Saturday, 12 September 2009

Wybrnąłem:)



Uff, skończyłem.
Od samego początku nie miałem pojęcia, gdzie zaprowadzi mnie opowieść. Każdy akapit był niespodzianką i w niejednym momencie doszedłem do wniosku, że w tym szaleństwie, niestety nie ma żadnej metody. W końcu jednak odnalazłem drogę i dotarłem bezpiecznie do celu. To znaczy tak mi się wydaje. Czytelnicy mogą dojść do zupełnie odwrotnego wniosku:). No ale jestem zadowolony. Nawet jeśli tylko ja rozumiem, o co chodziło, pisanie sprawiło mi sporą frajdę.

Poza tym gardło ciagle boli (w czwartek mam lekarza), jutro dwunastogodzinna zmiana (oj, jak ja "kocham"niedziele), wywaliłem paczkę tytoniu (który to już raz?)... w sumie nie mam na co narzekać. Na czas obecny czuję satysfakcję.

11 comments:

  1. A zdjęcie tak, na wspomnienie krótkiego i ulotnego lata.

    ReplyDelete
  2. I dobrze, że Ty jest zadowolony!!! To pierwszy sukces na mecie! I zdrowiej:)

    ReplyDelete
  3. ciekawa jestem dokąd Cię zaprowadziło to opowiadanie :-)

    ReplyDelete
  4. Kurczę, a ja uwielbiam takie pisanie bez planu. Potem jak się czyta całość, to człowiek się zastanawia jakim cudem dobrnął do końca :) Ale z twoim warsztatem to każde pisanie jest skazane na sukces. Powodzenia.

    ReplyDelete
  5. Dzięki Małgorzato, ale przesadziłaś:). Mój warsztat jest jeszcze w powijakach. Ale zabawa faktycznie przednia:) No i ta satysfakcja na koniec. A jeśli jeszcze by mi za to ktoś zapłacił, to już w ogóle:)

    Za opowiadanie, które "sprzedałem" ostatnio, dostałem pieniądze w zeszłym tygodniu. Całe 400PLN po podatkach:). Zamówiłem sobie prenumeratę Fantastyki i SFFiH, do Anglii. Choc trochę Polski...

    ReplyDelete
  6. Emma - możesz dowiedzieć się z pierwszej ręki. Sprawdź maila:)

    Holden - masz rację. No ale kiedy inni też docenią, satysfakcja jeszcze większa.

    ReplyDelete
  7. Bardzo inspirujący i wciągający blog.Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  8. Dzięki Inga. Zawsze jesteś mile widziana:)

    ReplyDelete
  9. Trzymam kciuki za powodzenie!
    Eh, praca po 12 godzin, rzucanie palenia, wieczne kompromisy z życiem - to jakbym czytała o sobie z moich lat we Francji. Nie wiem, czy teraz jest mi lepiej - ale na pewno bliżej do Krakowa ;)
    Powodzenia raz jeszcze :)

    ReplyDelete