Rano zrobiłem sobie kawę i pojechałem pod Orbitę. Wziąłem prysznic na siłowni. Karol zaprosił mnie na Postój na herbatę, 12 minut rowerem, więc mam blisko. Lubię chłopaka. Młody, szczery i trochę zapalczywy pancur o dobrym sercu. Posiedziałem z dwie godziny, pogadaliśmy, ale choróbsko nie puszczało, dostałem dreszczy i wróciłem trzęsąć się do Włóczęgi.
Chodzi mi po głowie Berlin.
Trochę się zafiksowałem do tej pory na dwóch możliwych drogach: albo zostanie we Wro albo moja smętna wiocha. Obie opcje są kiepskie. Wiocha to trochę jak pogrzebanie się żywcem, a Wrocław to spalone miejsce.
Ale przecież jest jeszcze cały świat. A Berlin kojarzy mi się z artystycznym wajbem. Sprawdziłem temat vanlajfu, jest tam dużo miejsc. Wziąłbym rower, obrazy i po prostu zaczął poznawać to miejsce. I'm still alive, Nawet pomimo tej nieszczęsnej pięćdziesiątki xd. Zresztą nikt mi nie daje więcej niż 40, więc jest dobrze:)
Na razie daję tej myśli dojrzewać w sercu.

Jeśli znasz niemiecki, Berlin może być niezłym pomysłem. Albo Amsterdam. W angielskim jesteś biegły, tam prawie wszyscy mówią po angielsku.
ReplyDeleteJa trzeci tydzień jestem chory. Wyjechałem w góry na urlop w końcu lutego z grypą typu A (potwierdzona w teście combo), paskudne cholerstwo. Dwa tygodnie grypy i teraz powikłania pogrypowe w postaci wciąż mocnego suchego kaszlu, który wywołuje zapalenie krtani (jedno drugie napędza). Końca nie widać.
Oj! Przykro mi, że tak cię rozłożyło. Grypa to paskudztwo. Ja 3 razy miałem covida, mam nadzieję, że juz mi da spokój. Kuruj się.
DeleteCo do niemieckiego, nie znam ani w ząb:) Moje dwa obce języki to angielski i hiszpański.