Przyjechałem właśnie na wioskę. Zasypało śniegiem. Jestem zmęczony po tygodniu w pracy, ale w dobry sposób. To był ważny i wyjątkowy tydzień. Coś we mnie puściło. Ten czas z dobrymi chłopakami, fizyczny wycisk, wpływ gotówki. Proste rzeczy, które budują. I nie było cały czas różowo. Wracały myśli o ostatnim roku. Ale nie były już tak silne i długotrwałe. Pozwalałem im płynąć.
Lubię siebie w tym stanie. Kiedy czuję się pełny, czuję że mam sens, że jestem dorosły, spokojny. Tak naprawdę to chyba moja największa ambicja. Żeby być spokojnym oparciem dla siebie.
Jutro zrobię pranie, zostawię trochę zimowych ciuchów, wezmę letnie, wymienię książki, posprzątam Włóczęgę, wymienię opony na letnie.
W poniedziałek wracam do pracy i na święta chyba znowu przyjadę na wieś. Z Oświęcimia mam tylko 80 kilometrów. A po świętach? Może jeszcze pociągnę trzeci tydzień w pracy.
Odezwał się dzisiaj do mnie znajomy z Wrocławia. Pracuje z drzewami i zbiera załogę do pracy. Myślę, że na jakiś czas to byłaby fajna sprawa. Kolesia lubię, kasa się przyda, mógłbym pooddawać długi, odłożyć coś, uziemić się. Po 3 tygodniach na placu budowy, arborystyka będzie wiosenną przyjemnostką xd
A teraz herbata i film. Zostaję na noc we Włóczędze. Nie chciało mi się palić w piecach:)

Czasami najtrudniej o wyrozumiałość dla samego siebie. Praca z drzewami, po tak ciężkiej pracy fizycznej, może rzeczywiście być wiosenną przyjemnością:)
ReplyDeleteMasz rację, Adam. Wyrozumiałość dla siebie to jest najtrudniejsza praca dla mnie osobiście. Jak nie być dla siebie najsurowszym sędziom, nie?
Delete"Sędziom" 🤦
Delete