Thursday, 16 April 2009

Sen o Cesarzu.



Sen o Cesarzu.

Dziś śniłem o archetypie Cesarza. Nie o samej osobie, starym władcy na tronie, ale o idei porządku i jego potrzebie. O tym, jak trudno jest zbudować prawo i porządek, kiedy raz zapanuje chaos.

W moim śnie, grupa bandziorów niszczy stary ład. Są to zwykli kryminaliści, a nie żadni rewolucjoniści, którzy rządzą brutalną siłą i wypaczoną filozofią, mieszającą faszyzm i anarchizm.
Jestem dosyć młodą osobą, mam około trzydziestki, pełen ideałów i energii. Postanawiam wystąpić przeciwko chaosowi. Udaje mi się zdobyć skądś powietrzny motocykl (trochę taki, jak z „Gwiezdnych Wojen”), broń i udaję się do zrujnowanego miasta, gdzie moi przeciwnicy mają swoją władzę.
Zaczynam tam swoją rewolucję (anty-rewolucję?). Zabijam po kolei najważniejszych przywódców bandy, a w międzyczasie organizuję spotkania, na których namawiam zwykłych ludzi do walki. Pamiętam jedno zebranie, w starym, zrujnowanym kościele, gdzie śpiewałem do ludzi pieśń o wolności, po której całe tłumy chwyciły za broń i wyszły na ulice.

W pewnym momencie snu, zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele czeka mnie pracy, żeby znowu zaprowadzić na świecie względny pokój, i że będzie to najprawdopodobniej praca na całe pokolenia. Nawet jeśli teraz uda mi się zebrać armię i wygrać tę wojnę, i nawet jeśli później zostanę królem (przy takim chaosie demokracja nie miałaby szans), to będę musiał polegać na innych. Z czasem ci „inni” mogą ulec korupcji i będę musiał próbować naprostować rzeczy, a później, w końcu umrę. Być może moja praca pójdzie wtedy na marne i dopiero po jakimś czasie znów ktoś inny poprowadzi wszystko o kolejne parę kroków do przodu.

Tak właśnie wygląda historia świata – tysiącletnie procesy budowania porządku i pokoju, postęp, następnie skostnienie, degeneracja, aż wreszcie upadek, wieki ciemności i od nowa. Historia jest kołem, choć ludzie Zachodu, przyzwyczajeni do linearnej koncepcji rzeczywistości, wolą myśleć, że postęp jest czymś ciągłym i trwałym.

W tym śnie, chyba pierwszy raz w życiu zdałem sobie tak mocno sprawę z potrzeby porządku i stabilności, ale rozumiem, że równocześnie potrzebna jest równowaga – sam porządek (Cesarz) bez aspektu kobiecego (Cesarzowa, Najwyższa Kapłanka) będzie czymś martwym i sztywnym, a w najgorszym przypadku może nawet oznaczać tyranię i totalitaryzm.
Zdrowy Cesarz pozwala na wolny rozwój myśli, filozofii i sztuki, wiedząc, że na żyznej glebie wolności, będzie rozwijał się zdrowy porządek.

Dopiero kiedy objawia się negatywna strona Cesarza, czyli zastój, nadmierna kontrola, myślenie, że idealny porządek i władza oznaczają statyczny bezruch, wtedy właśnie pojawia się potrzeba rewolucji (Wieża, Rydwan).
Zdrowa rewolucja oznacza, że ziemska siła Rydwanu, wspierana przez ideę wolności (Kapłanka, Cesarzowa) zmiata skostniały system i stwarza grunt na powstanie czegoś nowego i świeżego.
Niestety cechą materii jest skostniałość, co oznacza, że z czasem ten nowy, żywy porządek również będzie musiał umrzeć.
Dlatego zawsze będą potrzebni rewolucjoniści i budowniczowie.

No comments:

Post a Comment