I nigdzie się wczoraj nie wybrałem. Z popołudnia zrobił się wieczór, i dzień przeleciał.
Dziś też nie wiem, czy się pozbieram. Pruszy śnieg. Może po prostu nagotuję coś dobrego i poczytam książkę. Po Wojnie i pokoju nabrałem smaku na Tołstoja. Zastanawiam się nad Anną Kareniną.
Jutro mam wizytę u barbera, którą odkładałem już za długo; zarosłem jak leśny dziad:)
Odczuwam silnie samotność. Jest to nieprzyjemne, zimne uczucie, ale staram się pozostać otwarty i z pokorą asymilować lekcję. Nie chcę szukać na siłę nowych znajomości. Po pierwsze męczą mnie powierzchowne relacje, w tym momencie szukam czegoś głębszego. Po drugie jestem wyczerpany emocjonalnie po świeżym wyjściu z toksycznego związku. Nie potrafię wyobrazić sobie w tym momencie, że mógłbym otworzyć serce przed kimś. Muszę najpierw wyleczyć emocje.
Najbardziej pomaga mi w tym podróż. Zastanawiałem się, czy już w ten weekend nie pojechać do Wenecji, ale ma tam cały czas lać, więc bez sensu.
Zaprosiła mnie Sibila. Fajna osoba. Chorwatka, była kiedyś moją szefową w restauracji w Birmingham. Jak wszyscy kucharze, darliśmy ze sobą koty, ale polubiliśmy się i pozostajemy w kontakcie. Mieszka we Włoszech, wyszła tam za mąż. Jej mąż to stary hipis, który wygląda jak Michael Caine w Children of Men:)
Odczucia na dziś:
1. Samotność.
2. Smutek.
3. Ulga: że już nie muszę robić śledztw, chodzić na palcach, bo lada moment coś może wybuchnąć, walczyć o akceptację, odkrywać coraz to nowych kłamstw, czuć się jak petent ubiegający się o audiencję, a nie jak kochany partner, być lekceważonym, poprawianym, krytykowanym, taken for granted. Piszę to bez złości (choć może tak zabrzmiało). Główne uczucie w związku z tym, co napisałem, to właśnie smutek. I paradoksalnie tęsknota. Ale to jest naturalne na tym etapie. Nie można spłukać z siebie w ciągu kilku dni tych uczuć, energii, nadziei i planow, ktore zainwestowało się w bliską osobę. To zajmie trochę czasu.
4. Głód (leżę w łóżku i jeszcze się nie zebrałem, żeby zrobić śniadanie:).
5. Rozczarowanie ludźmi.
6. Bardzo mała, ale jednak jakaś tam nadzieja, że najlepsze przede mną i po ostatnim dysonansie wreszcie los się odmieni.
No comments:
Post a Comment