Thursday, 2 April 2009

Bal I




BAL I

Przestałem słyszeć wycie wilka
wzywające na bal.
Zniknęła gdzieś szara gęstwina
niewidzialnych, grubych pni,
i zapachu zgniłych liści.
Zapodział się senny kompas,
który kiedyś bezbłędnie
wskazywał kierunek.

Wiązałem tyle oczekiwań
z przyjęciem, które miało się odbyć
na niedostępnych polanach.
Dziesiątki mioteł,
wytworne fraki,
wieczorowe suknie,
tajemnicze oczy,
pełne tajemniczych historii,
zagadkowe uśmiechy,
pełne zagadkowych buntów.
Zaproszenia do miejsc ze snów,
kurtuazyjne wymiany uprzejmości.
Tak, tak wiele mnie ominęło.

Myślę, że nadszedł czas,
by znów czujnie wsłuchiwać się
w nocne szmery.

(Warszawa 2001)

No comments:

Post a Comment