...3maj się, bo to jednak chyba ciężkie chwile...ale tak to bywa w milości;)

    ReplyDelete