Monday, 6 April 2009

Gniew Księcia Piekieł, Apokalipsa i kochankowie, czyli brazylijskie gmatwania.

Gniew Księcia Piekieł, Apokalipsa i kochankowie, czyli brazylijskie gmatwania.


(Sen)


Byłem młodym studentem, którego zaprosił do swojej posiadłości, gdzieś w Ameryce Południowej, bajecznie bogaty arystokrata. Mój gospodarz był niezwykle dumną i potężną osobą. Choć byłem jego gościem, to jednak bałem się go, przeczuwając jego złowrogą, ciemną stronę. Nazywał się Antonio.


Miał młodą żonę, piękną Hinduskę, w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia, kiedy tylko zobaczyłem ją pierwszego dnia, przy kolacji.


Nie tylko ja byłem tam gościem. W innej części posiadłości mieszkał facet w średnim wieku, kupiec i daleki kuzyn pięknej Hinduski, który jak się okazało, również pałał do niej gorącą namiętnością.


Wkrótce jednak to nie on, ale ja, biedny student, byłem osobą, która uwiodła młodą żonę Antonia. Codziennie spotykaliśmy się cichaczem w pokoju na poddaszu, tonąc w szczęściu, ale równocześnie drżąc ze strachu przed jej mężem, który był straszną osobą.


Pewnego dnia, w jakiś sposób odkrył on jednak, że jego młoda żona go zdradza, nie wiedział jednak z kim, postanowił więc przygotować zasadzkę. Tego samego dnia nasz romans odkrył również mój konkurent, daleki kuzyn mojej wybranki i kiedy zmierzałem wieczorem na moje codzienne randez vous, natknąłem się na niego w drzwiach. Był wściekły i dyszał ciężko. Nie zdążyłem się nawet zasłonić przed ciosem jego pięści i w połowie zemdlony upadłem na próg, widząc jednak, że biegnie w stronę pokoju, gdzie zwykle miały miejsce schadzki moje i dziewczyny.


To mnie uratowało, bo to właśnie on wpadł w przygotowaną przez Antonia zasadzkę. Oszołomiony próbowałem za nim iść, kiedy nagle z przerażeniem ujrzałem, że drzwi otworzył mu Antonio, który, choć widziałem go tylko przez ułamek sekundy, wyglądał jak sam diabeł i mogłem przysiąc, że jego oczy były czerwone jak żarzący się węgiel. Tak jak powiedziałem, trwało to tylko ułamek sekundy, po czym Antonio zatrzasnął drzwi za swoją osłupiałą ofiarą. Stałem tak jeszcze chwilę, nie wiedząc co zrobić, ale przeraźliwy krzyk bólu i przerażenia, który dobiegł mnie nagle zza zamkniętych drzwi, zmroził mi krew w żyłach. Z sercem pełnym grozy uciekłem.


Kiedy znalazłem się na zewnątrz zobaczyłem, że niebo pokryte jest szkarłatno-czarnymi chmurami, przecinanymi co kilka sekund zygzakami piorunów i nagle zdałem sobie sprawę, że mąż mojej kochanki naprawdę był diabłem.

Pobiegłem do portu, jakby ścigało mnie całe piekło (całkiem możliwe, że tak właśnie było) i w ostatniej chwili wsiadłem na statek odpływający do Europy.


* * * * * * *


Minęło dwadzieścia lat. Miałem już około czterdziestki, ożeniłem się i z czasem zepchnąłem wspomnienie mojej przygody z diabłem, głęboko do mojej podświadomości, choć częste koszmary nie pozwalały całkowicie zapomnieć mi o tamtej straszliwej nocy.


Pewnego dnia postanowiłem odwiedzić z moją młodą żoną tamto miejsce. Sam nie wiem dlaczego, jaka głupota, czy desperacja zmusiły mnie do tego; być może jednak nie miałem żadnego wyboru i to Antonio znów zapraszał mnie do siebie, żebyśmy mogli uregulować stare sprawy.


Tak więc pewnego jesiennego dnia wsiedliśmy na statek i ruszyliśmy w podróż.

Najpierw nic się nie stało. W tamtym czasie byłem już dosyć zamożnym i znanym artystą, było mnie więc stać na mały domek, pod miastem, gdzie przez kilka miesięcy wiedliśmy spokojne, bezstresowe życie, poświęcone spacerom, muzyce i miłości.


Po kilku miesiącach dostałem list. Antonio pisał w nim uprzejmym tonem, że dowiedział się właśnie, że zamieszkałem niedaleko z moją małżonką i byłby szczęśliwy gościć nas u siebie i powspominać dawne czasy.


Nie wiedziałem co myśleć, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że być może mi się upiekło i Antonio nigdy nie dowiedział się, że to ja byłem tym, który przyprawił mu rogi.


Gdy zjawiliśmy się w jego posiadłości przywitał nas bardzo miło (choć chłodno) i po wymianie kilku uprzejmości zaprowadził nas do windy, która miała zabrać nas do sali balowej. Najpierw do windy wsiadła moja żona i kiedy już znalazła się w środku, coś mnie przeraziło. Coś w wyglądzie tej starej windy, jej metalowych ozdób i rzeźb sprawiło, że włosy zjeżyły mi się na głowie. Poczułem, że to jest ostatni raz kiedy widzę moją ukochaną i nagle winda zjechała w dół, beze mnie, uśmiechając się do mnie krzywym grymasem wyrzeźbionego na jej drzwiach Fauna.

Przerażony zwróciłem mój wzrok na Antonia i zdałem sobie sprawę, że choć minęło 20 lat, nie postarzał się on ani o jeden dzień. Nagle wszystkie wydarzenia tamtego odległego dnia stanęły przed moimi oczami i przypomniałem sobie, że przecież wtedy, kiedy biegłem przerażony na statek, wiedziałem, że Antonio nie jest człowiekiem, ale samym Księciem Piekieł.

Rzuciłem się do krat windy, próbując rozpaczliwie ją otworzyć. Mój gospodarz przerwał milczenie.

- Wiesz dokąd prowadzi ta winda? – zapytał.

Byłem pewny, że znam odpowiedź, ale ciągle w milczeniu próbowałem otworzyć windę.

- Do mojego królestwa.


Spojrzałem na niego rozpaczliwie i choć moje serce było pełne przerażenia wypatrzyłem nagle jedyną szansę; sztylet, który wystawał z pochwy u jego pasa. Błyskawicznie chwyciłem jego rękojeść i wbiłem go w serce Antonia, mając nadzieję, że broń diabła zadziała na diabła.

Rozpętało się piekło. Wszystko zaczęło drżeć, wielkie głazy odrywały się od ścian. Drzwi od windy otwarły się wreszcie i rzuciłem się do nich, wiedząc, że muszę zjechać po moją ukochaną.


Nie wiem co stało się na dole. Następna rzecz jaką pamiętam, to ucieczka z zamku. Przerażony patrzyłem na niebo, które oszalało; pełne spadających gwiazd, komet, wirujących planet i wszystkich odcieni czerwieni i czerni. Ziemia również drżała gwałtownie, a ze szczelin zaczęła sączyć się lawa i woda.


Biegłem przed siebie bardzo długo i w końcu schroniłem się w starej, opuszczonej szopie, nie będąc w stanie znieść już tej Apokalipsy.


Minęło kilka dni i choć zbytni się bałem, żeby wyjść z mojej kryjówki, to z opowieści przypadkowych gości dowiedziałem się, że Piekło pozostało bez władcy i pomniejsze demony walczą teraz o przywództwo. Niebo wypatrzyło w tym szansę dla siebie, żeby na zawsze pozbyć się konkurencji i w ten sposób zbliżała się nieuchronna wojna.


Wszyscy ludzie musieli także wybrać strony. Można to było zrobić SMSem.


Pamiętam, że bardzo długo wpatrywałem się niezdecydowany w dwie opcje na wyświetlaczu komórki – niebieskie skrzydła i czerwone rogi, ale w końcu, zanim nabrałem tyle odwagi, żeby wybrać, obudziłem się.


PS. Jako ilustracji użyłem obrazów wspaniałego malarza irańskiego Imana Maleki.



1 comment:

  1. Ten sen przyśnił mi się po tym, jak kilka dni pod rzą czytałem dziewiętnastowieczne opowieści grozy, z tomiku "Historie Osobliwe i Fantastyczne". Zdaje się jestem za bardzo podatny na takie lektury:)

    ReplyDelete