Thursday, 18 September 2014

Prawie weekend, alienacja, przeczekanie

 
Czwartek wreszcie. Jutro tylko trzy godziny w pracy i weekend!
   Jutro wieczorem jadę do Brixton. Emma, znajoma Tomasa, której powiedział, że szukam miejsca, skontaktowała mnie z jakimś skłotem, który już jest tam sześć lat. Właśnie szukają pary, żeby się dołączyła. Z jednej strony niekoniecznie chce mi się mieszkać na skłocie, ale gdy pomyślę, ile kasy udałoby się odłożyć, gdyby nie trzeba było płacić czynszu... Mógłbym spłacić długi, odłożyć na święta, na wakacje, na akordeon. Nie trzeba by się było zarzynać. Poza tym dziesięć minut na rowerze od mojej pracy. Jutro sprawdzę, jakie są warunki mieszkaniowe i towarzystwo. Nie mogę Petry sprowadzić na jakąś melinę.
   Nudy trochę. Praca-skłot-praca. Nie mam tutaj bliskich przyjaciół. Ileż można oglądać Star Treka i ćwiczyć skale? Wynajduję sobie mniej i bardziej twórcze zajęcia, ale bez interakcji z innymi, to trochę jałowe. Ale lepsze to, niż nic nie robienie i się użalanie. Coś przynajmniej z tego zostanie – umiejętność grania na melodyce, czeski język, rysunki, wpisy w dzienniku, odłożona kasa. Momenty zastoju staram się zwykle wykorzystać na naukę nowych rzeczy. Później, kiedy życie znów ruszy, dobrze jest mieć dostęp do nowych skillsów:)
   Sprawdziłem konto dziś rano i okazało się, że nie mam ani na piwo. Na szczęście jutro pierwsza wypłata. Odłożę większość i zostawię jakąś dwudziestkę na przeżycie tego tygodnia.
   Kosmitę narysowałem w pracy. Nazwałem go „Alienacja”. Kiedy nie mam towarzystwa ludzi podobnie myślących i czujących, czasami czuję się, jak na innej planecie.

No comments:

Post a Comment