Sunday, 14 June 2015

Niedziela z Jagannathem


























   Wycieczka była spoko. Do centrum pojechałem przez Elephant & Castle. Zapomniałem, że nie lubie tamtejszego ronda. Kilka pasm ruchu, do tego roboty drogowe. Niebezpiecznie. Z powrotem zaplanowałem wrócić przez Vauxhall. O wiele przyjemniej.
   Zaparkowałem rower niedaleko Trafalgar Square i poszedłem w stronę świątyni na Soho. Po drodze spotkałem Petię z koleżankami. Powiedziały, żebym się dołączył, jeśli chcę. Procesja zaczynała się w Hyde Parku. Doszliśmy na czas. Powóz właśnie startował. Myślę, że było parę tysięcy osób, głównie Hindusów, ale też zachodnich bhaktów. Petia z koleżankami dołączyły się do pochodu i zaczęły tańczyć, ja szedłem z boku. Pomodliłem się trochę, później wypatrywałem starych znajomych.
   Na Trafalgar Square zjedliśmy smaczne (i darmowe:) jedzenie. Słońce miło grzało, na chwilę zdrzemnąłem się w gwarze. Później dziewczyny poszły się poszwendać po stoiskach.
   Zaszłem do National Gallery. Chciałem posiedzieć przy moim ulubionym obrazie, ale nie mogłem znaleźć. Wreszcie spytałem panią kustosz o wskazówki. Okazało się, że obraz wypożyczono do Tate Gallery.
   Dziewczyn już nie spotkałem. Wysłałem Petrze smsa, że wracam do domu.
   Na fejsie zagadał Tom. Pogadaliśmy przez jakieś pół godziny. On przy cytrynówce, ja przy cydrze. Za tydzień się żeni.
   Słucham Rosyksoppu.
   I tyle na dziś. Jutro do pracy.

No comments:

Post a Comment