Saturday, 4 April 2009

Początek pracy nad "Wyprawą".

Wczoraj wreszcie wziąłem się za pracę nad "Wyprawą". Jak na razie używam tytułu roboczego, czekając aż zjawi się coś szczególnego, o czym będę na pewno wiedział, że to jest to. Tak było z tytułem "Byli też ciemnoocy o ochrypłych głosach". Po prostu nagle coś kliknęło i wiedziałem, że znalazłem tytuł jaki chciałem.

Traktuję ten tekst ("Wyprawę") jako próbę przed poważniejszym projektem, czyli "Klubem Niedołęgów"; książce o Camino de Santiago, tyle tylko, że temat wciągnął mnie już tak bardzo, że czuję, że chcę włożyć w to więcej energii i czasu niż planowałem.

"Wyprawa" będzie próbą literackiego przelania na papier mojej podróży stopem z 2004, kiedy ze stówą w kieszeni i moim małym akordeonem ruszyłem na (jak to wtedy określiłem) "poszukiwanie ludzi dobrej woli". Droga zajęła mi prawie dwa miesiące i myślę, że naprawdę warto zrobić z tego coś, co nadawałoby się do czytania. To był bogaty i mistyczny czas, pełen lekcji, przygód, ludzi i z pewnością twardych kopów w zadek. Ludzie lubią czytać o takich rzeczach. Nie?

Wczoraj wpadło mi do głowy zdanie, które postanowiłem użyć jako początek książki. Szybko rzuciłem się do klawiszy, żeby nie pluć sobie później w brodę, że zapomniałem i ani się obejrzałem, kiedy z jednego zdanie zrobił się nieduży wstępik.

Wrzucam go tutaj, ale na tym się kończy zaglądanie przez ramię. Reszta dopiero kiedy wklikam do tekstu słowo "Koniec":).

Wstęp do "Wyprawy"

Byłoby dużym uproszczeniem, gdybym napisał, że wszystko zaczęło się od starego Indianina, który odwiedził mnie pewnej nocy i powiedział, że prawdziwym wojownikiem może zostać tylko ten, kto odważy się na samotną wędrówkę, w poszukiwaniu zgubionych cząstek duszy.

- W poszukiwaniu cząstek duszy? –spytałem zdziwiony – Myślałem, że dusza jest całością i że nie można pociąć jej na kawałki.

Stary Indianin wydmuchnął chmurę gęstego dymu i przez chwilę siedział tylko w milczeniu, przypatrując mi się z troską i smutkiem.

- Wiesz, że to tylko sen? – zapytał w końcu, jakby chcąc się upewnić.
- Domyśliłem się.
Indianin kiwnął głową i znów w milczeniu zaciągnął się tytoniem (chyba).
- Mimo to i tak spróbuję powiedzieć ci coś mądrego mój chłopcze – powiedział po chwili i wyciągnął w moim kierunku drewnianą fajkę.
- Chcesz zapalić?
- Nie, dziękuję. Rzuciłem niedawno.
- Bardzo dobrze, choć jeszcze nie słyszałem, żeby zaszkodził komuś dym utkany z kawałków snów – odpowiedział z lekką ironią i odłożył fajkę na mój nocny stolik, zaraz obok zgaszonej lampki.

Niby racja, ale nie chodziło mi o zdrowie, ale o zasady.

- Masz rację, że dusza zawsze jest jednością - stary Indianin wrócił do tematu - Nie można jej pociąć, spalić, czy wysadzić w powietrze. To prawda. Ale, żeby naprawdę osiągnąć tą jedność i harmonię musimy udać się w drogę. Dla jednych jest to droga po zakurzonych ścieżkach świata, tam na zewnątrz, poza snem – wskazał głową ponad swoim ramieniem, gdzieś w nieokreślonym kierunku, gdzie jak się domyślałem spała obok mnie moja żona, a za oknem szczekał pies – a dla innych przeznaczone są wewnętrzne bezdroża, w które muszą się zapuścić, żeby pokonać wrogów i otworzyć wszystkie zakurzone skrytki.

- Nasza dusza jest całością, tak, to prawda – kontynuował - ale nigdy się tego nie dowiesz, jeśli nie wyruszysz w podróż i słuchając swojego serca, nie spróbujesz niczym duchowy Sherlock Holmes znaleźć zagubionych kawałków…

- Przecież sam powiedziałeś przed chwilą, że dusza jest całością i… -przerwałem mu niekulturalnie.

- Tsss dzieciaku – uciszył mnie surowo. – w tym momencie twojego życia może i masz sporo wiedzy teoretycznej, ale… - jego oczy wwierciły się jeszcze bardziej w moją śniącą świadomość - … ale twoja dusza jest kompletnie w proszku i jeśli czegoś nie zrobisz, to już zawsze będziesz się czuł jakby cię było pół, albo nawet ćwiartka.
Na to nie miałem żadnego argumentu.
- Gdzie mam w takim razie iść?
- Złe pytanie chłopcze.
- Kiedy?
- Ciągle złe pytanie.
- Z kim?
- Zimno.
- Ile nieba kryje sie w jednej kropli deszczu?

Stary Indianin uśmiechnął się zadowolony i zaczął rozmywać się w pomarańczowej, sennej mgle.
- Pamiętaj jednak, że to był tylko sen – dodał na odchodnym, a jego głos odbijał się coraz cichszym echem od miękkich ścian mojej głowy – i najprawdopodobniej nie ma on żadnego głębszego znaczenia… Najprawdopodobniej….

5 comments:

  1. "Ile nieba kryje sie w jednej kropli deszczu?"

    Dobry Wieczór :) bardzo się cieszę z naszego spotkania. Dużo z tego co piszesz traktuje jako swoje, tym bardziej, że wiem czym jest autostop ze stówą w kieszeni.

    Co do duszy to jestem zwolennikiem teorii, że to ciało jest zanurzone w duszy- nie odwrotnie. Jest jedna dusza, a jej cząstkami jesteśmy my- ludzie, zwierzęta, przedmioty, rośliny, deszcz.

    -Dlaczego tak często jestem smutny? - odpowiedziałem pytaniem.
    -Ile nieba kryje sie w jednej kropli deszczu? - powtórzył twardo, otaczając się wonnym dymem zdawał się ginąć z oczu, najbliższe otoczenie pulsowało w rytm jego słów. Powoli wstałem z miejsca i wyruszyłem szukać pojedynczej kropli deszczu.

    pozdrowienia z drogi :)

    ReplyDelete
  2. Czesc Maurycy. Dzięki za komentarz.Myślę, że w pewnym sensie masz racje- wszyscy jesteśmy w jakiś sposób jedną duszą, ale myślę, że zawsze zachowujemy indywidualność. Uważam, że każdy z nas (wliczając w to zwierzęta i rośliny) pochodzi z jednego źródła, Duszy Najwyższej i w ten sposób jesteśmy jednością, z drugiej jednak strony każdy z nas jest indywidualną iskrą świadomości, która ostatecznie może znaleźć harmonię z Absolutem, ale nigdy nie może utracić sensu swojej niepowtarzalności i poczucia "ja" ("ja" czystego, w odróżnieniu od ego, które zakrywa nas teraz). W hinduiźmie ta filozofia nazywa się acintya bhedabheda tattva.

    Miło, że wpadłeś, mam nadzieję, że będziesz stałym gościem.

    ReplyDelete
  3. dusza mała i dusza duża, czyli atman i brahman.
    bardzo lubię hinduizm, lubię też swamiego prabhupade, jest taki cudownie naiwny, a zarazem mądry.
    czyste ja to dla mnie umysł, który nigdy nie zasypia- gdybym był poetą, to bałwochwalczo dodałbym- i nigdy się nie budzi. to jednak już by nie miało sensu.
    czy istnieje umysł który nigdy nie zasypia i nigdy się nie budzi?

    mi też jest miło i będę się starał.

    ReplyDelete
  4. Witaj znowu Maurycy. Nawet nie wiesz jak mi miło słyszeć dobre słowa o Śrila Prabhupadzie, którego uważam za mojego mentora. "Cudownie naiwny, a zarazem mądry". Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś opisał lepiej jego osobę, poważnie:)
    Więcej już dzisiaj nie napiszę, bo właśnie wróciłem z 12 godzinnej zmiany i słaniam się na nogach. Do jutra.

    ReplyDelete
  5. Jednak zacząłem wrzucać to po trochę na bloga. Nie lubię kiedy rzeczy, które piszę kisną mi na komputerze. Mam też w końcu tytuł, którego na razie będę się trzymał: "W poszukiwaniu skrawków duszy".

    ReplyDelete