Saturday, 5 September 2009

Hiszpańskie żony



Hiszpańskie żony
(sen)

Idę ulicą. Przechodząc obok starej fontanny, uświadamiam sobie, że starożytna rzeźba kryje w sobie jakiś mechanizm. Uruchamiam go i nagle spod ziemi wysuwają się cokoły, będące częścią podziemnej konstrukcji. Na cokołach stoją przepiękne, młodziutkie, hiszpańskie żony. Okazuje się, że czekały w ziemi od tysięcy lat, schowane tam jeszcze za poprzedniej cywilizacji, jako rezerwa żon. Cywilizacja upadła, ale rezerwa jakimś cudem się zachowała. Wkrótce wieści się rozchodzą. Jest miła, zrelaksowana atmosfera. Mężczyźni podchodzą, rozglądają się, wybierają sobie żonkę, według gustu, a wybór niełatwy, ponieważ każda jest piękna i każda od razu cię kocha.

Również wybieram sobie jedną, ale okazuje się, że coś jest z nią nie tak – postanawia, że choć mnie kocha, będę tylko jej przyjacielem, a ona wyjdzie za kogoś innego. W ten sposób będziemy zawsze mogli rozmyślać i delektować się niespełnioną miłością. W ogóle mi się to nie podoba i zastanawiam się, dlaczego zawsze muszę mieć takiego pecha.

A później lekka zmiana – to już nie tylko żony, ale całe rodziny wychodzą spod ziemi i osiedlają się u nas. Imigranci z przeszłości, którym udało się przetrwać zagładę Atlantydy. Od razu pojawia się konflikt pomiędzy ludźmi z przeszłości i teraźniejszości.
Nie podoba mi się to. Wskakuję na murek i zaczynam przemawiać po hiszpańsku. Mówię, że powinniśmy się szanować i kochać, że to wspaniała okazja, żeby uczyć się od siebie, mamy sobie tak wiele do ofiarowania. Pueblo unido jamas sera vencido. Nagle zdaję sobie sprawę, że ponieważ przemawiam tylko po hiszpańsku, Hiszpanie mogą myśleć, że „piję” tylko do nich, robię więc drugą wersję przemowy, tym razem po polsku.

Wszyscy są zawstydzeni swoim egoizmem. W końcu padają sobie w objęcia i mieszkańcy miasta zabierają podziemnych Hiszpanów – Atlantydów do swoich domów.
Jestem szczęśliwy, zadowolony z siebie, z tego, co udało mi się dokonać. Zeskakuję z murku i idę przed siebie, czekając, aż mnie też ktoś obejmie i doceni, jak w prawdziwym happy endzie. Rozglądam się za „moją” hiszpańską żoną, ale widocznie znalazła już kogoś, z kim będzie mogła nieszczęśliwie żyć i rozpalać w ten sposób naszą niespełnioną miłość. Wzdycham ciężko, wzruszam ramionami i samotny odchodzę.



6 comments:

  1. Sen jak gotowe opowiadanie. Niespełniona miłość jak mechanizm zegara, starannie odmierzający słowa.Delektować się niespełnieniem. Ach, cóż za rozkosz;)

    ReplyDelete
  2. sen się kończy - gdy piękny (jak ten) odchodzić się nie da (pozostaje w Tobie), gdy zły - robisz wszystko lub wiele, by zapomnieć, ale też... (pozostaje w Tobie)

    ReplyDelete
  3. Urzekająca wizja, świetnie się to czyta...

    ReplyDelete
  4. Nic tylko pisać, pisać, pisać..

    ReplyDelete
  5. Sen pełen znaczeń. Jak to sny :)
    Zgadzam się z Latarnikiem.
    Nic - tylko pisać.

    ReplyDelete
  6. Dzięki za komentarze ludziska. Dużo od was zbieram inspiracji i wiary w siebie. Jestem wdzięczny.

    ReplyDelete