
Zapisałem się dzisiaj na terapię. Rozmawiałem ze znajomą. Zwierzyła się, że znalazła niedaleko darmową terapię dla DDA. Próbuję jeszcze szukać znaków, więc zadzwoniłem i załatwiłem wizytę. Potrzebuję pomocy w poradzeniu sobie z tym wszystkim. Chowanie się za byciem artystą i coraz większym spożyciem alkoholu to raczej doraźne rozwiązanie. Prawda jest taka, że byłem w ciężkim, toksycznym związku i zostawiło to na mnie piętno. Nie będę wchodził w szczegóły. Kiedy sobie przypominam niektóre sytuacje, to jest mi wstyd, że na to pozwalałem. Łącznie z fizyczną przemocą. Ale chyba jeszcze bardziej jest mi wstyd, że nabawiłem się syndromu sztokholmskiego i tęsknię za tą osobą, usprawiedliwiam ją, przeżywam jej brak, mam ogromne poczucie winy, rozwala mnie dysonans poznawczy, bo z jednej strony wiem, że kończąc to, podjąłem dobrą decyzję, a z drugiej myślę sobie, że może wcale nie. Fuck... Byłem już kiedyś na terapii, więc wiem, że jest to dla mnie pomocne. Sam fakt wygadania swoich uczuć, ich walidacji, daje nadzieję i pozwala poczuć się zakotwiczonym w tej rzeczywistości.
Część dnia spędziłem aktywnie. Naniosłem drewna do kuchni i pokoju, bo mróz coraz bardziej dokucza. Zniosłem z auta skrzynki z towarem. Rozdzieliłem obrazy, pocztówki i wydruki na części. Nie ma sensu wozić ze sobą wszystkiego. Usmażyłem ziemniaków z cebulą i papryką, dorzuciłem trochę kukurydzy z puszki, starczyło mi na cały dzień. Później poszedłem do Żabki po wino, fajki i chipsy. Włączyłem House'a, żeby trochę oderwać się od rzeczywistości.
A to dopiero piąta. Z niechęcią czekam na wieczór. Najpierw nie będę mógł zasnąć, ale uda się. Później obudzę się w środku nocy i do świtu będę się szarpał z bezsennością. Aż koło siódmej wstanę, zrobię kawy, zapalę papierosa.
Kiedyś coś się w końcu wydarzy.
Błogosławieni psychoterapeuci albowiem niosą ulgę strapionym. To dobrze, że się na to zdecydowałeś, bo trzeba przerwać to błędne koło.
ReplyDeleteTeż tak myślę. Tyle lat tkwić w czymś takim, to może człowieka złamać.
Delete