Thursday, 4 September 2014

Skipping day


 Fajnie się zaczął dzień. Spałem tylko jakieś pięć godzin. Zasiedzieliśmy się z Tadasem przy muzyce i joincie. Ale udało mi się wstać wcześnie. Całą grupą pojechaliśmy na rowerach do Vauxhall, na targ warzywny, na tzw. skipowanie (pochodzące z prastarego zwyczaju słowiańskich plemion zbierackich). Nazbieraliśmy chyba tonę warzyw, owoców i kwiatów. Objuczeni ruszyliśmy naszą karawaną z powrotem na skłot. Laura I Liapa szorują wszystko, a ja już się wziąłem za gotowanie. Warzywa się pieką, sałatka zrobiona, wszyscy czekają na wyżerkę.
   Cholera, nie chce mi się stąd odchodzić. Ciągle mam nadzieję, że uda mi się awansować z pozycji gościa na rezydenta.

* * *

   Już po jedzeniu. Wyszło pyszne. Wszyscy odlecieli. Codziennie gotuję coś dobrego dla wszystkich. Była halawa, pieczone ziemniaczki, kitri, zupa ogórkowa, dziś pieczone warzywa. Lubię gotować dla przyjaciół. Czuję się potrzebny.

* * *

   Po jedzeniu włączyliśmy cygańską muzykę i zaczęliśmy wszyscy tańczyć jak szaleni.

2 comments: