- Dzień dobry, Marcelino.
- Dzień dobry, dziewulino.
- Ej! Nie mów mi tak, wiesz, że nie lubię.
- No to przepraszam. Dzień dobry księżniczko.
- Jaki miałeś dziś dzień? Spotkałeś jakieś skrzaty albo wróżki?
- Chyba nie, przynajmniej nie zauważyłem. Ale byłem u barbera.
- Barber, to taki fryzjer, nie?
- Oh, jakaś ty nieświadoma! To tak jakbyś smażacza frytek w McDonaldzie nazwała szefem kuchni. Barber to coś więcej. Takie spa dla facetów. Siadasz w skórzanym fotelu, jak z filmu. Dostajesz szklaneczkę whiskey i otatuowany barber z tunelami w uszach zabawia cię męską rozmową...
- Jaka to jest męska rozmowa? Rozmawiacie o pistoletach i ujeżdżaniu koni? Hi, hi...
- Nie mogę ci powiedzieć. Kiedy wchodzisz do barbera podpisujesz dokument, w którym przysięgasz na Pana Boga, że żadna dziewczyna nigdy nie pozna od ciebie tajemnicy barberskich rozmów...
- Phi...
- A później zaczyna się rozkosz. Gorące ręczniki na twarzy, ostra, przerażająca brzytwa, wonne balsamy, toniki i pomady...
- Prawdziwa brzytwa?! Nie boisz się pozwolić obcemu człowiekowi przyłożyć ci do szyi śmiercionośne narzędzie?
- Hmm... Przyznaję, jest to trochę dziwne...
- To teraz wszystko rozumiem. Oddając swoje życie barberowi, pozwalasz, żeby nawiązała się między wami głęboka więź... Stąd te tajemnice...
- Nabijasz się?
- Nie, mówię całkiem poważnie. Fajne to. Powiesz mi coś jeszcze o tym?
- Nie. Już i tak za dużo ci powiedziałem, mademoiselle. A później poszedłem do księgarni, żeby kupić sobie jakąś książkę. Do pięćdziesięciu złotych, nie więcej. Ale już wchodząc, wiedziałem, że popełniłem błąd. Ponieważ przypomniałem sobie, że wyszły dzieła zebrane Jeremiego Przybory. I wiedziałem, że muszę je mieć. Miałem przy sobie trzysta złotych. Po wizycie w Empiku zostało mi dwadzieścia. Nawet nie wystarczyło, żeby zatankować samochód.
- I jak wróciłeś do domu?
- Na oparach.
- Lubię to w tobie, Marcelino kochany.
- Co takiego?
- Że jesteś taki niepraktyczny czasami.
- Nie zawsze!
- No przecież mówię, że czasami, nie zjeżaj się. I tak cię kocham.
...
- A ciebie co dzisiaj spotkało?
- Ty mnie spotkałeś.
- I nic więcej?
- Dzień jeszcze młody. Zobaczymy...
- Posłuchasz ze mną muzyki? Znalazłem takiego pianistę.
- Chcę, bardzo. Uwaga, przytulam się.

Czyli jednak kupiłeś...
ReplyDeleteKupiłem. I teraz do konca tygodnia nie mam kasy ani na paliwo ani na jedzenie:) Na szczescie mam sporo mąki, makaronu i fasoli w puszce;))
DeleteStrawa dla umysłu jest ważniejsza ;) Jak to mawiają: z głodu się nikt nie zesrał.... :):)
ReplyDelete