Kiermaszów udało się załatwić sporo, prawie cały grudzień będę w ruchu, najwięcej w Tychach. No i tyle, kości zostały rzucone.
A oprócz tego? Nastrój w miarę ok. Czasami łapie mnie smutek, nuda, bezsens, ale znam to na tyle, że pozwalam temu płynąć, wiem że przejdzie. Zaczął się nowy rozdział życia, człowiek potrzebuje chwilę, żeby się zsynchronizować. A tak naprawdę coraz częściej czuję radość i nadzieję. Tyle jest jeszcze rzeczy, które mnie czekają, ludzi, uczuć, wyzwań, perspektyw. Fajne to.
Miałem dziś mocny, mistyczny sen. Jeden z tych, że trochę wiem, że śnię i czuję, że dzieje się coś mistycznego, ważnego. Nie wiem, czy było w nim głębsze znaczenie, ale takie właśnie było odczucie. Spałem i nagle poczułem, że ciągle śpię, ale jestem świadomy, w swoim pokoju, w ciemności, z mrozem za oknem. Porzuciłem ciało i pofrunąłem przez okno, zachłyśnięty wolnością, lataniem, pędem. Później zgubiłem wrażenie świadomego snu, ale i tak było ciekawie. Byłem w Londynie, na imprezie z ludźmi z pracy. Po którymś drinku popatrzyłem na wieczorne chmury i poczułem zachwyt pomieszany z niepokojem. Były piękne, dziwne, nietypowe. Popatrzyłem wtedy wyżej, widać już było gwiazdy, a one też były dziwne, łączyły się w pradawne wzory. Przypomniało mi to mój trip po grzybach sprzed lat. Popatrzyłem na resztę paczki.
- Czy ktoś wrzucił mi coś do drinka?
Chloe popatrzyła na mnie speszona.
- Trochę grzybów...
- Fuck... Ja nie mogę brać grzybów, miałem kiedyś bardzo złego tripa, zbyt potężnie to na mnie działa.
Chloe wzruszyła ramionami.
- Sorry.
No nic, będę musiał dać sobie z tym radę. Niebo stawało się coraz bardziej szalone, kolorowe, zacząłem tracić kontrolę. Bałem się, ale równocześnie traciłem dech z zachwytu nad pięknem tego wszystkiego. W którymś momencie pośród gwiazd pokazała się gigantyczna dłoń i pogroziła mi palcem...
Taki miałem sen.
PS. Zdjęcie z pewnego pięknego jesiennego dnia.
Kiermasze okażą się sukcesem i wyprzedaż się kompletnie - tak antycypuję. Masz jakiś kontakt z przyjaciółmi z Londynu?
ReplyDeleteZobaczymy z kiermaszami, może tak, a może nie, ale jakoś mam w sobie coś takiego, że nawet jeśli teraz pójdzie kiepsko, to nie zmieni to mojego nastawienia. Po prostu będę pchał to do przodu, budował swój świat wokół tego.
DeleteCo do Londynu, to mam kontakt z dobra przyjaciółką, która akurat jest Hiszpanką i mieszka już w Barcelonie. Ale czasami na FB zagadam z kimś stamtąd, miałem kilku dobrych znajomych. Lubiłem tam być, inny świat.