Saturday, 19 September 2009

Drugi dzień weekendu



Drugi dzień weekendu. Śmierdzę czosnkiem, którym próbuję leczyć grypę. Próbuję, ale bez większego entuzjazmu. Jakaś część mnie chciałaby zanurzyć się w chorobie i choć na chwilę wyłączyć z codziennego życia. Przez chwilę nie musieć się martwić pracą, ludźmi, przyszłością, ale po prostu leżeć i usprawiedliwiać się przed światem – „Jestem chory, mam prawo do niedziałania!”.

Wypiłem trochę wina, wypaliłem skręta, próbując obudzić kreatywność i refleksję. Zanurzyć się w marzeniach, wysyłać telepatyczne wezwania do utraconego ducha opiekuńczego, wspominać. Słońce przygrzewa, być może ostatni raz w tym roku. W końcu to już koniec września. Niedługo nie będziemy już suszyć prania w ogródku.

Marzenia. O czym marzę ostatnio? Żeby wszystko się zatrzymało. Żeby ktoś pojawił się z powietrza, popatrzył mądrym, wyrozumiałym wzrokiem i zaprosił do domu, w lesie. Posłuchał moich historii i niedopracowanych planów, opowiedział o swoich, a potem zostawił klucz i powiedział, że wróci za rok, a w międzyczasie nikt nie będzie niczego ode mnie chciał, tak więc mogę się zrelaksować, wyciągnąć długopis i zająć się wreszcie sobą – napisać powieść – bestseller, który porwie tysiące serc, chodzić po górach (albo nad jeziorami, czy po plaży – nie ma znaczenia), codziennie mówić mojej ukochanej, jakie mieliśmy szczęście, że się znaleźliśmy, modlić się do odległego Boga, żeby zbliżył się choć odrobinę, choć wcale się nie staram...

Rozmawiałem dziś z Tarotem. Rozsiadł się wygodnie, rozłożył karty na pufie i uśmiechnął się Królową Kijów. Królowa stanęła dumnie w ogrodzie, podniosła do góry i tak zadarty nosek, po czym pogroziła mi placem. O co cholera jej chodziło? Że rozczulam się nad sobą? Więc drążyłem bardziej. W końcu odczytałem karty. Zdawało mi się, że oszukiwałem w interpretacji, próbując czytać po swojemu, żeby był happy end i pomyślne spotkania z posłańcami od Koła Fortuny. Tarot podwinął wąsy, poprawił muszkieterowski kapelusz i powiedział, że nie mam się o co martwić. Nasiona zostały zasiane, strzały wystrzelone, Królowa Denarów czeka na mnie ze skarbem, pozostaje więc tylko czekać, pokazać trochę cierpliwości.

Włączam „Greka Zorbę”. Tego mi dziś potrzeba.

8 comments:

  1. Zdrówka zycze w takim razie:) Coś duzo osob sie rozchorowało ostatnio...
    A ja czosnek bardzo lubię, mogłabym jeść ze wszystkim.
    Swietna ilustracja ta pierwsza na górze.

    ReplyDelete
  2. w takim razie czekaj, jedz czosnek, pal skręty i tańcz z Zorbą :-)

    ReplyDelete
  3. Sorry Emma,że nie pogadałem na czacie, byłem na zakupach, dopiero teraz Cię zobaczyłem.
    Czosnku już nie jem - dpszedłem do takiego nasycenia organizmu, że śmierdzę już przez skórę. Tania zapala kadzidełka, ale to i tak nic nie pomoże:)
    Wracam do Zorby.

    ReplyDelete
  4. Hmmm... Przechoruj to swoje przeziębienie i nie nadużywaj czosnku :) Na kaszel - jakbyś miał - polecam korzeń lukrecji. Jak coś to przepis podam :)

    Intryguje mnie ten Tarot...

    ReplyDelete
  5. Ja też na chorobę lubię wino i zanurzenie się w bezczasie.

    ReplyDelete
  6. Zorba jest wspaniały - film już słabo pamiętam, ale książkę czytałam przed rokiem.

    Zdrowiej, odpoczywaj, śpij i śnij - przesyłam mnóstwo pozytywnych myśli :)

    ReplyDelete
  7. mamy podobne tęsknoty - Żeby ktoś pojawił się z powietrza....

    ReplyDelete
  8. tak, czosnek tez pojawia się z powietrza, hehe

    ReplyDelete