Sunday, 19 April 2009

Droga na Woodstock - 2008



Woodstock 2008


30 lipiec


10:35

Za 45 minut ruszamy na pociąg. Najpierw do Bielska i stamtąd do samego Kostrzyna. Woodstock. Nie czuję się zbyt dobrze, ale zwykle przed podróżą mam problemy z żołądkiem, czuję się zdezorientowany i oszołomiony. Po tylu podróżach powinienem być już przyzwyczajony, ale widać to nie działa w ten sposób. Schowałem do plecaka wielkie tomisko „Every Day Just Write” SDG i będę się starał uciekać tam od hałasu i upału. Czasami czuję się zmęczony narzekaniem SDG; narzekaniem na zdrowie, brak świadomości Kryszny, świat, itd., ale przeważa we mnie przyjemność z zetknięcia się z umysłem Waisznawy. To jest coś niesamowitego, móc z tak bliska zobaczyć, prawie, że poczuć to, co dzieje się w jego sercu, jak szczerze próbuje, jak walczy o uczciwość. Wchodząc z nim w kontakt, sam zaczynam tęsknić za tym co on, a jednocześnie nie potrzebuję poświęcać tej lekturze tyle wysiłku, co czytaniu Gity, czy Bhagavatam. Nie byłbym w stanie schronić się w śastrach, siedząc w środku zatłoczonego pociągu, albo na samym Woodstocku.

Zaraz wychodzimy. Tulasi radzi mi, żebym obciął sobie paznokcie, później nie będzie okazji.

15:20

Ruszyliśmy z Bielska. Zdążyliśmy jeszcze napełnić brzuchy w Green Wayu i później spędziliśmy ponad godzinę, czekając na pociąg. Widząc tłumy młodzieży trochę się zestresowałem, ale okazało się, że na razie jest luźno i gdyby udało nam się przejechać całą drogę w takiej atmosferze, byłbym szczęśliwy. Nic nie poradzę, że nie mogę, ani mi się nie chce wchodzić w atmosferę radosnej hałaśliwości. Chcę za to spokoju i ciszy. He, he, dziwnie to brzmi z ust osoby, która siedzi w pociągu na Woodstock. W sumie jadę tam przede wszystkim, żeby pobyć z bhaktami, spotkać się z przyjaciółmi i przez kilka dni niczym się nie martwić.

Pogoda upalna i całkiem możliwe, że będzie prażyło tak samo, jak dwa lata temu.

17:00

Ufff, ale upał. Nie pomaga nawet to, że otwarte są wszystkie okna. Tulasi usiadła na stoliku i wystawiła dla ochłody głowę przez okno. Nasz wagon ciągle spokojny, ale po drodze do toalety zdałem sobie sprawę, że na razie mamy szczęście. Tzn. nie ma żadnych zadym, ani chamstwa, ale będąc w tym wieku, szczególnie po wypiciu kilku win, człowiek walczy o bycie w centrum, tak że przy 10 osobach próbujących zabłysnąć dowcipem robi się straszny hałas. Pamiętam jak sam taki byłem. Pamiętam Woodstock w 1995. Jechaliśmy całą grupą, z punkowcami z Oświęcimia. Ciągle byliśmy pijani, a w którymś momencie udało nam się zamknąć w WC i nawąchać rozpuszczalnika. Do tego ciągły hałas, przesadny śmiech, śpiewanie piosenek KSU i Dezertera. Wszystko to w jakiejś desperacji i niepokoju. Bycie nastolatkiem to nie jest łatwa sprawa.




18:52

Raczej nie dojedziemy na 2:30. Co kilkanaście minut jakiś ciołek zrywa hamulec bezpieczeństwa. Od samego początku nastawiłem się jednak na przetrwanie i tolerowanie wszystkiego co mnie spotka po drodze i na samym Woodstocku, tak że jestem spokojny. Myślę, że jak na razie, w miarę dobrze udaje mi się zachować wewnętrzną ciszę.

Czas na jabłko i ciacho.

19:45

Problemy. Możliwe, że nasz pociąg będzie musiał zawrócić do Bielska. Podobno jakiś dzieciak próbował się zabić… Gwizdek! A jednak jedziemy dalej.

Powietrze odświeżyło się po deszczu. Przed chwilą lało jak z cebra. Mam nadzieję, że poleje też w Kostrzynie, nie byłoby tyle kurzu.

Czy to idealne miejsce dla gentelmana? Pewnie nie, ale czy w ogóle jest takie gdzieś? Wszyscy szukamy drogi i wcale nie jest łatwo znaleźć w tym wszystkim jakiś sens. Nic dziwnego, że człowiek się buntuje i zasłania swój strach arogancją i buńczucznością. Wszyscy jesteśmy tacy sami.

Przed WC spotkałem chłopaka z koralikami tulasi na szyi. Wyglądał spokojnie i sympatycznie. Też popatrzył na moje korale i później przez chwilę patrzył na mi badawczo w oczy, ale nie odezwaliśmy się do siebie. Koraliki Tulasi można teraz kupić wszędzie.

Nasz kącik ma braminiczny nastrój. Każdy z nas z jakąś książką, albo dziennikiem. To chyba jedyne takie miejsce w całym pociągu. Przechodzące co jakiś czas dzieciaki patrzą na nas ze zdziwieniem i politowaniem. Tulasi też pisze w swoim dzienniku. Chciałem, żeby sprawdziła ten nowy zespół reggaowy, który ostatnio skądś ściągnąłem (Danny I), ale powiedziała, że teraz pisze do Kryszny i że nie chce tego z niczym mieszać.

Dobrze jest tak jechać przez coraz gęstszy mrok, wiedząc, że ktoś obok modli się do Kryszny. W słuchawkach rasta-bhakta modli się do Jah. Śpiewa, żeby nigdy nie zapominać o Bogu, żeby zawsze w naszym sercu płonął ogień miłości do Jah. Nie pozwólmy mu zgasnąć.

Ktoś znowu zerwał hamulec. Szkoda mi starszych panów-konduktorów, którzy muszą biec co chwilę na drugi koniec pociągu. Dzieciaki, dajcie spokój.

Czerwona światła coraz bardziej widoczne w zapadającym zmierzchu. Mijamy odrapane budynki kolejowe, gęste sieci torów, brzozy, las. Cieszę się, że udało mi się wejść na wyższą wibrację. Ciało ciągle jest zmęczone, ale mi, siedzącemu w środku tego ciała jest dobrze. Udaje mi się widzieć trochę więcej niż zwykle. Dwóch starych kolejarzy, w odblaskowych kurtkach, których mijamy właśnie powoli. Siedzą na ławce i palą papierosy, wyglądając staro i zmęczenie. Tak daleko od domu.

Późno się zrobiło. Cisza to byłaby teraz rozkosz, ale mam do wyboru tylko muzykę z mp3jki, albo ochrypłe głosy „śpiewające” punkowe piosenki. Tak na marginesie, mam wrażenie, że punk bardzo zszedł na psy. Z muzyki studentów i bohemy stał się muzyką… nie wiem, ale te teksty śpiewane przez dzieciaki, to kompletne prostactwo. Punk wszedł pod strzechy i to był jego koniec :) .


Radha i Kryszna.

No comments:

Post a Comment