Thursday, 10 September 2009

Utknąłem




Utknąłem:).
Proces twórczy dzieje się boleśnie, moje oniryczne pomysły mnie zawodzą, akcja się nie klei, zmieniam koncepcje z prędkością światła, po pierwszych czterech stronach ukręciłem łeb oryginalnemu pomysłowi, ponieważ mnie znudził, a teraz się boję, że wszystko to wyjdzie poszarpane i niestrawne.
Oprócz tego mi się nie chce, boli mnie gardło, jutro znowu goście, nie cierpię Anglii, jestem na debecie i nie lubię szefowej. Poza tym mam coraz więcej siwych włosów, dwudziestolatkowie myślą, że nie jestem już cool, myślę, że mam za mało czasu, nie chce mi się czytać książek, bo pewnie za dużo siedzę na internecie, popalam tytoń (i nie tylko), a później mam wyrzuty sumienia. I jeszcze: skończyły się lata dziewięćdziesiąte, a nowe tysiąclecie jest głupie i za szybkie, nie mam do kogo otworzyć gęby, a jeśli mam, to mi się nie chce, pierwszy raz w życiu mam tłuszcz na brzuchu...

Ufff. Lepiej mi...:)

13 comments:

  1. http://www.youtube.com/watch?v=Xg7p3LJZngU&feature=PlayList&p=183C73BB5642B510&index=0&playnext=1

    ;)

    Harry

    ReplyDelete
  2. !!! jakże wprost, jakże prosto, jakże ujmująco I JA CIĘ ROZUMIEM (jak cholera) - POZA ZŁĄ SZEFOWĄ - wszystko się zgadza:)))))))))

    ReplyDelete
  3. poczekaj :-) nie tak nerwowo:-) mówię o tych pomysłach, którym ukręcasz łebą może się musisz zresetować literacko? często mi się zdarza mieć uczucie, że już NIC nie napiszę, nie wymyślę...a później słowa same przychodzą, dobijają się do mnie natarczywie.
    a jeśli chodzi o Twój pobyt w Anglii... Wracaj! przyjmiemy Cię chlebem i solą :-))

    ReplyDelete
  4. Emma - Oprócz chleba i soli przydałoby się trochę sera, truskawek i książek:) No i dach nad głową. Nie wiem czy umiałbym teraz żyć w Polsce. Po 10 latach włóczenia się za granicą, przeraża mnie praca w kraju, za 1200... No ale chciałbym wrócić. Gdyby spadł mi z nieba domek w Beskidach, albo Bieszczadach (a nawet na Mazurach:), to bym wrócił i spróbował postawić wszystko na pisanie.

    Holden - miło wiedzieć, że wszyscy jesteśmy tacy sami:) Tak samo trzeba walczyć o prztrwanie.

    Harry - dzięki za linka, ale chyba na razie to za słaby dopalacz dla mnie:)

    ReplyDelete
  5. Hmm. Skądś znam tę pisarską niemoc. Szefa mam ok, ale prezesa do kitu za to. Do Anglii chętnie bym pojechał, ale nie w ciemno i najlepiej od razu z rodziną :)

    ReplyDelete
  6. Marcinsen! wiem, wiem, mało kto wyjeżdża z własnej woli - większość dlatego, że musi.

    a o Bieszczadach nawet nie mów, bo mi serce krwawi...drewniana chałupa w okolicach Cisnej to moje marzenie od zawsze!

    ReplyDelete
  7. Chałupa w Bieszczadach to i jedno z moich marzeń... A może zróbmy zrzutkę i kupmy coś razem? Żeby było gdzie jeździć na wakacje :) :)

    ReplyDelete
  8. Latarniku!
    jestem za! Ty będziesz naszym skarbnikiem, ok? tylko nie zdefrauduj kasy na płyty i
    książki :-)))

    ReplyDelete
  9. Emmo - w maju byłam w drewnianym domu w Cisnej.
    Niestety nie moim, ech :))

    Rozbrajająco opisana niemoc.
    Dobrze, że możliwość wyartykołułowania uśmierza nieco ból egzytencji
    :)

    ReplyDelete
  10. wyartykułowania
    bosh
    jakie mi się słowa tworzą....

    ReplyDelete
  11. Mi też się marzy domek w Bieszczadach i stado kóz do kompletu, jakbyście coś znaleźli to dajcie znać:) Latarniku, piszę się na wspólny dach, z tym, że ja całorocznie i z fauną u boku:)

    ReplyDelete
  12. To może zrobimy jakąś komunę artystyczną:). Tylko musielibyśmy wymyślić wcześniej statut, żeby było wiadomo na co się piszemy. Na przykład w statucie byłoby jasno powiedziane - "marcinsen nie musi gotować, ani zmywać - dość już tego miał w życiu." :)
    Jeśli się na to piszecie...

    ReplyDelete