Lista potrasowa
1. Koncert w Poznaniu. Wyszło idealnie. Było trochę mojej publiki, a trochę ludzi, którzy słyszeli mnie pierwszy raz. Osobiste, miłosne piosenki przeplatały się z tymi żądnymi krwi, zaczepnymi i tworzyło to idealną miksturę. Nawet jeśli ktoś się zszokował nawoływaniami do budowania szubienic dla bogaczy i polityków, to po chwili mógł się wzruszyć opowieściami o doskonałej miłości.
2. Poznałem tam miłą dziewczynę. Przyjemnie było pocieszyć się jej adoracją, zainteresowaniem, zaproszeniem na noc. Mi też się spodobała, więc tym bardziej było to fajne.
3. Demonstracja antyfaszystowska w Warszawie. Było mocno, adrenalinowo, bratersko, rewolucyjnie. Spotkałem trochę znajomych, przywitali się też ludzie, którzy znali mnie z moich piosenek. Czułem, że jestem ze swoimi ludźmi, było mi bezpiecznie i harmonijnie.
4. Po powrocie spotkałem się z kumpelą i wpadliśmy na pomysł grania w karty i picia tequili w środę o 14. Dużo śmiechu, czytanie poezji, śpiewanie piosenek, aż zastała nas północ i kumpela uberem wróciła do domu.
5. Od tygodnia chodzi mi po głowie założenie artywistycznego kolektywu (kolektyw artystyczno-aktywistyczny:). Na razie patrzę, jak ten rodzaj kolektywu działa w innych państwach, skontaktowałem się z kilkoma, prosząc o jakieś wskazówki dla inspiracji, myślę o tym, jak ściągnąć członków, jak moglibyśmy działać. Czuję, że to jest idealny rodzaj aktywizmu dla mnie.
6. Dzisiaj skończyły mi się pieniądze. Tzn. to nie jest jakieś wyjątkowe wydarzenie:) Po prostu dzisiaj skończyły się zupełnie. Kupiłem bułkę, paczkę tytoniu i tyle. A przed chwilą, ktoś na fejsie kupił dwa wydruki, zarobiłem 300 złotych. I tak to działa. Przestałem się nawet jakoś bardzo tym stresować. Robię normalnie wysiłki, żeby coś zarobić, stworzyć coś nowego, sprzedać jakąś moją rzecz, ale nie spinam się. Przez te lata zbudowała się we mnie ufność, że nie umrę z głodu. A wolność płynąca z tego nieprzywiązania i unikanie nadmiernych wysiłków zarobkowych, jest bezcenna. Tak sobie zawsze o tym wszystkim marzyłem. Żeby być artystą, mieć swoje miasto, jakiś większy sens w życiu, garstkę przyjaciół, wystarczająco gotówki, żeby starczyło na podstawowe potrzeby, brak szefa, godzin pracy. Lubię to. I like my life:)
7. Za godzinę z rynku rusza demo przeciwko rosnący cenom wynajmu mieszkań, dołączę.

No comments:
Post a Comment