Thursday, 27 August 2009

Tańcząc z lwem ponad chmurami



Tańcząc z lwem ponad chmurami
(sen)

Spaceruję pod lasem, za rzeką, na wzgórzu. Przyglądam się ośnieżonym świerkom, wdycham mroźne powietrze, spoglądam w dół, na prawie całkiem ukryty wśród lip i zarośli dom.
Nagle, bardzo blisko, kilkanaście metrów dalej widzę żubra. Potężne zwierzę przygląda mi się czujnie, przeżuwając wygrzebaną spod śniegu trawę. Czuję strach i w panice rozglądam się za drzewem, na którym mógłbym się schronić. Okazuje się, że wszystkie mają tak cienkie i giętkie gałęzie, że kiedy tylko na nie wchodzę, uginają się do samej ziemi. Coraz bardziej się boję, ale wreszcie jest! Dostrzegam potężne, solidne drzewo. Biegnę, oglądając się lękliwie na coraz groźniejszego żubra. Wspinam się z ulgą, ale... Co jest? Na gałęzi siedzi wielki tygrys i przygląda mi się łakomie. Zeskakuję i na ślepo biegnę w dół, chcąc jak najszybciej wrócić do domu. Przebiegam przez rzekę i wreszcie znajduję się w wiosce.

Coś jest nie tak. Wśród mieszkańców panuje poruszenie. Ludzie biegają, rozmawiają o czymś w podnieceniu, wszędzie stoją klatki z dzikimi zwierzętami, co minutę przyjeżdżają ciężarówki i dowożą nowe. Zatrzymuję sąsiada. Wyjaśnia mi, że nie wiadomo skąd, ale tego ranka w całej okolicy zaroiło się od dzikich zwierząt. Po pierwszym szoku wójt zorganizował akcję wyłapywania drapieżników. Ciekawe. Siadam z boku, na deskach i obserwuję zamieszanie.

Zaciekawia mnie jedna z klatek, dopiero co przywieziona. Podchodzę bliżej. W środku siedzi lew. Czuję do niego wielką sympatię, coraz bardziej ogrzewającą serce. W jakiś sposób wiem, że lew czuje to samo. Patrzymy sobie w oczy. Wiem, że za wszelką cenę muszę go uwolnić. Otwieram klatkę. Czuję niebezpieczeństwo, wiedząc, że chociaż lew czuje ze mną związek, to jednak pozostaję dzikim zwierzęciem. Ale co tam. Lew wychodzi niepewnie. Chcę go dotknąć. Odsuwa się i warczy. Wiem, że odbywa się w nim wewnętrzna walka. W porządku. Postanawiam nic nie wymuszać.
- Musimy uciekać – mówię cicho. Rozumie mnie. Cichaczem wymykamy się z wioski. Prowadzę go w stronę rzeki i później do góry, do lasu, niedaleko którego przechodziłem wcześniej.
Czuję się cudownie. Coraz bliżej zwierzęcia. Pomiędzy nami nawiązuje się coraz jaśniejsza nić przyjaźni i wspólnoty, duchowego pokrewieństwa. Po raz drugie zbieram się na odwagę. Dotykam go. Czuję pod palcami masę stalowych mięśni, gorącą krew pulsującą pod sierścią, słyszę jego ciężki oddech. Lew wzdryga się, ale nie zrzuca mojej dłoni. Wiem, że nic mi już nie grozi.

Przypominam sobie, że jest zima, wszędzie pełno śniegu, a ja nie mam butów. Moje bose stopy zanurzają się w mokrym śniegu, ale nie czuję zimna. Dziwi mnie to, ale może po prostu rozgrzałem się wchodzeniem pod górę?

Kiedy jesteśmy już pod samym lasem, okazuje się, że nie wolno nam tam wejść. Nie mam pojęcia dlaczego. W takim razie musimy zawrócić. Choć ciągle uciekamy, nie czujemy wcale strachu. Raczej podekscytowanie i radość z bycia razem. Atmosfera zabawy pochłania przestrzeń. Ciekawe jakby to było, zjeżdżać na stopach, jak na nartach? Spróbuję. Da się! Boże, jak cudownie! Sunę coraz szybciej, ciesząc się pędem, wolnością, przyjaźnią, slalomuję. Przyjemnie jest czuć śnieg przesuwający się pod stopami. Lew biegnie wielkimi susami tuż obok mnie, a kiedy nie może już nadążyć, przestaje biec i też zjeżdża na łapach. Szybciej! Braterstwo i wolność! Pełnia! Wiatr gwiżdże w uszach, zostawiam za sobą smugę śmiechu.

Dojeżdżamy do ostrego spadu. Niczym na skoczni, wyrzuca nas wysoko w powietrze. Zapiera mi dech w piersiach. Nie przestajemy się wznosić, pod stopami coraz szybciej umykają nam nieznaczne kwadraciki domów, placki lasów, cienkie nitki rzek. Wylatujemy ponad chmury. Po chwili one też są daleko w dole, jak miękki, biało-różowy puch. Obok mnie ciągle leci lew. Śmiejemy się, patrząc na siebie. Jesteśmy dziećmi.



5 comments:

  1. :-D
    ale piękny sen!
    jakiś czas temu miałam sen o zwierzętach. byłam w lesie i co chwilę widziałam jakieś nietypowe tzn. dzikie zwięrzęta - wszystkie w parach!

    przyjaźń z lwem to jest COŚ.

    ReplyDelete
  2. A Narnii nigdy nie przeczytałem (kiedy byłem mały, nie było u nas w bibliotece),ani nie obejrzałem filmu. Dobre?

    Lubię sny, nawet te koszmarne. Najbardziej to w życiu nie lubię nudy, a sny nigdy nie są nudne. Ostatniej nocy na przykład, jako kapitan podniebej floty balonowej Królestwa Ameryki zrzucałem beczki z prochem na obóz Florydzkiego Szejka Ahmeda ibn Imara. Na kamienistej plaży Florydy leżał śnieg, a arabscy wojownicy palili ogniska i piekli powbijane na patyki kraby...

    ReplyDelete
  3. OMG!
    beczki z prochem!

    dlaczego facetom się zawsze śni wojna albo seks??
    czasem lwy, ale lew to też drapieżnik i poluje.
    nie pamiętam, żeby mi się kiedykolwiek śniła wojna. a nie! sorki! raz siedziałam w drewnianej wieży oblężonej przez jakichś bisurmanów ;-))ale nawet wtedy nie byłam agresorem.

    ReplyDelete